O autorze
W życiu zobaczyłam ponad 50.000 obrazów. Niektóre z nich mam ciągle przed oczami. I właśnie o tych obrazach najbardziej lubię pisać.
Piszę pod wpływem chwili. Czasem w samolocie, czasem w pociągu. Zazwyczaj w biegu. Wiedzą o tym moi znajomi. Często piszę z głowy, gdyż pragnę na gorąco dzielić się z Państwem moimi odczuciami. Pokazać mój osobisty sposób patrzenia na artystów i ich dzieła. Nie wyczerpuję zatem tematów, ale mam nadzieję, że udaje mi się niektórych z Państwa zainspirować do uważnego i częstszego patrzenia na sztukę.

Zastrzeżenie:
Publikowane przeze mnie teksty sa autorskie i podlegają ochronie. W przypadku powoływania się na nie, proszę o podanie źródla i autorstwa. (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).


DR JUSTYNA NAPIÓRKOWSKA: historyk sztuki i europeista; doktor nauk społecznych. Studia na Uniwersytecie Florenckim oraz na Uniwersytecie Warszawskim. Stypendystka Sciences Po w Paryżu; ukończyła program poświęcony sztuce nowoczesnej na Oksfordzie.
Dyrektor artystyczny Galerii Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej w Warszawie i Brukseli.
Prowadzi wykłady na temat międzynarodowego rynku sztuki na Uniwersytecie Warszawskim oraz wykłady o sztuce m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytetach Trzeciego Wieku.
Autorka bloga Osztuce nagrodzonego w konkursie Blog Roku 2010 w dziedzinie kultury.
Autorka francuskojęzycznego bloga Beaux Arts na platformie dziennika Le Monde.

Bergamo. Włochy w pigułce.

Pisanello, Portret Lionella d`Este
Pisanello, Portret Lionella d`Este Accademia di Carrara
Znam dziesiątki włoskich miast położonych na wzgórzu. Spogląda się na nie z dołu, jak na niezdobyte twierdze. Ich ściany wpinają się kolorami sieny we włoskie niebo. U ich stóp: rozrzucone, odosobnione domy na układających się jak miękki welur zboczach. Bergamo jest inne. Średniowieczne górne miasto spada jak obrus ze zboczy wzgórza. Na górze cudowny, historyczny skansen. Na dole pulsuje bieżące, intensywne życie. Mały Mediolan. W kawiarniach mimo niedzieli tłumy. Włosi w płaszczach, szalikach, kapeluszach. Składają swoje parasole, zamawiają swoje espresso. Komentują pogodę. Ten deszcz, od którego na ulicach pojawiły się błyszczące akweny, a niebo zaszyło szarością Zapraszam na spacer po mieście!




Przede mną dzień w Bergamo. Dotychczas ta nazwa była dla mnie tylko kryptonimem lotniska. Lotnicze rogatki Mediolanu. Booking.com sugeruje, że to doskonałe miasto na zakupy. To samo mówi recepcjonistka, która przy okazji ratuje mnie aspiryną, konieczną po wcześniejszym zmoknięciu. Poleca spędzenie dnia w centrum handlowym vis-a-vis lotniska. Perfekcyjny układ ale
nic z tego. Z opcji zakupów nie skorzystam, bo po wieczornym spacerze w deszczu miasto zdążyło mnie już zafascynować i w tym zafascynowaniu- trzyma. W przekonaniu co do dobrej decyzji utwierdzą mnie jeszcze przypadkowi rozówcy. Potwierdzają, że Bergamo ni ewykorzystuje swojego potencjału. Mogłoby złotą czcionką zostać wpisane na wszystkie możliwe listy dziedzictwa kulturowego.

Bergamo to miasto na dwóch piętrach, z część starego miasta jest na górze, a nowe miasto umościło się w dolinie. Z ułamków zdań z przewodników wyłania się kilka niespodzianek. Rodzinne miasto Manzù, rzeźbiarza, którego bardzo lubię.



Zwiedzanie wymaga dziś siły woli. Ciągle pada. Właściwie leje, jak z cebra. Do tego stopnia, że rano nie było widać zatopionego we mgle Bergamo Alta, miasta na wzgórzu.

Znam dziesiątki włoskich miast położonych na wzgórzu. Spogląda się na nie z dołu, jak na niezdobyte twierdze. Ich ściany wpinają się kolorami sieny we włoskie niebo. U ich stóp: rozrzucone, odosobnione domy na układających się jak miękki welur zboczach.

Bergamo jest inne. Średniowieczne górne miasto spada jak obrus ze zboczy wzgórza. Na górze cudowny, historyczny skansen. Na dole pulsuje bieżące, intensywne życie. Mały Mediolan. W kawiarniach mimo niedzieli tłumy. Włosi w płaszczach, szalikach, kapeluszach. Składają swoje parasole, zamawiają swoje espresso. Komentują pogodę. Ten deszcz, od którego na ulicach pojawiły się błyszczące akweny, a niebo zaszyło szarością.


