
Bohaterowie uwspółcześnionej Podróży za jeden uśmiech, jeżeli mieliby być wiarygodni, bezwględnie powinni otrzymać jako konieczny atrybut tablet, smartfona, netbooka bądź jakiekolwiek inne urządzenie mobilne, mające możliwość połączenia z Internetem.
REKLAMA
Lato 1989. Piotruś Pan właśnie kończy pakować ostatnie rzeczy przed wycieczką na drugą stronę lustra – z niedoszłych szklanych domów do nektarem płynącej, mitycznej Arkadii. Ma trzy dolary, wielki bochenek pumpernikla, kilka konserw, parę rupieci do sprzedania na bałkańskich bazarach tureckich. I dwudziestodwuletnią beztroskę, która zachwyci Los. Wiadomo przecież, że do takich marzycieli żywi on szczególną słabość.
Lato 2015. Jeszcze w trakcie sesji letniej Enter zaplanował sobie studencki wypad przez bałkański kocioł. Specjalnie z tej okazji założył sobie konto walutowe, do której dostał nową kartę kredytową, bo na forach przeważa opinia, że płatność kartą wychodzi najkorzystniej.
1989. Początek i pierwsze autostopowe próby. Na starcie jest ich czwórka; postanawiają podróżować w mieszanych parach, dziewczyna i chłopak. Jednak po dwóch kwadransach bezowocnych wysiłków zniecierpliwione przedstawicielki płci pięknej zrywają układ. Odchodzą kilkadziesiąt metrów, by po kilku minutach z szerokimi uśmiechami pakować się do auta. Dobrej woli kierowcy nie starcza dla Piotrusia Pana i jego towarzysza. Panie nazajutrz pojawią się nad Morzem Egejskim; oni dopiero za kilkanaście dni zobaczą drogowskaz na Ateny.
2015. Początek i blabla-kierowca. Koszty benzyny rozkładają się na trzy głowy: właściciela auta, Entera i internautę z drugiego końca Polski. Kierowca zastrzegł sobie w serwisie, że nie należy do gadatliwych i nie toleruje rozpraszania uwagi podczas jazdy. Internauta też nie jest zbyt rozmowny, wzięli go niemal spod budynku wydziału, gdzie miał ostatni egzamin. Teraz odsypia sesyjne stresy. Enter gapi się za okno, odhaczając czasem w aplikacji dla globtroterów mijane miejscowości. Później przeczyta o nich w Wikipedii.
1989. Jakaś rzeczka na którymś kilometrze serbskiej autostrady. Wszystko szło tak dobrze, trafiła się niemiecka rejestracja, co znacznie przyspieszyło formalności na granicy. Niestety, Piotruś Pan nie podołał wymaganiom wybawiciela; po całym dniu oczekiwania w upale, szybko poddał się ogarniającemu znużeniu. Obudził się, gdy kierowca stanowczo wyprosił go z pojazdu. Pasażer miał być środkiem zwalczającym senność za kierownicą, ale się nie sprawdził.
I tak, wśród roślinności rosnącej przy autostradzie Belgrad-Nisz, o wschodzie słońca konsumuje kończące się konserwy. Jeszcze nie wie, że tego dnia lepiej byłoby postawić na własne stopy niż czatować na autostradzie. Pod wieczór jakiś Serb ulituje się nad spalonym słońcem Piotrusiem, przejeżdżając z nim... 30 kilometrów.
I tak, wśród roślinności rosnącej przy autostradzie Belgrad-Nisz, o wschodzie słońca konsumuje kończące się konserwy. Jeszcze nie wie, że tego dnia lepiej byłoby postawić na własne stopy niż czatować na autostradzie. Pod wieczór jakiś Serb ulituje się nad spalonym słońcem Piotrusiem, przejeżdżając z nim... 30 kilometrów.
2015. Karta kredytowa zawodzi w macedońskiej restauracji. Dzięki otwartemu dostępowi do sieci, błyskawiczny przelew rozwiązuje problem. Czekając na kelnera, Enter kartkuje prędko rozdział przewodnika o specjałach regionu. Z niezadowoleniem przyjmuje brak menu w cywilizowanym języku angielskim, z kelnerem dogaduje się jakoś na migi. Potrawa zdąży ostygnąć, nim wstawi jej zdjęcia na Facebook'a, Twittera i Snapchata, wraz z paragonem.
1989. Ostatniego dolara Piotruś wydaje w strefie bezcłowej w przedsionku Arkadii. Kupuje porcję lodów. Na pumpernikiel nie będzie mógł patrzeć przez kolejne ćwierć wieku.
