
Kilka dni temu w sieci pojawił się teledysk do ultrapopularnej piosenki Pharella „Happy”, który został zrealizowany przez brytyjskich muzułmanów i na którym to właśnie oni wyrażają radość, tańczą i bawią się. Teledysk stanowi kolejny z całej serii wersji „Happy”, które tworzą najróżniejsze grupy na całym świecie. Upstrzony jest śmiechem, (nie do końca skoordynowanymi) ruchami tanecznymi, pozytywnymi obrazami – niemożliwe jest, by nie wywołał choć jednego uśmiechu u oglądającego. A jednak i tak stał się źródłem kontrowersji.
REKLAMA
Nietrudno docenić wysiłki twórców teledysku (organizacji The Honesty Policy): zamiast narzekać na negatywny stereotyp pokutujący w mediach i społeczeństwie – sami muzułmanie zmierzyli się z nim w najlepszy możliwy sposób. Nie „oczekując” zmiany, nie naciskając na odgórne zakazy, nie lamentując nad islamofobią czy rasizmem, a pokazując, że zmiana tego negatywnego stereotypu jest możliwa i sami mogą się do niej wydatnie przyczynić.
Teledysk, w którym pojawiają się osoby o najróżniejszym kolorze skóry, w różnych strojach, gdzie tańczą też kobiety z odkrytymi włosami, gdzie kulturowe i etniczne korzenie stają się nieistotne wobec pozytywnej, bezpretensjonalnej zabawy i wyrażania zwykłej, ludzkiej radości – taki teledysk stanowi świetny materiał dla burzenia stereotypów i budowania ponad kulturowych (i ponad religijnych) więzi. Nawet najsurowszy krytyk religii powinien zwrócić uwagę na pozytywny wydźwięk tego teledysku – zauważyć, że promuje różnorodność, ukazuje dystans muzułmanów do samych siebie i swojej religii. I trafia do ogromnej ilości ludzi (gdy piszę te słowa film ma już ponad milion wyświetleń na YouTube).
W dodatku społeczną akcję, jaką było nakręcenie tego teledysku wsparły postaci ze świata nauki, kultury i polityki. W klipie wystąpił Mo Ansar, polityk i działacz społeczny wyrażający swoje poparcie dla praw gejów i lesbijek*), Salma Yaqoob, brytyjska polityk i działaczka społeczna, od roku 2005 do 2012 przewodnicząca lewicowej Respect Party, określona przez magazyn The Guardian „najbardziej prominentną muzułmanką brytyjskiej sfery publicznej” oraz Tanya Muneera Williams – artystka hip hopowa. Świat nauki „reprezentował” Timothy John Winter (znany takze jako Abdal Hakim Murad) dziekan Cambridge Muslim College, kierownik studiów (teologii i religioznawstwa) w Wolfson College. Winter dodatkowo odegrał jedną ze śmieszniejszych ról wyśmiewając jednocześnie stereotyp poważnego konwertyty rzucającego tyrady na demokrację na niezrozumiałego muzułmańskiego hasła.
Niestety nie wszyscy są „happy”, że muzułmanie zrobili taki teledysk. Nawet tak pozytywną akcję społeczną podważyli sami muzułmanie. Dwa dni po premierze klipu na YouTube pojawiła się ocenzurowana wersja teledysku – wersja „halal”, z której usunięto 95% ujęć na których widać kobiety, w tym każde, na którym miałaby odsłonięte włosy. A co najgorsze, twórcy tej wersji argumentują, że „po prostu starają się znaleźć kompromis pomiędzy wyrażaniem siebie a używaniem ekstremalnych (EKSTREMALNYCH!!!! – przyp. J.J.) środków: muzyki lub kobiet tańczących w miejscach publicznych”. Dodatkowo dodany jest przypis informujący oglądających, że prezentowana wersja wciąż nie jest w pełni halal, gdyż wciąż znajdują się na niej mężczyźni, których taniec można uznać za kobiecy, a nie powinno się naśladować innej płci (i to jest haram). Pocieszeniem może być fakt, że ta wersja klipu jest mało popularna. Ale jak można na to zareagować? Opadają mi niestety ręce i nie mam nawet sił, by uderzyć się w czoło. Nie ma jak walka ze stereotypami, którą sabotują sami muzułmanie wykazując się męskim szowinizmem i seksizmem. To jednak nie jedyne „kontrowersje”, jakie cztery minuty uśmiechów wywołały (muszę to powtórzyć: cztery minuty uśmiechów wzbudziły kontrowersje!).
