Jestem wielką przeciwniczką mieszania sportu z polityką i polityki ze sportem. Za ciężko pracuję, żeby się jeszcze w jakiekolwiek układy pakować. Nigdy na własnej skórze nie przekonałam się, że pochodzę z kraju niewygodnego politycznie. Na szczęście. Bardzo mi przykro, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że właśnie w Polsce zawodnicy i kibice zwłaszcza rosyjscy mogą to odczuć.
REKLAMA
Ukrywać nie będę, ba! Jestem z tego dumna, że ludzi dla mnie ważnych zza wschodnią granicą żyje wielu. Wspaniałych, ambitnych, pracowitych ludzi. Dokładnie takich samych jak my!!
Tych samych, z którymi spędzam wiele zagranicznych wieczorów. Tych samych, którzy ZAWSZE bezinteresownie pomagają mi na trasie i nie tylko. Podają międzyczasy, szczerze dopingują, krzyczą: Patierpij Justineczika, dawaj, dawaj :)
Tych samych, którzy witają mnie jak swoja w Rybińsku, w Moskwie czy choćby na Kamczatce. Tych samych, którzy płakali ze wzruszenia, kiedy wygrywałam złoto olimpijskie czy Tour de Ski.
Wbrew pozorom jesteśmy bardzo podobni i możemy się razem świetnie bawić:)
Więc zanim ktoś zechce z nich zdzierać koszulki, oskarżać o zdrodnie, z którymi nie mają nic wspólnego, to warto sobie przypomnieć, że są, jak my, zwykłymi ludźmi i sport może nas połączyć i dać wiele pozytywnych emocji :)
