
To chyba najpiękniejsze i najmniej oczywiste przedstawienie Trzech Króli jakie znam. Jest niewielkie, zajmuje fragment kapitelu kolumny w katedrze w Autun. Postaci wpisane są w dostępną przestrzeń, ścieśnione we wspólnym łożu. Dzielą wspólną narzutę. I wspólny los. Samo Autun położone jest gdzieś pod sercem Francji, między Paryżem a Lyonem, na płaskim kawałku ziemi, w złotym trójkącie sztuki średniowiecznej. W Burgundii i okolicach każde miasto, to wykuta w kamieniu historia Europy blisko tysiąc lat wstecz: to tam leży Sens, Beaune, Paray-le-Monial z ich wspaniałymi katedrami, klasztorami, kościołami.
To średniowieczne przedstawienie, w sumie tak odrealnione, mogłoby być współcześnie "memem". To przepiękna rzeźba, a sztuka średniowiecza, z jej skłonnością do syntezy wspaniale poddaje się współczesnemu spojrzeniu.
W snach każdemu może przydarzyć się to samo, niezależnie czy jest królem czy żebrakiem.
Bo choć najwyraźniej przesłania tego doświadczają w różny sposób, ich udział w historii będzie jednakowy.
W średniowieczu motyw Trzech Króli niósł oczywiście kontekst polityczny, dla ukazania świeckiej władzy w pokłonie przed nowonarodzonym Jezusem. Ponadczasowo to także piękna opowieść o pokorze, o tym, co w misji Trzech Króli było najważniejsze: poddanie się, rezygnacja ze swojej wyższości, zejście na ziemię.
Może dlatego poza koronami pozbawieni są wyznaczników swego królewskiego statusu?
