Ostatnio spotkałam się ze znajomymi i zdziwiło mnie, jak wiele mam opinii, że mam opinię na (każdy) temat. Jak ta osoba wygląda, jak powinna wyglądać, które piwo jest lepsze, które wino jest lepsze, które miejsce jest najlepsze na wakacje, które gorsze, które książki najlepiej przeczytać. O wszystko mam opinię. Na każdy temat. Pełno opinii. Mam nawet opinię na temat opinii. I opinię naTemat.

REKLAMA
Przypomniały mi się od razu słowa Pakcioka Rinpoczego (tybetańskiego nauczyciela medytacji), który podczas jednego z wykładów zasugerował eksperyment, polegający na tym, że przez trzy dni nie wyrażamy żadnych opinii. Żadnych ocen, osądów. Jedynie obserwujemy to, co się pojawia, niezbyt jednak przywiązując się do tego. Nie będziemy się oszukiwać – jakieś opinie, przekonania w naszej głowie zawsze się pojawią, ale nie musimy od razu do nich bardzo poważnie się odnosić, wyrażać każdej nawet najbardziej trywialnej opinii, preferencji, osądu. Możemy obserwować, rozpuszczać. W ten sposób może uda nam się odróżnić ziarno od plew i tak bardzo nie wierzyć we wszystko, o czym myślimy. Myśl jest tylko myślą. Opinia jest taką samą myślą jak każda. My nie jesteśmy tą myślą, opinią, oceną. Jesteśmy tym, który zauważa to, co się pojawia. Opinia nie jest naszą tożsamością, osobowością i sama tożsamość też jest płynna. Wschodnia filozofia mówi, iż tożsamość/osobowość przypomina rzekę, która choć przechodzi przez różne miejsca i po drodze zbierze trochę piasku, kamyków, to jednak wciąż pozostaje rzeką chociaż za każdym razem jest inna.
Kiedy przeanalizujemy swoje opinie i oceny, które mieliśmy w trakcie naszego całego życia, to możemy się zdziwić, jak bardzo one się zmieniają. Ja na przykład mając czternaście lat uważałam, że zło, a przynajmniej złe osoby (morderców, gwałcicieli, tyranów zwłaszcza) należy wyeliminować. Mówiąc wprost uważałam, że należy ich pozbawić życia. Nie mogę uwierzyć, że to ja sama, nawet jeżeli tę opinię żywiłam tylko przez miesiąc, mogłam tak sądzić. Miałam też zdecydowanie złą opinię na temat komarów. Teraz pozwalam im się gryźć, choć w dalszym ciągu nie potrafię zmienić opinii na temat bólu ukąszenia przez komara i szczerze stwierdzić, że jest mi to miłe. Wciąż nie lubię ugryzienia, ale nie mam nic przeciwko samym komarom.
Czasem martwimy się, że zmieniając opinię, ktoś uzna, że nie jesteśmy spójni. Na szczęście, ja szybko porzucam taką opinię i zmieniam ją na inną: że to mnie nie interesuje, że tylko głupcy lub paranoicy nie zmieniają opinii (najwyżej się w nich wzmacniają).
Za kilka dni pewnie znowu wyrażę opinie. Tutaj. Na blogu. A później może ją zmienię.