Wkrótce uda mu się znaleźć pierwszą pracę przy zbiorach brzoskwiń. Od tej pory jego podróż wyznacza kalendarz sezonowości. Pracodawcy, ogorzali Grecy z błyskiem w oczach, czasami zabierają robotników do tawerny. W wioskach, w których znajdują sobie chwilowy nocleg poszukiwacze przygód, w niedługim czasie mieszkańcy zwracają się do nich po imieniu. Język zdaje się wsiąkać w nich jak oliwa w smażone do kolacji bakłażany.
-
2015. Cel osiągnięty. Upał i lazur wody, a na plaży można porozumieć się nawet w języku ojczystym. Tylko te kolczatki odstraszają trochę przed pływaniem, dlatego kąpieli Enter zażywa raczej w basenie hotelowym. All inclusive, promocja 52%, gorąca oferta Booking.com! W połowie pobytu Enter zamówił też objazdówkę od Aten po Saloniki. Po powrocie, przeglądając zdjęcia, będzie porównywał je z ilustracjami w przewodniku, by prawidłowo podpisać je w zamówionym albumie.
Wkrótce uda mu się znaleźć pierwszą pracę przy zbiorach brzoskwiń. Od tej pory jego podróż wyznacza kalendarz sezonowości. Pracodawcy, ogorzali Grecy z błyskiem w oczach, czasami zabierają robotników do tawerny. W wioskach, w których znajdują sobie chwilowy nocleg poszukiwacze przygód, w niedługim czasie mieszkańcy zwracają się do nich po imieniu. Język zdaje się wsiąkać w nich jak oliwa w smażone do kolacji bakłażany.
-
2015. Cel osiągnięty. Upał i lazur wody, a na plaży można porozumieć się nawet w języku ojczystym. Tylko te kolczatki odstraszają trochę przed pływaniem, dlatego kąpieli Enter zażywa raczej w basenie hotelowym. All inclusive, promocja 52%, gorąca oferta Booking.com! W połowie pobytu Enter zamówił też objazdówkę od Aten po Saloniki. Po powrocie, przeglądając zdjęcia, będzie porównywał je z ilustracjami w przewodniku, by prawidłowo podpisać je w zamówionym albumie.
1989. Piotruś zyskuje sobie szacunek innych pracujących, dzięki targaniu przez dwa tysiące kilometrów na grzbiecie sześcioosobowego namiotu. Zdobywa w ten sposób i przyjaciół, i transport, gdy dogaduje się z innymi marzycielami, którzy pakując się do czterech kółek, zapomnieli o rozkładanym dachu nad głową.
Zarobione pieniądze przeznacza na włóczęgę. Zdobywa Olimp, śpi pod Akropolem. Stać go nawet na płyty gramofonowe, sprzedawane na kempingu. Jakimś cudem znajdzie się dla nich miejsce w drodze powrotnej, między namiotem i lichym prowiantem.
Zarobione pieniądze przeznacza na włóczęgę. Zdobywa Olimp, śpi pod Akropolem. Stać go nawet na płyty gramofonowe, sprzedawane na kempingu. Jakimś cudem znajdzie się dla nich miejsce w drodze powrotnej, między namiotem i lichym prowiantem.
2015. Po powrocie Enter zgrywa zdjęcia z iPhone'a, obdarowuje rodzinę i kumpli wystemplowanymi znakami jakości chałwą, oliwą i raki. Mama podziwia opaleniznę, ojciec z uśmiechem pyta o urodę lokalnych dziewcząt. Młodsza siostra zaskakuje natomiast pytaniem, jacy są tam ludzie. Zastanawia się, wertując w głowie twarze: kelnerzy, recepcjoniści, celnicy. Wzrusza ramionami.
1989. Kiedy staje w drzwiach, zaskakując wszystkich przy wigilijnym stole, rodzicom stają łzy w oczach. Nie ma zdjęć, tylko adres w głowie do jednego ze swych pracodawców, z którego córką przez jakiś czas korespondować będzie jego młodsza siostra. Choć po paru miesiącach zamilknie, Piotruś jest jedną niekończącą się opowieścią; przekona się o tym, gdy ćwierć wieku później stanie na plantacji brzoskwiń, jak zatrzymany w czasie. Kilka owoców poda dzieciom, a spływający po ich brodach sok wymiesza się z jego wspomnieniami.
Nie sztuką jest dziś odbyć podróż dookoła świata.
Sztuką jest znaleźć jego smak pod stertą rezerwacji.
Sztuką jest znaleźć jego smak pod stertą rezerwacji.
