W obliczu aktywności Kościoła w Polsce, ateiści dopominają się o traktowanie ich w sposób przynależny każdemu człowiekowi, obywatelowi. Dla znacznej części katolików ważne jest aby być zdeklarowanym członkiem Kościoła katolickiego, a sprawą wtórną jest jakim jest się człowiekiem. Z racji znaczącej pozycji Kościoła w Polsce, to kryterium oceny innych mocno jest widoczne w przestrzeni publicznej. Stąd nie tylko ateiści, ale i Żydzi, Świadkowie Jehowy, buddyści i wszyscy inni, którzy nie występują pod symbolami Kościoła katolickiego są potępieni, a co najmniej krytykowani.
Rozumiem ateistów, oni chcą być traktowani przez katolików po chrześcijańsku
REKLAMA
Już jako dziecko wiedziałem sposób w jaki traktuje się Świadków Jehowy. W słowach jakie słyszałem na ich temat z ust zdeklarowanych katolików słychać było nie tylko niechęć, ale i nienawiść. Dziś niewiele się zmieniło. Nadal kryterium oceny człowieka stosowane przez wielu katolików dotyczy głównie tego, czy ktoś jest członkiem Kościoła katolickiego, czy nie. Konsekwencją tego jest nie tylko krytyczna ocena tych nie należących, ale również postawa: „to my katolicy jesteśmy lepszymi ludźmi”. Czy jest to zgodne z postawą chrześcijanina, u podstaw której jest miłość, jaką powinno się obdarzać bliźniego?
Należałoby się zastanowić dlaczego Kościół w Polsce tak bardzo wypromował przynależność do Kościoła jako podstawowe kryterium oceny człowieka. Dlaczego to nie podstawowe przykazanie „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” jest tym kryterium. Odpowiedź na te pytania łatwo odnaleźć przyglądając się postawie wielu zdeklarowanych katolików oraz postawie zdeklarowanych ateistów. Jak często w tych pierwszych można odnaleźć niechęć, złość, a nawet agresję w stosunku do innych, a w tych drugich życzliwość i szacunek. Stąd budując swoją szczególną pozycję lepiej mówić tylko o przynależności.
W pełni rozumiem ateistów, którzy chcą być traktowani przez katolików po chrześcijańsku. Nie widzę jednak szans, aby to dzisiaj mogło mieć miejsce. Miłość bliźniego możliwa jest tylko wtedy, kiedy pokocha się samego siebie, a z tym ma problem wielu katolików. Kardynał Stefan Wyszyński miał rację mówiąc, że „Człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania innych”.
