Witam Państwa! Na wstępie chciałam podziękować za miłe komentarze i serdeczny odbiór moich bazgroł. To bardzo wzruszające i budujące!
REKLAMA
Dziś będę chciała Państwu przybliżyć składowe treningu narciarki biegowej, czyli wszystko to co lubię, to co robię z rozsądku i to czego szczerze nienawidzę. Ale wykonuję, bo wiem, że daje to rezultaty.
Zacznijmy więc od przyjemnych obowiązków :)
Uwielbiam biegać stylem klasycznym! Bez dwóch zdań. Choć oczywiście nie wtedy, kiedy ciągnę za sobą oponę ;) Bywają takie momenty w roku, że krok klasyczny na nartorolkach wydaje mi się bardziej naturalny niż chodzenie, a jadąc autem analizuję każde napotkane wzgórze. Pytam sama siebie - ciekawe jakiej techniki trzeba by było tu użyć? Taka choroba zawodowa :)
Mam naturalne predyspozycje do tego stylu. Trener bardzo szybko poukładał mi technikę, którą wielu uważa za książkową.To również miłe ;) Ale co najważniejsze - jestem w tym swoim bieganiu bardzo swobodna i "ekonomiczna".
Żeby jednak biegać stylem klasycznym na bardzo wysokim poziomie, trzeba spełnić kilka mniej przyjemnych warunków.
Imitacja skakana. Ujmując w skrócie- koszmar, masakra.. Nordic walking w wydaniu dla wariatów. Pod górę wieloskoki z kijami na maksa, a w dół co sił w nogach. I tak w kółko. Do odmowy. To najcięższy wysiłek, jaki mnie w życiu spotkał.
Cross z imitacją chodzoną. Bardziej delikatna wersja imitacji skakanej. Choć, jeśli jest wykonywana poprawnie, potrafi być bardziej obciążająca. Na odcinkach prostych i zbiegach biegnie się z intensywnością średnią lub dużą a na podbiegach, już z kijkami, wykonuje się kroki imitujące narciarski styl klasyczny. Trzeba pamiętać o długim, bardzo długim kroku, silnym wybiciu, odpowiednim dociążeniu rąk, itd...
To zazwyczaj dwie do pięciu godzin w terenie mocno pofałdowanym i w górach.
To zazwyczaj dwie do pięciu godzin w terenie mocno pofałdowanym i w górach.
Właśnie... Crossy w górach, czyli wielkie zmęczenie, ogromna satysfakcja i herbatka z zapachem rumu, z którą Trener zawsze czeka w hotelu. Jeśli zobaczą Państwo kiedykolwiek jakieś sapiące chudziny biegające z kijkami w króciutkich spodenkach, ledwo widocznych koszulkach i zwykłych crossówkach w miejscach, gdzie wszyscy inni chodzą już w pełnym górskim rynsztunku, to daję sobie rękę uciąć, że to biegacze narciarscy :)
Trenażer, czyli dziesięciokilogramowe ustrojstwo z wiatrakami, powieszone około 20cm nad głową ze specjalnymi uchwytami. Imituje prace rąk w stylu klasycznym (w łyżwowym też można). Spędza się przy nim dłuuuugie godziny. Pięknie wzmacnia, jest nudnawe i monotonne, ale niejednokrotnie uratowało przed wyjściem na świeże powietrze, gdzie akurat burza z piorunami albo trzydzieści pięć na minusie. No i można by dorobić do niego jakąś prądnicę, żeby energii wiatrakowej nie marnować i... zapracować na gorącą wodę pod prysznicem :)
I tu żarty się kończą...
Styl łyżwowy. Na wstępie należy się Państwu kilka słów wyjaśnień. Predyspozycje fizyczne do łyżwy to: niski wzrost, krótkie nogi (najlepiej "iksy"), silne, masywne uda i wieeelki biceps.
Żadnego warunku nie spełniam i nawet bliska tego nie jestem.
Jestem typową klasyczką. Wysoką jak na biegaczkę, z chudymi nogami (tak -tv nie zawsze pokazuje rzeczywistość :) i na dodatek "prostowanymi" w drugą stronę, z tricepsem słusznym, lecz bicepsem marniutkim. Co oczywiście nie przeszkadza w skutecznym bieganiu i zdobywaniu medali, ale wymaga dużo więcej skupienia i pracy niż w przypadku klasyka. I jeszcze te biedne, moje piszczele.
Lubie biegać łyżwą. Jest szybsza, daje więcej wolności. Jednak treningi do niej przygotowujące nie należą do moich ulubionych.
Nie wiem jak Państwo ale ja nie lubię mieć przywiązanych nóg i sadystycznego siodełka pod tyłkiem przez trzy do pięciu godzin. Choć oczywiście rower w wersji rekreacyjno - turystycznej uwielbiam i polecam :)
Wiele godzin w niskiej pozycji, setki przeskoków z obciążeniami, jeżdżenie na specjalnej desce, kiedy kręgosłup trzeszczy, kolana bolą, też nie są przyjemnością. Podziwiam łyżwiarzy szybkich za tę ich prace.
No i namawianie mojego bicepsa, żeby jednak zechciał odrobinkę się wzmocnić (choć w głębi serca cieszę się, że pozostaje nienaruszony).
Do tego całego bigosu trzeba jeszcze dodać treningi na łyżworolkach, kajakach, bardzo częste odwiedziny na siłowni, pływanie, wielokilometrowe podbiegi, zjeżdżanie na biegówkach po trasach dla alpejczyków, Munamegi w Otepii, Stokrotkę w Raubiczach, gorący asfalt w Sierra Newada, Marmolade w Saiser Alm, oponową drogę do Kiariku i wiele, wiele innych :)
Jestem szczęściarą, że uprawiam właśnie biegi narciarskie. Treningi są bardzo ciężkie i wszechstronne, ale i urozmaicone. Nie ma monotonii. I śmiało mogę o sobie powiedzieć, że jestem omnibusem sportowym :)
To znaczy - będę, jak się znów zacznę na serio ruszać.
To znaczy - będę, jak się znów zacznę na serio ruszać.
I to mnie właśnie czeka już od drugiego maja. W świecie bez kul.
Bardzo Państwu dziękuję za kolejnych kilka minut uwagi!

