Źródło wszystkich kontrowersji: Michael Sam
Źródło wszystkich kontrowersji: Michael Sam

Gdy tydzień temu Michael Sam został pierwszym w historii otwarcie przyznającym się do swojego homoseksualizmu futbolistą wybranym do NFL, telewizja ESPN, towarzysząc mu podczas draftu pokazała na żywo, jak cieszy się z trafienia do St. Louis Rams i swą radość okazuje całując się ze swoim partnerem. To przelało czarę goryczy i uruchomiło lawinę komentarzy ze strony mediów, polityków i zwykłych amerykanów.

REKLAMA
Historię Michaela Sama opisałem już tydzień temu okraszając mój artykuł ujęciem, które wywołało tyle kontrowersji w Stanach Zjednoczonych. Byłem nawet poniekąd zdziwiony brakiem negatywnych komentarzy dotyczących pokazywania dwóch całujących się mężczyzn, szybko jednak otrzeźwiałem, przypominając sobie skromną liczbę osób, które zapoznały się z moich artykułem. Wątpię czy trafił na wewnętrzne fora Frondy i wszelkich innych obrońców „tradycyjnych wartości”. Może to dlatego mała próbka polskiego społeczeństwa nie przejęła się całującymi się mężczyznami pokazywanymi na żywo w ogólnokrajowej telewizji w USA.

Polacy mogli się nie przejąć, jednak dla Amerykanów ten pocałunek stał się ważniejszym tematem niż najnowszy raport dotyczący zmiany klimatu oraz topnienia lodowców. Rozpoczęły się gorące debaty na Twitterze, Facebooku, blogach a także w większości telewizji od Fox, poprzez MSNBC, HBO, aż po lokalne stacje. Tradycyjnie „rozpoczął” Twitter, z którego wylały się m.in. propozycje bojkotu ESPN, St. Louis Rams (a nawet całej NFL) ze względu na wspieranie „gejowskiej propagandy”; wielokrotne przypominanie, że należy nienawidzić grzech, a nie grzesznika (z jednoczesnym potępianiem Michaela Sama i nawoływaniem, by się „nawrócił”); twierdzenia, że Sam zdradził Boga oraz – tradycyjnie – retoryczne pytanie „jak mam ten pocałunek wytłumaczyć moim dzieciom?”.
Skoro Twitter wyznaczył trend, inne media (a także organizacje i politycy) podążyły za nim. Buńczuczne hasła o „bojkocie” NFL zainspirowały Jacka Burkmana, lobbystę na rzecz konserwatywnych, chrześcijańskich organizacji. Burkman zagroził rozpoczęciem ogólnokrajowego bojkotu wymierzonego w St. Louis Rams a także w sponsorów drużyny, w tym w firmę Visa. Przekonywał, że kontaktował się już z chrześcijańskimi organizacjami mającymi swoje siedziby w 27 z 50 stanów, które gotowe są wywrzeć wpływ na firmy i wielu obywateli w tych stanach, by nie kupowali niczego związanego z St. Louis Rams, nie chodzili i nie oglądali meczów tej drużyny, nie używali kart płatniczych Visa, a nawet sprzedali wszelkie akcje tej firmy (jeżeli jakie posiadają). To nie koniec. Firma lobbingowa Burkmana przygotowuje projekt ustawy, która ZAKAZYWAŁABY homoseksualistom gry w NFL i innych profesjonalnych ligach w Stanach Zjednoczonych… Uzasadnienie tego oburzenia? „Otwarcie gejowscy futboliści stanowią okropną lekcję moralności dla naszej młodzieży”. Czy może pan coś więcej o tym powiedzieć? „Visa i Rams przekonają się, że gdy depcze się chrześcijańskie społeczności i ich wartości, to zapłaci się za to przeraźliwą, finansową karę”. Czuć w tym znacznie więcej niż nutkę mściwości ze Starego Testamentu, choć już „miłości bliźniego” można ze świecą szukać. Witamy w XXI wieku panie Burkman. Może pan potrzebować jeszcze kilku lat, by się do tego – jak widać nowego – świata przyzwyczaić.
Wróćmy jednak to prawdziwego problemu – dwóch mężczyzn całujących się w telewizji. Tak, dla wielu konserwatywnych grup to właśnie stanowiło prawdziwy problem. Nawet dla polityków i organizacji społecznych. I tak Judson Phillips z Tea Party Nation był oburzony i uznał pokazywanie dwóch całujących się mężczyzn nie tylko za obrzydliwe, ale jednocześnie za kolejny znak gejowskiej i antychrześcijańskiej propagandy NFL (ogrom absurdalności tej tezy przerasta moje możliwości skomentowania. By poczuć ów ogrom polecam włączyć JAKIKOLWIEK filmik z meczu NFL). Christian News Wire znowuż uznało, że trzeba nawoływać NFL, by nie pozwoliła dać się uwieść homoseksualnej propagandzie. Na koniec rzecznik American Family Association (mającej ponad 180 tysięcy członków) postanowił zwrócić uwagę, że Michael Sam powinien się leczyć, sugerując dodatkowo, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że będzie miał AIDS.
logo
Sendo sprawy - pocałunek! www.huffingtonpost.com

