
Są obrazy, które otacza niezwykła aura. Znamy je z setek reprodukcji. Stanowią nie tylko część dziedzictwa artystycznego, ale także element kultury masowej. Świeckie ikony sztuki. Celebryci malarstwa tablicowego. Arcydzieła, które pozostają w blasku swojego statusu gwiazdorskiego, otoczone aurą. Jak "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci. Czekam na odsłonę portretu Cecylii. Za kilka dni dowiemy się gdzie obraz będzie eksponowany.
REKLAMA
Są obrazy, które otacza niezwykła aura. Znamy je z setek reprodukcji. Stanowią nie tylko część dziedzictwa artystycznego, ale także element kultury masowej. Świeckie ikony sztuki. Celebryci malarstwa tablicowego. Arcydzieła, które pozostają w blasku swojego statusu gwiazdorskiego, otoczone aurą. Jak "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci. Czekam na odsłonę portretu Cecylii w przebudowywanym Muzeum Czartoryskich w Krakowie.
Wymiary damy podane są skrupulatnie. To zaledwie 53,4 centymetry wysokości i 39,3 szerokości. Deska z wytrzymałego drewna orzechowego. Tempera i olej. Czas powstania- około 1490 roku.Numer XII-209. Tym jest arcydzieło w spisach inwentarzowych.
Ale kim jest dziewczyna z gronostajem? Młoda dama. Poważniejsza, niż wskazywałby na to jej wiek.
Cecylia Gallerani to szesnastolatka. Jej dziewczęcość skrywa staranne upozowanie, ale w jej spojrzeniu jest coś frywolnego. Ma delikatną twarz rozświetloną tajemniczym uśmiechem, ujawnionym jedynie w kącikach ust. To ten niedosłowny, czarowny uśmiech modelki Leonarda. Licencia poetica mistrza z Vinci.
Cecylia jest zabawna, ale i poważna. Portretowana przez dworskiego malarza,na życzenie jej kochanka Ludovica Sforzy. W czasie, gdy w Mediolanie, Ferrarze i Modenie trwały już pertraktacje zmierzające do zaaranżowania małżeństwa Ludovica z równie młodą, piętnastoletnią Beatrice d`Este. Cecylia to zatem nielegalna faworyta, niemożliwa miłość Ludovica w czasie aranżowanych małżeństw.
Ciekawe, na co spogląda młoda dama? Być może do pokoju, w którym pozowała w mediolańskim zamku zajrzał fundator portretu, pan domu Sforza? Może jej dyskretna mimika to powściągliwa reakcja na pojawienie się Ludovica? Może brakuje jej próżności, by pozwolić się tak po prostu portretować, przez największego artystę swoich czasów? A może Cecylia zastanawia się nad oryginalnym pomysłem namalowania jej portretu ze zwierzątkiem, zaszyfrowania treści, którą nie każdy odczyta? Może uśmiecha się raczej do własnych myśli?
Czy jednak w tych czasach symboliczne znaczenie gronostaja umieszczonego na portrecie było tajemnicą? Przecież związek łączący pannę Gallerani z panem Sforza, przygotowywanym do ślubu z Beatrice nie był zbyt starannie skrywanym sekretem. XV-wieczna norma. Na renesansowych dworach takie informacje płynęły wartko jak wody Padu przez wyżynę Montferrato. Gronostaj występuje jako aluzja do nazwiska Cecylii, ale i odniesienie do Ludovico Sforzy, znanego jako kawaler Orderu Gronostaja.
Ciekawe, jak zareagowała, gdy Leonardo pozwolił jej spojrzeć na skończony portret.
Fenomen mistrza to takie sportretowanie, które ujmuje psychologiczną prawdę nie w wystudiowanej pozie, ale w geście, w chwili, w której spojrzenie zdradza myśli, odsłania wnętrze, demaskuje. Jak ostre światło, które wydobywa porcelanową twarz dziewczyny.
Może dzięki pracom konserwatorów poznamy prawdziwe tło obrazu. Leonardo nie umieścił swojej modelki w ciemnym wnętrzu, obraz nie wyglądał pierwotnie tak jak w tej chwili. Dzisiaj jest jak collage, z filigranową dziewczyną na oleiście czarnym tle. Wcześniej za damą jawił się najpewniej delikatny, rozmyty pejzaż, firmowe sfumato Leonarda da Vinci.
Kiedy w 1800 roku obraz kupował dla swojej matki Izabelli Adam Jerzy Czartoryski, nie znano autora dzieła. Może dlatego zdecydowano brutalnie zamalować jego tło, przed ekspozycją w Domku Gotyckim w Puławach.
Tęsknię za tym momentem, gdy na damę z gronostajem można było spojrzeć w cichej sali Muzeum Czartoryskich przy ulicy świętego Jana w Krakowie.
W ciemnej sali - tylko ona - tak subtelna, jak nie oddaje tego żadna reprodukcja, zamknięta w potężne, złocone ramy. Wspominam moment, gdy moi znajomi Włosi, współcześni artyści- profesorowie z Akademii Sztuk Pięknych we Florencji, w hołdzie dla Leonarda i w hołdzie dla Krakowa odśpiewali przed damą w pewien śnieżny, zimowy dzień "O Sole Mio" i polski hymn narodowy.
W ciemnej sali - tylko ona - tak subtelna, jak nie oddaje tego żadna reprodukcja, zamknięta w potężne, złocone ramy. Wspominam moment, gdy moi znajomi Włosi, współcześni artyści- profesorowie z Akademii Sztuk Pięknych we Florencji, w hołdzie dla Leonarda i w hołdzie dla Krakowa odśpiewali przed damą w pewien śnieżny, zimowy dzień "O Sole Mio" i polski hymn narodowy.
Czekam na kolejne spotkanie z "Damą". Być może w nowym, odrestaurowanym Muzeum Czartoryskich, w kwietniu.
Wystawy, wydarzenia artystyczne w Polsce i na świecie.
Blog www.napiorkowska.blogspot.com
Blog www.napiorkowska.blogspot.com