Pojawiły się głosy (głównie na portalach społecznościach), że klip „Happy” obraża muzułmanów i ich poniża. Dlaczego? Argumentacja prezentuje się następująco: czemu muzułmanie mają pokazywać innym, że są tacy sami jak reszta społeczeństwa? Czemu muszą „udowadniać”, że są „happy”? To rozumowanie zakłada, że setki już grup (i grupek), które zrobiły swoje wersje Happy też udowadniały w ten sposób, że są „normalni”? A może dodatkowo zakłada, że ktoś tę grupkę ludzi zmusił do nakręcenia pozytywnego wideoklipu?
Taka krytyka obnaża jednak całkiem co innego: poczucie wyższości krytykującego – wyższości kulturowej lub religijnej. Skoro prezentowanie radości jest poniżające, to czy aby nie wszyscy prezentujący ją w takich klipach (a uzbiera się już spora suma ludzi z każdego zakątku świata) nie są „gorsi” i to właśnie do ich „poziomu” muzułmanie nie powinni się zniżać? Dokładnie ten ton wyższości, tak często towarzyszący duchownym różnych religii słychać w jednej z wideo odpowiedzi na teledysk, którą opublikował Abu Ibraheem – mało popularny duchowny brytyjski.
Abu Ibraheem ubolewa nad tym, że twórcy i występujący w „Happy” rozmywają swoją religijną tożsamość i imitują sposoby bycia żydów i chrześcijan. Co więcej – zdaniem Ibraheema ich taniec to błazenada i upodobnianie się do żydów i chrześcijan, a te dwie grupy będą dopiero zadowolone, gdy muzułmanie wyrzekną się swojej religijnej tożsamości. A przecież, jak cytuje – muzułmanie są najlepszym narodem stworzonym przez Boga i nie powinni się do nikogo upodabniać. Podobne tyrady można było usłyszeć na kazaniach o Rock&Rollu jako dziele szatana jakieś 50 lat temu. Te niszowe (na szczęście) poglądy świetnie obnażają pychę, która towarzyszy religijnym tezom: „jesteśmy najlepsi i nasza najlepszość została nam zesłana z nieba”.
Muszę ponadto nadmienić: czuję się urażony, że Abu Ibraheem nie wspomniał o ateistach tańczących na teledyskach „Happy”, ani o ateistycznych pragnieniach, by wszyscy zaczęli się do nas upodabniać i być tacy jak my. Zawsze mi się wydawało, że jesteśmy jednym z największych wrogów tożsamości religijnych, i że to my zaplanowaliśmy wypuszczenie tego typu klipów. A tu spotkał mnie taki zawód…
Wracając do samej akcji the Honest Policy: pomimo tych negatywnych reakcji ze strony części (małej części) muzułmanów, „Happy British Muslims!” stanowi wspaniały przykład, jak budować porozumienie ponad podziałami etnicznymi, kulturowymi i religijnymi. I nic nie obrazuje sukcesu tego filmiku lepiej niż jeden z komentarzy zamieszczonych na stronie the Honest Policy:
„To naprawdę wspaniałe. Doceniam to, że mogłem zobaczyć coś, co nas łączy – szczęście, miłość do muzyki i tańca – pomimo różnic między nami. Wasz przyjaciel – amerykański, biseksualny ateista.”
„To naprawdę wspaniałe. Doceniam to, że mogłem zobaczyć coś, co nas łączy – szczęście, miłość do muzyki i tańca – pomimo różnic między nami. Wasz przyjaciel – amerykański, biseksualny ateista.”
* Mam problem z Mo Ansarem: znalazłem wiele wypowiedzi, że popiera prawa gejów i lesbijek, ale ANI JEDNEJ odpowiedz wprost, że popiera prawo do małżeństw. Takiej odpowiedzi nie udzielił nawet pytany (niejeden raz) wprost. Jest to zastanawiające, choć z drugiej strony wcale nie rzadkie w świecie polityki, niezależnie od wyznania polityka.
