Od ponad dziesięciu lat po rozwodzie z moją żoną żyję w związku partnerskim. W piątek 25 b.m. Sejm miał debatować nad ustawą, która miała zrównać prawa mojego związku z małżeństwami. Niestety tak się nie stało. Jednocześnie po rozwodzie Kościół odebrał mi możliwość pełnego uczestnictwa w mszy św. Nie mam prawa brać komunii św. Czuję się obywatelem i katolikiem gorszej kategorii. To bardzo przykre uczucie.

REKLAMA
Rozumiem, że korzystanie z pełnych praw wymaga ode mnie spełnienia określonych warunków , okazuje się jednak, że nie dotyczą one mojej postawy i zachowania. Nie ma znaczenia jakim jestem człowiekiem, jaka jest moja postawa wobec innych ludzi, wobec mojej ojczyzny. Nie ma znaczenia, że największą wartością dla mnie jest miłość bliźniego. Ważne jest, abym żył w związku małżeńskim, bez względu na to, jaki on jest.
7 lat temu walczyłem z rakiem. Miałem świadomość, że w tej walce poza chemią, którą serwowali mi lekarze, ogromne znaczenie, jeżeli nie fundamentalne ma stan mojego ducha. W jego budowaniu pomocny byłby dla mnie możliwość skorzystania ze spowiedzi i komunii św. Uczciwie powiedziałem księdzu, który przychodził do chorych, o mojej sytuacji rodzinnej. Widziałem jak było mu przykro, że nie może oddać mi posługi kapłańskiej.
Uczciwość, prawość, szacunek do drugiego człowieka nie mają znaczenia ani dla Kościoła, ani nie są honorowane przez prawo. Fakt, że jestem po rozwodzie, i że żyję w niezarejestrowanym związku czyni mnie człowiekiem gorszej kategorii. Do minionego piątku radziłem sobie jakoś z postawą Kościoła wobec mnie, ale sygnał jaki tego dnia dała mi większa część posłów, zachwiała nie tylko moim poczuciem tożsamości, ale i moją wiarą w państwo, w którym żyję.