Zawsze uchodziłam w rodzinie za niepoprawną optymistkę, a po ostatnich moich wpisach sama muszę przyznać, że to chyba prawda ☺. Bo tak:

REKLAMA
chcę i dążę do tego, by ludzi łączyły dobre relacje, a teraz w dodatku koniecznie chcę obalić mit o animozjach między Warszawą a Krakowem. Nigdy ich nie rozumiałam i nie mam zamiaru nawet się o to starać. Moja starsza siostra mieszka od 10 lat w Krakowie, dwie młodsze tu studiowały, bywam tu często, kocham szczerze to miasto, nie mniej niż Warszawę i doskonale się tu czuję.
Czego trzeba więcej?
Zachęcona dobrym przyjęciem Charlotte przez warszawiaków, dałam się skusić podszeptom siostry i postanowiłam wraz ze wspólniczką otworzyć drugą Charlotte, powiedzmy: siostrę tej pierwszej ☺, w Krakowie.
Nie jesteśmy pierwszym warszawskim desantem w Krakowie, więc nie czujemy się jak bohaterscy pionierzy. Jednak tak liczni goście od pierwszego dnia budzą naszą dumę i radość jako właścicieli, to chyba nic dziwnego. Z radością więc stwierdzam po tygodniu, że krakowiacy przyjęli nas niezwykle ciepło. Za co bardzo wszystkim dziękujemy, obiecujemy pracować na pełnych obrotach, żebyście zawsze mieli świeży chleb i bagietki i przyjazne miejsce do spotkań.
A my będziemy mogli częściej spacerować po najpiękniejszym polskim mieście i częściej bywać w Teatrze Starym, z którym sąsiadujemy przez ścianę.
Ale mamy szczęście, prawda?