
Dolnośląskie Kościoły Pokoju dobrze zasłużyły na miejsce na liście UNESCO. Miały powstać drewniane szałasy, powstały architektoniczne arcydzieła. W Głogowie, Jaworze i Świdnicy zrodziła się w XVII wieku funkcjonalność w mariażu z niespodziewanym pięknem. Miało być siermiężnie jak w koszarach, a tymczasem z każdej ściany spoglądają wesołe putta, wiją się liście akantu, błyszczą polichromie. Słowa pastora przedzierały się przez barokowy przepych ambony. Muzyka organów grzmiała z potężnych empor. Dekoracje wnętrza w zestawieniu z surowością bryły sprawiają, że detale są jak złota brosza wpięta w płaszcz z Armii Zbawienia. Kontrasty, kontrasty, kontrasty.
Tymczasem podpisano Pokój Westfalski. Kurze opadły, a życie powoli wracało do normy. Jawor chciał wrócić do handlu płótnem, Świdnica chciała odzyskać swój status drugiego po Wrocławiu miasta.Protestantom odebrano możliwość korzystania z wielu dawnych katolickich kościołów, ale pozwolono wybudować garstkę nowych światyń.
Architekt dostał do rozwiązania trudny rebus. Kościoły musiały być duże, bo wymagała tego liczna protestancka liczba wiernych. A jednocześnie, na skutek ograniczeń wpisanych w cesarską zgody miały być zbudowane zaledwie w rok, na dość niewielkim terenie, z nietrwałych materiałów.
Tylko z drewna, słomy i gliny.
Jak lepianki.
Galerię Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej w Warszawie, Poznaniu i Brukseli, autorka "O sztuce", Bloga Roku 2010 w dziedzinie Kultury. W portalu Natemat pisze głównie o sztuce polskiej XX i XXI wieku.
