O autorze
Justyna Mleczak (1993), studentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stawia pierwsze kroki w reporterskim rzemiośle. Zafascynowana potęgą Słów, należy do zanikającego gatunku osób, ceniących tradycyjne listy nad e-maile. Łączy zainteresowania filologiczno-literaturoznawcze z historycznymi. Obieżyświat, który na świat stara się patrzeć przez krzywe zwierciadło. W wolnych chwilach poetyzuje, uprawia siatkówkę, turystykę aktywną, biega; goniąc za sobą samą, zawsze w niedoczasie. Zwyciężczyni konkursu dziennikarskiego „O tym nie czytaliście” Gazety Wyborczej (2012).

Maluchem i siatkówką przez Stary Ląd

"Crazy Mzungu" ("Szalony Biały Człowiek") wołały afrykańskie dzieci za wnukiem słynnego podróżnika, Arkadym P. Fiedlerem, gdy przejeżdżał przez ich wioski kultowym Fiatem 126p. Fiedler Junior przejechał dwanaście afrykańskich krajów. Podróżował w samochodzie sam, lecz jego śladem podążała ekipa dokumentująca wyprawę wraz z mechanikiem i zapasowymi częściami. Jak dzieci nazwałyby zatem trójkę zbąszynian, o średniej wzrostu 185 cm, którzy tym samym modelem zamierzają udać się w wyprawę przez Europę – bez ekipy telewizyjnej, stłoczeni w "Maluchu", za to z piłką siatkową pod nogami?



Zacznijmy od początku. Łukasz Tobys i Marcin Szczechowicz to siatkarze. Siatkarze, którzy sportowego bakcyla połknęli wiele lat temu podczas znanych w całej Polsce rozgrywek piłki siatkowej plażowej w zbąszyńskich Łazienkach. - Kiedy zaczynałem grać, Zbąszyń był chyba jedynym miastem w powiecie, mającym boisko do siatkówki plażowej - wspomina Marcin. Swej przygody z ukochaną dyscypliną nie zakończyli nawet po opuszczeniu rodzinnej miejscowości i rozpoczęciu studiów. Obaj reprezentują drugoligowe zespoły, Łukasz: SPS Głogów, natomiast Marcin KS Gniezno. Julia Brudło, na co dzień studentka dziennikarstwa na poznańskim UAM-ie, niepoprawna podróżniczka i adeptka jogi, jednogłośnie wytypowana została wybrana przez parę przyjaciół z piaskownicy do relacjonowania wspólnej wyprawy.


Wyprawy, której idea mogła zrodzić się tylko w Polsce. Młodzi ludzie bowiem zamierzają przejechać kultowym "Maluchem" ponad osiem tysięcy kilometrów, lecz ponadto w każdym z odwiedzonych czternastu państw chcą rozegrać profesjonalny mecz siatkówki plażowej oraz wziąć udział w lokalnym turnieju. Wystarczy zapakować słoiki z bigosem do bagażnika i będzie polskość pełną gębą. Pomysłodawcą wojażu jest Łukasz. - On zawsze miał głupie… wariackie pomysły - śmieje się Marcin. Jak przyznaje, przed "maluchem" dziesiątki projektów zostało odrzuconych. Aż w końcu padła propozycja siatkarskiego wojażu. - Kiedy Łukasz poinformował mnie, że już znalazł dwóch sponsorów, zainteresowałem się bardziej.


Łukasz, już absolwent Uniwersytetu w Zielonej Górze, wciągnął w ideę parę studentów do tego stopnia, że nawet sesyjna zmora nie mogła powstrzymać ich zapału. - Zaniedbałam nawet jeden egzamin, bo siedzieliśmy u nas w mieszkaniu, mieliśmy "centrum dowodzenia" i rozsyłaliśmy maile - opowiada Julia.


Wspomnianych maili było prawie sto pięćdziesiąt. Podróżnicy w ten sposób zamierzali wybadać zainteresowanie potencjalnych sponsorów. Na razie mieli pomysł i nieskończone pokłady zapału. Jednak z chwilą założenia fanpage’a na portalu społecznościowym Facebook nastąpiło przełamanie. Strona w ciągu jednej doby zebrała pięćset polubień!

Czytelników, których do tego momentu nie przekonał entuzjazm młodych i wciąż traktują pomysł jak oderwaną od rzeczywistości mrzonkę, zapewniam – trójka znajomych podchodzi do sprawy poważnie i z niezwykłym profesjonalizmem. Oprócz nagrania filmu promocyjnego, niezbędnego do zaakceptowania przez platformę PolakPotrafi.pl, nie przestają zabiegać o sponsorów, a także planować kroków wychodzących daleko poza obszar samej wyprawy.

