Erich Fromm w swojej książce „Ucieczka od wolności” napisał, że zrozumienie grupy możliwe jest tylko poprzez odniesienie się do jednostki. „Gdybyśmy naszej analizy zjawisk psychospołecznych nie oparli na szczegółowym badaniu zachowań jednostkowych, straciłaby ona charakter empiryczny, a tym samym swoją ważność.” (s.139). Stąd wszelkie komentarze dotyczące sceny politycznej bez odniesienia się do psychiki jednostki, a w sposób szczególny do psychiki liderów poszczególnych ugrupowań, są powierzchowne i niepełne.
REKLAMA
Uwzględniając stanowisko Fromma, można by wręcz powiedzieć, że nie ważne. A przecież współczesna psychologia ma ogromną wiedzę na temat psychiki jednostki, która w sposób zasadniczy determinuje jej stosunek do świata. Jednym z charakterystycznych zjawisk oddających tę zależność jest zjawisko wpływu na ocenę innych, osobistych sympatii i antypatii osoby oceniającej. Oznacza to na przykład, że ocena dokonań rządu zawsze ma aspekt osobistego stosunku szczególnie do premiera, osoby oceniającej. Stąd nie można mówić, że zachwyt czy totalna krytyka, jest oceną merytoryczną. Można by wręcz postawić pytanie, czy w ogóle takowa istnieje. Szczególnie jeżeli wyrażona jest przez tych, którzy dążą do władzy. Trudno aby obdarzali oni sympatią rządzących, którzy zajmują ich miejsce. To, że artykułują całą masę argumentów, to tylko efekt ich umiejętności racjonalizacji osobistych przekonań, które to zjawisko szczegółowo opisuje psychologia.
Innym mechanizmem psychologicznym, który ma wpływ na postawę polityków, a więc również na obraz sceny politycznej jest „jednokierunkowe postrzeganie rzeczywistości”. Są osoby, dla których zagrożenia są niemalże pożywieniem dla ich psychiki. Brak zagrożeń, brak wroga zewnętrznego wywołuje w nich dyskomfort. Dlatego nieustannie wypatrują go, a jak nie znajdują, to go tworzą (zjawisko to opisał m.in. Raj Persaud w swojej książce „Pozostać przy zdrowych zmysłach” s.52). Czy komentarz sceny politycznej nie powinien być konstruowany przez pryzmat chociażby wyżej opisanych zjawisk psychologicznych? Moim zdaniem dopiero wtedy byłby pełny, a idąc za myślą Fromma - ważny. Dopiero wtedy można by naprawdę zrozumieć scenę polityczną i to do poziomu pierwotnych źródeł tworzących jej obraz. Co za tym idzie, dopiero wtedy można by ją skutecznie zmieniać. W innym przypadku nieustannie będziemy poruszali się na poziomie skutków, nie odnosząc się do prawdziwych przyczyn większości zjawisk i wydarzeń politycznych.
