Niedzielne popołudnie. Jeden z tych dni, kiedy zaraz po przebudzeniu wiesz, że tylko frytki i cola mogą uratować ten dzień. Jeśli kiedykolwiek trafisz do Glasgow z powodu muzyki, to miasto szybko przyzwyczai cię do podobnych poranków. Druga po Londynie największa scena muzyczna w Wielkiej Brytanii - średnio odbywa się 80 koncertów dziennie, a szkocka publiczność cały czas pracuje na miano najlepszej na świecie. Chcesz posłuchać świeżego indie - idziesz do King Tut's. Masz ochotę na dziką imprezę - codziennie najlepsze electro oferuje legendarny Sub Club. Natomiast jeśli sam tworzysz muzykę, powinieneś wybrać oferowanyc w co drugim pubie „open mic”. Potem wracasz do marzenia o fish'n'chips na śniadanie, które jest już obiadem.
- Tak, tak. On całe życie je moje frytki.
I pewnie byłby to najgorszy small talk w moim życiu, gdyby miły pan nie dodał z uśmiechem:
- Paolo to mój syn.
Skoro tacy topowi artyści, w tak emocjonalny sposób podchodzili do piosenki Szkota, co musiał czuć ojciec, kiedy pierwszy raz usłyszał ten utwór?
