18 stycznie b.r. moi rodzice będą obchodzili jubileusz 60 – lecia małżeństwa. Jak widzę, będzie to dla nich wyjątkowy dzień. Już dziś podsumowują te lata spędzone razem. Wyczuwam w ich głosie zadowolenie i dumę. Przede wszystkim dlatego, że dane jest im dożyć tego wspaniałego jubileuszu, ale i dlatego, że maja poczucie życiowego spełnienia. Ten wyjątkowy jubileusz w sposób naturalny wzbudza refleksję i pytania, szczególnie w obliczu dzisiejszych statystyk dotyczących związków małżeńskich. Co jest potrzebne do tego, aby tyle lat być razem, pomijając oczywiście stan zdrowia ?

REKLAMA
Jako pierworodny syn moich rodziców, miałem okazję obserwować ich związek niemalże przez cały czas jego trwania. Nie było on przepełniony sielanką. Pamiętam różne sytuacje, które trudno zakwalifikować jak akty miłosnych uniesień. Jednak zawsze było coś co ich integrowało.
Historia małżeństwa moich rodziców, to historia dwojga ludzi, którzy małżeńskie życie poświecili swoim trzem synom, i do dziś koncentrują na nich całą swoją uwagę. Marzeniem mamy było, aby jej synowie zdobyli wykształcenie, gdyż sama go nie posiadała (pamiętam jak kończyła wieczorowo szkołę podstawową, aby móc podjąć pracę). O jej determinacji niech świadczy historia, która wzrusza mnie do dziś. Pod koniec lat pięćdziesiątych do Olsztyna, gdzie mieszkaliśmy, przyjechał Kardynał Stefan Wyszyński. Mama wymyśliła sobie, że kiedy uda jej się dotknąć szat Kardynała, to jej dzieci skończą studia. Stanęła w przejściu do kościoła gdzie przechodził Kardynał i wbrew głosom krytyki ze strony innych wiernych z namaszczeniem dotknęła jego szat. Wszyscy trzej skończyliśmy studia, jako jedyni w całej rodzinie.
Tato dbał o nasze wychowanie w duchu katolickim i patriotycznym. To dzięki tacie poznawaliśmy prawdziwą historię Polski. To od niego dowiedzieliśmy się o Katyniu oraz o tym jak ważne są dla nas Polaków takie daty jak 3 maja czy 11 listopada. To z inicjatywy naszego taty spotkaliśmy się na polach częstochowskich w 1983 roku, gdzie podczas spotkania z Janem Pawłem II, trzymając w rękach sztandar Solidarności, ze łzami w oczach śpiewaliśmy „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Dziś każdy z nas wywiesza polską flagę z okazji narodowych świąt i robimy to z potrzeby serca oraz z dumy, że jesteśmy Polakami.
Odkąd pamiętam rodzice zawsze wierzyli w Boga i zawsze byli ludźmi religijnymi. Tato do dziś modli się rano i wieczorem. Z opowiadań mamy wiem, że kiedy pojawiały się w jej życiu problemy, to miała swoje miejsce w kościele, do którego się udawała. Kiedy dziś zastanawiam się co pozwoliło mi siedem lat temu pokonać raka, biorę również pod uwagę gorliwą modlitwę moich rodziców.
Odpowiadając na pytanie : co jest potrzebne do tego, aby tyle lat być razem, mogę odnieść się tylko do moich rodziców. Ich doświadczenie mówi, że małżeński sukces wynika głównie z wiary w Boga oraz ze wspólnego celu jakim jest dobro dzieci.