Kilka dni temu w Brukseli w wykładzie mówiłam o związkach sztuki i skandalu. To niesamowite, jak niektóre tematy pozostają ponadczasowe, ale zupełnie zmieniają swój kontekst. Czy bylibyście dziś w stanie zbulwersować się na widok "Olimpii" Maneta? 150 lat temu artysta musiał wyjechać z Paryża, przerażony niespodziewanym atakiem na jego obraz. "Olimpię" zawieszano coraz wyżej na ścianach Palais de l`Industrie, żeby była z dala od fizycznej agresji odbiorców a malarz walczył z depresją.

REKLAMA
Co ciekawe, skandal nie był intencją Maneta. Wręcz przeciwnie. Kiedy patrzy się na rewolucyjne obrazy Maneta można znaleźć wiele odniesień do malarskich tradycji. Na przykład do "Sądu Parysa" wg Raimondiego, z którego fragment został wykorzystany przez Maneta czy "Wiejskiego koncertu" Tycjana. Krótko mówiąc- do prac klasyków. Tak a propos klasyczny wymiar pracy Maneta możecie skonfrontować sobie w Wenecji, gdzie przez wakacyjne miesiące "Olimpia" pokazywana towarzystwie "Wenus z Urbino"Tycjana. Dwie damy przyjechały do Wenecji- jedna z Paryża, druga z Florencji. Z bliska można się przyjrzeć malarskiej rewolucji Maneta. Kwiaty w dłoni Tycjanowej Wenus zmienił na bukiet dostarczany znudzonej Olimpii. Bose stopy ubrał w jedwabne pantofelki, a śpiącego pieska zmienił na prowokacyjnie wygiętego kota, obiekt prawdziwie freudowskich analiz interpretatorów obrazu.
logo
Z drugiej strony, gdybym tu, na tym blogu umieściła reprodukcję obrazu Courbeta ( tak, tak, tego który ostatnio otrzymał "twarz" ), google pewnie zablokowałyby mój blog, tak jak stało się to w przypadku użytkownika facebooka zablokowanego przez portal za publikację wśród zdjęć "Początku świata".
Nie chcę szerzyć treści pornograficznych, skandali też raczej nie lubię, a do wszelkich spraw cenię sobie dystans.A z dystansu te wielkie, fundacyjne skandale wyglądają inaczej. Historia mówi o tym jak Eduard Manet został wyśmiany na paryskim Salonie Odrzuconych. Ale wówczas w sztuce- jak w Biblii, ostatni stał się pierwszym. W świecie sztuki, idee podszyte ważną artystyczną rewolucją sprawiły, że pamięć o nich przetrwała również, gdy pyły po walce już opadły. Tak jak w "Śniadaniu na trawie" i "Olimpii" Maneta. W obrazach powstałych w czasie, gdy publiczność przygotowana była do odbioru lukrowanych aktów, jak w nagrodzonej w 1863 roku pracy Alexandra Cabanela. Porcelanowa Wenus położona na fali jak na kanapie, przeciąga swoje nieskazitelne ciało pod chórem amorków o niewinnych buziach i zwichrzonych włosach.
logo
Lekcja z Maneta wymusza uważne patrzenie na współczesne awangardy. Apeluje o ostrożność w ferowaniu wyroków. Te komentarze, które padały z ust krytyki paryskiej a prześmiewały Maneta szybko się przewartościowały i wróciły ostre jak nigdy, tym razem obracając się przeciw ich autorom. Jestem konserwatystką, ale czekam i potrzebuję artystycznych rewolucji. Takich jak fenomenalny "Pan Guma" Pawła Althamera, który w moim odczuciu mieści w sobie i Norwida i Pilcha, i 20 lat polskiej transformacji, i komunizm i kapitalizm, i nawet drugą wojnę światową, wszystkie rozbiory, powstania i ich klęski, bo "Pan Guma" to jeden z Polaków portretów własnych. A przy okazji Althamer zrealizował wszystkie postulaty Courbeta dotyczące realizmu w sztuce, stawiając w gumowym pomniku Gumę- zachwianego tanim winem autochtona z Brzeskiej.
Potrzebuję i szukam prac subtelnie i niespodziewanie podważających wszystko, takich jak instalacje Mirosława Bałki- jak słynne "How it is" w Turbine Hall w Tate Modern. Pamiętam moją wędrówkę przez tę zagęszczającą się ciemność. Bałka wprowadził widza (albo wrażliwego widza) w stan, w którym ten odczuwać mógł - dosłownie- drgania swojej duszy ( wiecie jak to jest poczyć drganie duszy?). Niewinny widz mógł poczuć jak kruche jest nasze bytowanie, jak miałka jest nasza rzeczywistość. I wszystko za sprawą najprostszego środka, po prostu zbudowanej ciemni, mroczni, czarnej otchłani włożonej w stalowy boks. Kontener z ciemnością wciągał swoimi mackami; szłam głębiej i głębiej, wyczuwając w ciemności obecność innych osób, uważnie stąpając, bez pewności co mnie czeka.
Dla mnie było to spotkanie z niemym strachem, z uśpionymi demonami, z dziwną ciszą, po której drugiej stronie jest śmierć, byt lub niebyt. Sztuka współczesna w końcu jak żadna inna pozwala na dużą swobodę w interpretacji. Wielkie, wielkie sprawy, potężne ostateczne tematy może skrywać w formie wyrwanej z codzienności i eksportowanej w inny kontekst, w kosmicznej odysei w inny wymiar.
Szłam w tej pracy Bałki w ciemności i myślałam o tym, jak dużo światła daje sztuka współczesna.
Justyna Napiorkowska, historyk sztuki i europeista, współwłaścicielka Galerii Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej w Warszawie, Poznaniu i Brukseli, autorka "O sztuce", Bloga Roku 2010 w dziedzinie Kultury. W portalu Natemat pisze głównie o sztuce polskiej XX i XXI wieku.