Zgłębiając mechanizmy ludzkiej psychiki, dotarłem do zagadnienia duchowości człowieka. I uważam, że jest to naturalne. A skoro duchowość, to również wiara i kościół katolicki, którego tradycjami przepełnione było moje życie odkąd pamiętam.

REKLAMA
Pytania o fundamenty chrześcijaństwa, pojawiły się szczególnie mocno, kiedy w poszukiwaniu skutecznych metod pracy nad psychiką, dotarłem do medytacji.
Trudno było mi się zatrzymać na poziomie samych technik medytacyjnych. Potrzeba zrozumienia ich zaprowadziła mnie do buddyzmu. I tak na początku zupełnie nieświadomie, a potem już z pełną świadomością, pojawiły się refleksje nad porównaniem chrześcijaństwa i buddyzmu. Nie chodziło mi o to, aby oceniać, a bardziej zrozumieć, znaleźć wspólne płaszczyzny.
Mimo tego, że byłem wychowywany w braku tolerancji dla wszystkich innych dróg rozwoju duchowego odmiennych od tej głoszonej przez kościół katolicki uznałem, że powinienem z szacunkiem pochodzić do buddyzmu. Nie tylko dlatego, że zdominował niemalże całą Azję, a przede wszystkim dlatego, że jest starszy od kościoła katolickiego.
Myślę, że dziś dotykam istoty różnic.
Teologia chrześcijańska zakłada, że Bóg i ja to nie to samo. Z kolei buddyzm mówi Absolut i ja to jedno, i mogę to odkryć dzięki medytacji. Z perspektywy pracy nad sobą, doskonaleniem własnej psychiki, a więc i doskonaleniem swojego życia, jest to ogromna różnica.
Nie żyjący już filozof Leszek Kołakowski, powiedział, że połączenie chrześcijaństwa i buddyzmu stworzyłoby najmądrzejszą religię świata. Kiedyś trudno mi było to zaakceptować. Dziś w pełni się z tym zgadzam.
Pozostanę członkiem kościoła katolickiego dopóty, dopóki nie zostanę z niego wykluczony. Uznaję jednak, że Bóg jest w nas. Zresztą potwierdzenie tego znajduję zarówno w Biblii jak i Katechizmie Kościoła Katolickiego. Chyba, że czytane tam treści źle rozumiem.