
Rzesze artystów na świecie – a niestety jeszcze wyjątki w Polsce – stosują Twitter do promocji swoich wydawnictw i koncertów. Ale chyba nikt nie używa go w taki sposób jak lider brytyjskiej grupy Calling All Astronauts.
REKLAMA
Gdy kilkanaście miesięcy temu założyłem sobie konto na Twitterze, byłem jak dziecko wpuszczone do sklepu ze słodyczami – łakomy na to, co tam czeka, z pilną potrzebą poznania alejek, a przede wszystkim onieśmielony. Po krótkim dryfie w poszukiwaniu kont, które warto zacząć obserwować sam znalazłem się pod obserwacją pierwszych łaskawców (w nieironicznym tego słowa znaczeniu), którzy dali mi follow back, czyli odwzajemnili się zaobserwowaniem. Znalazło się też paru ciekawskich, którzy sami zdecydowali się dać mi szansę albo zachętę, to znaczy pioniersko zaczęli mnie obserwować. Poczułem się trochę jak chrabąszcz na szpilce pod soczewką powiększającą, ale z drugiej strony dzięki temu nabrałem trochę pewności siebie, która bardzo mi się przydała jako gościowi wcześniej słabo obeznanemu z social media.
Wśród tych przyjaznych mi twitterdusz szybko znalazł się frontman Calling All Astronauts z południowej Anglii, trio „electro-gotycko-punkowego”, jak określają swój styl. David B na Twitterze wciela się w zespół, tzn. prowadzi jego oficjalny profil @CAA_Official. Grupa ma i inne swoje miejsca w Internecie, ale ich obecność w medium z ptaszkiem w logo jest fenomenalna z kilku powodów. Po pierwsze, liczby oszałamiają: tweety – szybko zbliża się do 100 tys. (nieraz przybywa ich po 100-200 dziennie), obserwujący – przeszło 111 tys. Tweetów bywa tak dużo, a bywa i mniej, ale nie jest to męczące (co potwierdza liczba followerów, na pewno nie sztucznie napompowana), w dodatku są rozłożone po różnych timeline'ach, bo CAA wchodzi w interakcje, a nie strzela na oślep. Ewidentnie dawno osiągnięty efekt kuli śnieżnej, ale faceta to nie zraża, a podejrzewam, że nawet go nakręca. Po drugie, promocja własnej twórczości jest tu ważna, ale nie dyskryminuje niezainteresowanych nią, gdyż gęsto przeplatają się z nią opinie, przemyślenia, radości, frustracje i, jak na rasowego maniaka Twittera przystało, anonse aktualnych czynności i ich fotograficzna dokumentacja. Dość często przewija się tu Heidi, partnerka Davida B, co przypomina mi o tym, co chcę przedstawić jako najważniejsze. A więc po trzecie: podmiotowe, a przynajmniej nieprzedmiotowe traktowanie społeczności twitterowiczów zgromadzonej wokół CAA – pomimo tak wielkiej ich liczby rozsądny osobisty kontakt z nimi, czyli odpowiedzi, podziękowania za FF-ki (Piątkowe Polecenia), retweety (posyłanie lubianych lub popieranych wiadomości dalej do obserwujących użytkowników). Żadnych automatycznych – czego nie cierpię – przekierowań komunikatów z FB, na którym mnie nie ma i nigdy nie będzie. Zero wrażenia, że traktuje się obserwujących wyłącznie jako klientelę, które odniosłem w przypadkach pewnych innych artystów, których profile i kariery kiedyś obserwowałem, ale przez to odebrałem im ten przywilej.
Dobre podejście do ludzi w Internecie, mimo że do muzyki Calling All Astronauts się nie przekonałem, budzi we mnie szacunek, a choćby tylko z tego powodu jeżeli kiedyś przyjadą do Polski z koncertami, na pewno mnie tam zobaczą, a ja będę chciał zobaczyć się z nimi. O ile akurat będzie mnie stać, płytę czy jakiś gadżet też kupię. Może zdarzy się okazja przybić piątkę i powiedzieć kilka serdecznych słów. Ponieważ człowiek chce się czuć coś wart, a jeżeli zasługuje, można mu to okazać na różne sposoby.
