325 dni poza krajem w ostatnim roku. 340 poza domem. Nie kłamię. Nartki są absorbujące. Nie ma tras rolkowych, nie ma bazy dla biegaczy. O tym już jednak było.

REKLAMA
Dziś będzie o podróżowaniu.
Marna ze mnie turystka. Nie polecam się jako towarzyszka;)
Chodzę szybko, śmieję się dużo i głośno, jestem niecierpliwa, zazwyczaj zmęczona. Uwielbiam historie, ale te w grubych, starych książkach - rzeczywistość nie działa tak na wyobraźnię. No i ten czas… Zawsze jest go za mało. Trening, regeneracja, trening, itd..
Czasem mam odruch wymiotny na widok walizek. Praktycznie całe życie się pakuję lub rozpakowuję. Znaczy upycham torbę podróżną:)
Tysiące hoteli, tysiące różnych łóżek. Zero emocji. Byle by można okno otworzyć i ciepła woda ciekła spod prysznica. Jest jednak jedna niezaprzeczalna przyjemność z takiego życia. Podróże samochodowe.
Oczywiście trzeba się jak najszybciej i jak najbezpieczniej przemieścić z punktu A do punktu B, zazwyczaj oddalonych od siebie o wiele setek kilometrów. Oczywiście ciężko prowadzi się auto o drugiej nad ranem. Oczywiście nogi puchną i kręgosłup protestuje. No i - jak to mówi mój trener - jestem fotogeniczna.
Jednak jednym z moich najwspanialszych wspomnień jest pierwsza podróż do Sierra Nevada. 3300 km w transportowym Oplu Movano bez klimatyzacji. Na zewnątrz 39 stopni na plusie,. a my stoimy w korku w Murcii.
Jednym z największych szaleństw była jazda do Mounio (3100 km) pierwszego listopada ubiegłego roku. Oj, jechaliśmy z Trenerem "mobilnie". Spieszyło się na starty:)
Podróż do Ramsau (780 km z Kasiny) to przejażdżka, tylko trzeba wyjechać wcześnie, żeby ominąć korki w Żylinie. Warszawa? Z marszu. Estońskie Otepaa? 1300 km bez autostrad. Jedyna trudność to łotewscy policjanci.
Dzięki dobrym wynikom sportowym moim taborem jest aktualnie wielki i bardzo bezpieczny samochód, z którym nawet czasem rozmawiam. Zazwyczaj na temat apetytu, wręcz nieokiełznanego:)
Dobra muzyka, wieczór, moje autko, długa podróż. Oto, co Justynie - Cygance - daje największe poczucie wolności...