- Nie chcemy "tylko" pojechać w podróż, naszym celem nie jest samo zwiedzanie. Wyjazd z chłopakami bez jakiejkolwiek aktywności jest niemożliwy. Stąd pomysł na promocję siatkówki, która kojarzy się i z nimi, i z Polską, zwłaszcza po tak wielkim sukcesie [złoty medal na Mistrzostwach Świata, przyp. red.] – tłumaczy Julia. Promowanie aktywności fizycznej, zachęcanie młodzieży do uprawiania sportu, szczególnie piłki siatkowej, ma już swoją tradycję w Zbąszyniu i okolicach. Stąd nie powinna dziwić pozytywna reakcja społeczności lokalnej na pomysł zbąszynian. A ci odwdzięczają się obietnicami kartek z podróży, upominków, a nawet wspólnego treningu dla najzagorzalszych fanów. Wszystkie szczegóły opisane zostaną na powstającym profilu na Polak Potrafi.

Zbąszynianie pozostają także wierni swojemu pierwotnemu pomysłowi. - Mieliśmy propozycję pojechania… mercedesem! – opowiada Julia, a Marcin dodaje – Jedna ze zbąszyńskich firm, która zgodziła się wesprzeć nas finansowo, oprócz pieniędzy zaoferowała nam mercedesa, bo… bali się, że nie dojedziemy na miejsce.

Przyznają, że mieli chwilę zawahania. Jednak tylko chwilę. - Zabiłoby to całą ideę. Teraz, gdybyśmy mieli wszystko zmienić, to by nie było to samo. I ludzie poczuliby się oszukani. Zapytany o przygotowanie kondycyjne, Marcin nie wyraża obaw. Otwarcie mówi o koledze z głogowskiej drużyny, że "jest w gazie" i nie boi się o jego dyspozycję podczas podróży. Sam z kolei od lat poświęca okres przed sezonem siatkówki plażowej na przygotowanie fizyczne. Dla tego zawodnika "plaża" jest priorytetem przed "halą". Co do samych spotkań, ich ustawianie będzie ostatnim etapem przygotowań, już po zamknięciu budżetu. - Te mecze nie mają być ogromne choć chcielibyśmy zrobić je "z pompą", jednak będzie ich za dużo, byśmy byli w stanie zaplanować to logistycznie. Chcemy skupić się na turniejach - mówi siatkarz KS Gniezno. Jakkolwiek skromnie by się nie wypowiadali, już teraz, na długo przed zaplanowanym na lipiec rozpoczęciem wyprawy, przyjaciele mogą cieszyć się wsparciem z każdego zakątka świata. Nie jest to zaskakujące dla osób, które znają tę trójkę osobiście; szczególnie Łukasza, "gościa, którego wszyscy znają i lubią", czy to gdy gra w otoczeniu fiordów norweskich, czy gdy odbiera telefon z samej stolicy naszych południowych sąsiadów.

Poza przeprawą z "maluchem" i nadchodzącymi turniejami, trójka podróżników wyczekuje szczególnie wizyty w jednym europejskim państwie. Portugalia – będzie to punkt zwrotny, właściwie od chwili dotarcia do zachodniego krańca Starego Świata status podróży zmieni się z "tam" na "z powrotem". Zanim to jednak nastąpi, "maluch" wraz ze swoimi pasażerami będą mieli czas na odpoczynek. Zdradzają, że na miejscu już otrzymali propozycję obiadu oraz… nauki surfowania, czyli nieco innej aktywności fizycznej.

Bo jak odpocząć inaczej, jeśli nie poprzez zmianę dyscypliny? Pociągnięci za język, nieco niechętnie napomykają o planach już po powrocie. - Nie chcemy wielkiego halo wokół tego, ale po podróży chcielibyśmy zlicytować "Malucha", w jakimkolwiek będzie stanie. Uzyskane pieniądze przeznaczylibyśmy na jakiś fundusz, wspierający młodych sportowców, albo coś podobnego.

Kiedy pytam o możliwość zorganizowania spotkań w wielkopolskich szkołach czy instytucjach kultury, które miałyby łączyć w sobie opowieść o wyprawie z właśnie promocją piłki siatkowej, w ich oczach pojawia się błysk. Chociaż wcześniej o tym nie myśleli, jestem pewna, że od tego momentu pomysł znajdzie się na liście "do wykonania".

Na koniec naszej rozmowy napomykam o rozpowszechnionej na całym świecie opinii, dotyczącej polskich kibiców piłki siatkowej – najwspanialszych i najwierniejszych fanów, niezależnie od kategorii wiekowej i płci wychodzących na boisko graczy. Czy wole’j’maluch Eurotrip spodziewa się swojego Klubu Kibica?

- Podobno są jakieś plany odeskortowania nas do Berlina. Ale csii! My nic o tym nie wiemy!