Tuż przed skokiem w kolejne Święta miejmy świadomość, że są tacy, którzy już tam wylądowali. Mieli bliżej albo rozbieg krótszy, a decyzję podjęli do spółki z zamierzchłą historią swoich ziem.
REKLAMA
Między Odrą a Bugiem w dniu poprzedzającym Wigilię czas do Świąt jest już tak krótki, że wręcz fizycznie czujemy, jak depcze nam po piętach, napiera na nas, zmienia się w niedoczas. Pędzimy, a cały witz, jak u skoczka narciarskiego, polega na doskonałym wybiciu się z progu. Wigilia oznacza oczekiwanie, ale patrząc od strony relacji międzyludzkich de facto daje już pierwsze spełnienie, dzięki choince podsypanej prezentami, lampkom, świecom, kolędom, uroczystej kolacji wśród osób permanentnie nam bliskich czy też takich, z którymi tylko chwilowo nam po drodze.
23. grudnia w państwach nordyckich oraz niektórych rejonach Szkocji i Irlandii zalicza się już ściśle do Świąt Bożego Narodzenia, a określa się ten dzień mianem Małej Wigilii. Np. Szwedzi nazywają ją Lilla Julafton, Lillejulafton lub w skrócie Lillejul, choć akurat do Szwecji ta tradycja przywędrowała późno, bo pod koniec XVIII w. Słowo Jul jest zrozumiałe dla wszystkich Skandynawów (jak również większości Brytyjczyków i Irlandczyków), ma rodowód przedchrześcijański i oznacza przesilenie zimowe, ale też po prostu cały szeroko rozumiany okres świąteczno-noworoczny, który z niewielkimi odstępstwami regionalnymi zaczyna się 13. grudnia w Dniu Św. Łucji, a kończy 13. stycznia w Dniu Św. Knuta.
Mała Wigilia we wschodniej i środkowej Skandynawii nie jest wypełniona treściami religijnymi, a upływa podobnie jak u nas, zatem głównie na gorączkowych przygotowaniach do tego, co nastąpi w następnych 72 godzinach – hasła dnia to zakupy, kulinaria, dekoracje. Nieco inaczej jest w północnej i zachodniej Norwegii, a przede wszystkim Islandii i na Wyspach Owczych, gdzie jest to ważne święto, obchodzone jako Dzień Św. Torlaka.
Þorlákur Þórhallsson był islandzkim biskupem, człowiekiem gruntownie wykształconym i świątobliwym, który ok. 10 lat spędził we Francji i Anglii. Zmarł 23. grudnia 1193 r., a już 5 lat później islandzki parlament Althing uznał go za świętego. Kościół katolicki formalnie potwierdził tę świętość oraz ogłosił go patronem Islandii dopiero za pontyfikatu Jana Pawła II, m.in. dzięki temu, że przez wieki kult Torlaka objął znaczne obszary Skandynawii i przetrwał tam pomimo tego, że od czasów reformacji oficjalną religią jest tam luteranizm nieuznający kultu wybranych świętych.
W dniu zwanym Þorláksmessa w Islandii i Tollaksmessa na Wyspach Owczych ludzie kończą dekorowanie domów, to także ostatni dzwonek dla kupowania świątecznych prezentów. Popularne są wspólne spacery rzęsiście rozświetlonymi ulicami, a w Islandii na chętnych niebojących się ekstremalnych wyzwań smakowo-zapachowych czeka skata, tzn. sfermentowana, a następnie ugotowana płaszczka – potrawa wydzielająca silną woń amoniaku (co łączy ją z przygotowywanym w podobny sposób mięsem rekina, czyli daniem o nazwie hákarl). Je się ją zwykle z ziemniakami i jarzynami, a pełnoletni nieabstynenci ze zrozumiałych względów popijają ją ognistą wodą brennivin.
Życzę wszystkim wesołych i smacznych Świąt, bez wstrząsających doznań kulinarnych czy pokonsumpcyjnych. :)
