Dziś na wstępie mam do Szanownych Czytelników prośbę. Czy moglibyście zacisnąć kciuki na czas czytania tego tekstu? Postaram się, żeby nie był długi:) I na końcu wytłumaczę dlaczego. Dziękuję.
REKLAMA
Jedenastoletni Michael Phelps nie marzył, że będzie w przyszłości olimpijczykiem wszech czasów. Ba, nawet o tym nie śnił. Za to bardzo chciał, żeby pływanie stało się w Stanach Zjednoczonych tak popularne, jak choćby w Australii. Żeby najważniejsze wyścigi transmitowano na żywo, żeby znano i szanowano pływaków. Pracował na to bardzo ciężko.
Jak sam pisze: "...Przez pięć lat, od 1998 do 2003 roku, nie wierzyliśmy w dni wolne. Miałem jeden dzień wolny z powodu zamieci śnieżnej, dwa kolejne z powodu usunięcia zębów mądrości. Boże Narodzenie? Do zobaczenia w wodzie. Święto Dziękczynienia? Pływalnia. Urodziny? Woda. Obowiązki wobec sponsora? Wywiąże się z nich poza godzinami treningu..."
Gdybym miała teraz naście lat, wkleiłabym sobie ten cytat do dzienniczka treningowego, wywiesiła na ścianie i lodówce. Powkładała w podręczniki;)
To naprawdę proste - praca!!!
Jednak zadanie Michael miał niezwykle trudne, bo jego dyscyplina uważana była za niszową... Co to jest właściwie niszowy sport? Czy ten, w którym za zwycięstwo nie dostaje się milionów? Czy ten, którego nie pokazują tak często w telewizji? Jaka jest definicja?
Ja, przyznam szczerze, zauważyłam tylko jedną różnicę. Uprawiając tak zwaną niszową dyscyplinę człowiek uczy się szybciutko pokory. Reszta to tworzenie podziałów. Biegi narciarskie, wioślarstwo, kajakarstwo itd.. Wszyscy jesteśmy "niszowi". Michael też kiedyś był:)
Niedawno przeczytałam, że TVP marnuje czas i promuje "zabawne" sporty, które uprawia raptem kilka państw (nie ciężko się domyśleć, że o skoki, biegi i żużel piszącemu chodziło), zamiast pokazywać prawdziwych(!) sportowców. Większego idiotyzmu dawno nie słyszałam.
Drodzy wioślarze, kajakarze, panczeniści, biegacze itd, jak będziecie zasypiać rzucani skurczami na łóżkach, jak będziecie mieli odruchy wymiotne po interwałach, jak trzeci miesiąc pod rząd nie będzie was w domu, jak będziecie zdobywać swoje złote medale olimpijskie, to pomyślcie sobie, że to nie wiele warte, że to tylko taka zabawa...
"Prawdziwy sport " zaczyna się razem z ilością zer na koncie i kaprysami. Bzdura!
Nieważne jest to, że poszczególne części garderoby "prawdziwego sportowca" kosztują więcej niż miesięczna wypłata tego "bawiącego się". Dla mnie i mam nadzieje, dla Państwa również, liczy się zaangażowanie. Praca. Wyniki. Liczy się podziw wyrysowany na twarzach dzieci. Łzy wzruszenia dorosłych. To jest prawdziwy sport. To jest miara sukcesu!
Nieważne jest to, że poszczególne części garderoby "prawdziwego sportowca" kosztują więcej niż miesięczna wypłata tego "bawiącego się". Dla mnie i mam nadzieje, dla Państwa również, liczy się zaangażowanie. Praca. Wyniki. Liczy się podziw wyrysowany na twarzach dzieci. Łzy wzruszenia dorosłych. To jest prawdziwy sport. To jest miara sukcesu!
A jeśli ktoś jest na tyle niedowartościowany, że dalej takie głupoty ma zamiar rozgłaszać,to...zapraszam na moje niszowe treningi! Pobawimy się troszkę..:)
16.07 Ktoś będzie przechodził ciężką operację. Dziękuję ze energię kciukową, przyda się bardzo! Skumuluję ją tu, a potem prześlę do Chorego:)