Obie części miasta, górne i dolne, dzisiaj tak niezależne zszyte są w dwóch miejscach kolejką liniową. Jak w zamku błyskawicznym, suwak przeszywa wzgórze, przebija w pewnym miejscu weneckie mury i wśród gęstych, zielonych pnączy porastających ściany wspina się do góry. Jakby ktoś chciał zacerować kilkustetletnią przerwę między nimi.

W dolnym mieście wędrowałam aleją bodaj najwybitniejszego Bergamczyka, który został Janem XXIII, przynosząc miastu dyskretną chwałę. Miasto "uśmiechniętego papieża". Kolebka łagodnego kościoła. Za moment, gdy oficjalnie zostanie świętym tutejsze świątynie zapełnią się nowymi ołtarzami.





Górne miasto okazuje się jak szkatułka. Historyczne serce, do którego jak w krwioobiegu trafiają wszyscy przybysze, żeby przejść w górę wąskimi uliczkami, zajrzeć do katedry i bazyliki i zobaczyć Lombardię z góry.
W lokalnym muzeum Accademia di Carrara, obecnie gościnnie w Palazzo di Podestà, na garstce metrów kwadratowych Bellini Jacopo obok Belliniego Johannesa, dalej Mantegna, Rafael, podejrzany Botticelli, cudowny skrawek portretu Leonello d`Este Pisanella. Potem- Capella Colleoni, kaplica przybudowana do bazyliki, na część jednego z najsłynniejszych rodów miasta. Przerośnięty pomnik, bo fasada kościoła niknie w jej cieniu.

Wyżej- muzeum naturalne. Zanurzam się w jego przestronnych salach na chwilę, żeby zobaczyć całe hordy dzikiej zwierzyny, kamienie ze skamielinami najdziwniejszych ptaków sprzed 20 milionów lat i niziutką Lucy, Praneadertalkę, która żyła podobno 3 miliony lat temu, żywiła się roślinami i miała początki nieleczonej choroby zwyrodnieniowej stawów. Mimo zaledwie 30 lat. Dziś pozostało po niej około 40 % szkieletu, co jest dumą archeologów, którzy pędzelkiem oczyścili jej każdą zmurszałą kostkę, po to by w szklanej gablocie w Bergamo stanęła jej replika.
Dalej kamyki ze skamielinami ważek, motyli i innych. Wyglądają jak obrazy arte povera.
Spoglądam w twarz ustawionego w gablocie lwa. Przyroda jest fascynująca, nie spodziewałam się po sobie, że tak mnie wciągnie historia naturalna!



Gdy około 15 wychodzę z muzeum, jest bardzo jasno, ale nad miasto właśnie spływa mleczna mgła. Za chwilę zniknie wieża, budynek podestà, a nawet fontanna w centrum placu. Czy był to sen na jawie?







Chwilę we mgle wykorzystuję na całkiem realną kawę. Pachnie tak, że nie budzi moich wątpliwości.

Czas zaczyba biec szybciej.

Potem już tylko kolejka linowa i ostatnie spojrzenie na miasto, które postanowiło udowodnić mi, że także jest prawdziwe.


Justyna Napiorkowska, historyk sztuki i europeista, prowadzi Galerię Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej w Warszawie, Poznaniu i Brukseli, autorka "O sztuce", Bloga Roku 2010 w dziedzinie Kultury. W portalu Natemat pisze głównie o sztuce polskiej XX i XXI wieku.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
INN:Poland 0 0Sieć 5G to nie tylko szybszy Netflix. To również ochrona amazońskich lasów deszczowych
0 0To nie będą tanie święta. Polacy w tym roku będą musieli wydać krocie
Diverse 0 0Na pewno masz w szafie ubrania z ich logo. Teraz będą w nich jeździć uczestnicy Rajdu Dakar
INN:Poland 0 014 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Od tego warto zacząć

TYLKO W NATEMAT

0 0Nie możesz pojąć, dlaczego PiS stawia na Pawłowicz i Piotrowicza? Eliza Michalik ma teorię
0 0"Znów muszę bronić Polski". Patryk Jaki w swoim żywiole, sprawdziliśmy jego aktywność w PE
0 0Prof. Jerzy Bralczyk ocenił pierwsze posiedzenia nowego Sejmu
0 0"Kaczyński jest wam wdzięczny". Posłowie Lewicy wsparli PiS w ważnym głosowaniu
0 0Wielka niespodzianka w ostatnim sezonie "Wikingów". Pojawi się w nim mocny, polski akcent
0 0Ważył 900 gramów i... uratował życie swojego brata. Lekarze nazwali to cudem
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Volvo 0 0Ten samochód to fenomen. Wielu próbowało zrobić podobny, udało się tylko jednej marce