Jak każda kobieta przetestowałam w życiu parę diet;) Tych cudownych również. Oj, jak ja chciałam wierzyć, że w właśnie w moim przypadku magia zadziała! Faktycznie, działała- dopóki nie wracałam do czekoladek... Najlepsze jednak są te diety, które w tydzień i bez żadnych poświęceń obiecują ciało fotomodelki. Wystarczy się jeszcze posmarować parę razy po tyłku kremikiem (odpowiednio drogim) i efekt gwarantowany! Śmieszne, prawda?
REKLAMA
Tak samo śmieszne, jak to, że do maratonu można się przygotować w miesiąc, dwa czy nawet trzy. A po co się przygotowywać? Daję sobie rękę odciąć, że 90 proc. tych z Państwa, którzy zbyt dużej nadwagi nie mają i kłopotów zdrowotnych, może skończyć maraton już, teraz, jutro... Przebiegnie, przejdzie, przeczołga – wszystko jedno. Ciut więcej niż 42km będą zaliczone. Wystarczy odpowiednie zmotywowanie. Tylko czy ma to jakiś sens?
Wiem, wiem – klinik ortopedycznych rośnie ostatnio tyle, ile grzybów po deszczu...:) Nie lepiej spokojnie i bezpiecznie przygotować i ciało i głowę na taki wysiłek? Nie lepiej stanąć na starcie ze świadomością świetnie wykonanej pracy? Nie lepiej zrobić coś dobrego dla swojego zdrowia niż go niszczyć? Lepiej, lepiej. A to wymaga systematyczności, odpowiedniej uwagi i co najważniejsze CZASU. Nie istnieje trening - cud, tak jak nie istnieje dieta - cud.
Nie dajcie się proszę nabrać na cudowne plany przygotowań, "wspaniałych" trenerów, dziwaczne przyrządy do ćwiczeń, "samobiegające" buty, kosmiczne odżywki. Teoria sportu jest jedna. Swoje trzeba przebiegać. Przecież nie wszystko w życiu musi być w wersji fast i na maksa. Nie wszystko musimy robić na siłę. Warto poczuć jak wiele zdrowia, satysfakcji i uśmiechu daje długoterminowy acz dostosowany do indywidualnych możliwości wysiłek fizyczny.
Nie ma co liczyć na cuda, tylko na własne nogi, głowę i płuca!