Niezależnie od tego, jak odrażające i absurdalne mogą wydawać się powyższe wypowiedzi, przynajmniej ich autorzy nie próbują ukryć swoich uprzedzeń. W ciągu ostatniego tygodnia pojawiła się całkiem spora liczba konserwatywnych komentatorów udających gratulowanie Michaelowi Samowi jednocześnie krytykując „promocję seksualności” przez media. To sprytny chwyt – w końcu to nie buziak dwóch mężczyzn okazywał się obrzydliwy (można by rzecz: gwałcący boskie prawa), a samo „ostentacyjne” okazywanie sobie uczuć. Doszło nawet do tego, że wybierający tę taktykę komentatorzy starali się wmówić widzom i słuchaczom, że JAKIEKOLWIEK pocałunki w telewizji wywołują u nich uczucie obrzydzenia. Tak, począwszy od tych słynnych z Przeminęło z wiatrem oraz Casablanki, skończywszy na pocałunkach konserwatywnych kandydatów na prezydentów i samych prezydentów. Tak, każde z tych aberracji wywoływało lawinę krytyki w konserwatywnych mediach. Po prostu ją przegapiliśmy oglądając liberalną papkę medialną.
Zważywszy na jawną hipokryzję tej taktyki i próbę ukrycia homofobicznych uprzedzeń, nie wiem, czy jestem bardziej dumny z Courtney Kerr, prowadzącej w Dallas TV, gdzie podczas programu „śniadaniowego” broniła tego zwykłego pocałunku, czy bardziej rozbawiły mnie argumenty oponentek, które popisały się miedzy innymi takimi kwiatkami: „Ludzie nie mają prawa wyrażać tego, co czują, jeżeli to w jakiś sposób obraża innych”. Wypowiedź ta padła w obronie wyrażania obrzydzenia dla „słynnego” pocałunku. W wolnym tłumaczeniu oznacza: ludzie tylko wtedy nie mają prawa wyrażać siebie, gdy to obraża MNIE. Gdy moje zachowanie obraża innych mam inną odpowiedź (i tu kolejna wypowiedź Suzie Humphreys): „Żyję w Ameryce! Wciąż mam prawo do wolności wypowiedzi i nie muszę być karana za moje przekonania”. Wyczucie ironii sytuacji niestety nie uchroniło Suzie przez tym pięknym przykładem hipokryzji w działaniu. Siedzący koło Suzie gość nie chciał pozostać niezauważony i zadbał o to. Amy Kushnir zaczęła od powtarzania, że to oczywiste, iż ten „czyn” (słowo pocałunek było dla niej chyba zbyt pozytywne) był tylko po to, by stać się materiałem na wiadomości. Ponadto zaczęła podkreślać, że nie chce oglądać i nie ogląda nikogo, kto się całuje i nie chodzi o, że całowało się dwóch mężczyzn, a o to, że stacja telewizyjna POKAZAŁA jakikolwiek pocałunek! Wydaje się jednak, że nie wytrzymała ciężaru własnej hipokryzji, bo chwilę potem opuściła studio w środku ożywionej debaty. Poniżej załączam filmik z tej dyskusji, który pokazuje, jak ciężko jest zrobić problem z czegoś, co jest tak niesamowicie wręcz niekontrowersyjne.

Gdy przez Stany Zjednoczone przetaczało się istne referendum na temat tego, czy można pokazywać jak dwójka mężczyzn daje sobie buziaka z okazji wielkiego sukcesu jednego z nich, w Polsce Solidarna Polska wypuściła spot w którym w tle posłanki Kempy, niczym neon nad budką z piwem, świecił napis NIE DLA HOMO. Aż dziw bierze, że nie wykorzystali w tym krótkim spocie historii Michaela Sama, by pokazać dokąd wszyscy zmierzamy, jeżeli damy się omamić homopropagandzie oraz innym liberalnym kłamstwom. Będziemy potrafili cieszyć się z własnych sukcesów, umieć pokonywać przeszkody, nie poddawać się przeciwnościom losu i dzielić się własnym szczęściem z innymi. Któż chciałby takiej przyszłości?!
logo