Z konferencji prasowych niektórych partii politycznych dowiaduję się o historii, że jest nauką życia, że tworzy tożsamość człowieka. Słyszę również, że w obronie lekcji historii grupa osób podejmuje głodówkę. Od dwudziestu lat studiuję zagadnienia z zakresu wiedzy o człowieku, a dokładnie o tym co buduje jego postawę, w tym postawę społeczną. Nigdzie nie spotkałem się z koncepcją, która mówiłaby, że w tym procesie ważna jest znajomość historii. Osobiście znam takich, którzy bardzo dobrze znają historię, ale nie mogę o nich powiedzieć, żeby radzili sobie ze sobą. Jednocześnie kiedy patrzę na moją mamę, której nie było dane pobierać edukacji ponad tę podstawową, to widzę w niej bardzo dobrego człowieka i obywatela. Ona nie potrafi wymienić dat kolejnych rozbiorów Polski, nic nie wie o konstytucji 3 maja, ponadto że dziś z tej okazji mamy dzień wolny od pracy. Wie natomiast jak radzić sobie ze sobą, jak kształtować dobre relacje z innymi. Zawsze powtarzała mi : zachowuj się wobec innych tak, jak chciałbyś aby oni zachowywali się wobec ciebie.
Tak się zastanawiałem czy nie rozpocząć głodówki, jako wyraz protestu przeciwko nie uwzględnianiu w edukacji, w odpowiednim wymiarze, tych zagadnień. Wątpię jednak czy uzyskam tym rozgłos medialny. Na pewno nie poprze mnie żaden z polityków.
