Jeśli za 20 lat zostanę zapytana, z czym kojarzy mi się czas uprawiania wyczynowo sportu, to pewna jestem,że odpowiem: wielka satysfakcja, tysiące różnych łóżek i wszechobecny ból.
REKLAMA
Dziś będzie o tym ostatnim. Jest kilka odmian bólu wyczynowca.
Pierwszy i najbardziej uciążliwy, to ten powstały na skutek przeciążeń i zwyrodnień układu ruchu czyli mięśni, kręgosłupa, kolan, ścięgien itd. Jest nieodłączny. Zasypiam z nim i się budzę (też sobie towarzysza znalazłam :)
Z biegiem czasu po jego nasileniu można nawet odczytać w jakiej się jest formie. Mam takie specjalne ukłucia w odcinku lędżwiowym kręgosłupa, które są zwiastunem biegania stylem klasycznym na najwyższym poziomie. Jakaż byłam szczęśliwa w Kuusamo na początku sezonu, kiedy się pojawiły pierwszy raz po ponad rocznej przerwie. Co prawda wymusiły parę nocy na podłodze, ale wiedziałam, że oznaczają powrót na tron najlepszej klasyczki świata.
Z biegiem czasu po jego nasileniu można nawet odczytać w jakiej się jest formie. Mam takie specjalne ukłucia w odcinku lędżwiowym kręgosłupa, które są zwiastunem biegania stylem klasycznym na najwyższym poziomie. Jakaż byłam szczęśliwa w Kuusamo na początku sezonu, kiedy się pojawiły pierwszy raz po ponad rocznej przerwie. Co prawda wymusiły parę nocy na podłodze, ale wiedziałam, że oznaczają powrót na tron najlepszej klasyczki świata.
W tej kategorii jest też gorsza odmiana bólu. Ta, która uniemożliwia zrealizowanie w pełni programu treningowego.
Kiedy w czerwcu zdiagnozowano poważny kłopot z kolanem, już było wiadomo, że łyżwą to zimą nie pobiegam za mocno (jeśli w ogóle dociągnę do zimy). Trzeba było wykluczyć trening siłowy nóg. Chodzenie bez stabilizatora nie było możliwe a co dopiero przerzucanie ciężarów.
Kiedy w czerwcu zdiagnozowano poważny kłopot z kolanem, już było wiadomo, że łyżwą to zimą nie pobiegam za mocno (jeśli w ogóle dociągnę do zimy). Trzeba było wykluczyć trening siłowy nóg. Chodzenie bez stabilizatora nie było możliwe a co dopiero przerzucanie ciężarów.
Drugi. Otarcia, potłuczenia, szlify, odgniaty, odciski itd. Czyli wszystkie urazy mechaniczne. Są bardzo bolesne i częste, ale leczą się w miarę szybko i nie oznaczają poważnej kontuzji. Można z nimi trenować, startować i trzeba się po prostu przyzwyczaić.
Trzeci - ból treningowy, daje wielką satysfakcję. Nie od dziś wiadomo, że trening sportowca, to ciągłe przesuwanie granicy wytrzymałości. Im poziom zawodnika jest wyższy, tym bardziej trzeba maltretować ciało, żeby się choć odrobinę poprawić.
Najpiękniejsze chwile związane z nartkami to te, kiedy ledwo żywa po jakimś bardzo ciężkim treningu wiem, że dałam radę. Że przełamałam kolejną słabość. Że głowa potrafiła oszukać biedne, zakwaszone mięśnie. Bezcenne. Żaden medal nie dodaje takich skrzydeł.
Jest jeszcze jeden, bardzo specyficzny rodzaj bólu. "Zbudził" mnie dziś o 3 rano- dzięki czemu mogłam napisać ten tekst :)
To bezsilność i smutek, bo zepsułam wczoraj kolejny bieg przewrotką (nawet nie znam jej przyczyny)...
Ten jest najgorszy, zdecydowanie....
