
Często słyszę, że homoseksualizm to fenomen obecny wyłącznie u ludzi. Wtedy pytam się takiego delikwenta, czy nie widział nigdy dwóch baraszkujących ze sobą psów płci męskiej. Połowa z nich twierdzi, że owszem. Ale prędko zaznaczają, że zdarza się to tylko u psów – niektórzy nawet mają na to gotowe wytłumaczenie – oznaka dominacji. I na tym koniec. Bo przecież po co inne zwierzęta miałyby wykształcać taki mechanizm, skoro jest on w przyrodzie zupełnie nieprzydatny. Błąd! Homoseksualizm jest jak najbardziej obecny w królestwie zwierząt – szacuje się, że już prawie 1500 gatunków zwierząt „kocha inaczej” (jedna trzecia to kręgowce). A to, że ma się tak dobrze może świadczyć tylko o jednym – jest on potrzebny. Niewiarygodne? Zatem zapraszam do lektury.
Po tym fakcie już nigdy nie będziecie patrzeć na motylki i żuczki jak dotychczas. Owady bowiem nie są wybredne podczas wyboru partnera seksualnego. Bardzo szybko łączą się w pary, nie sprawdzając wcześniej płci partnera. Zajmuje to bowiem dużo czasu, a wiadomo czas dla takiego owada jest o wiele bardziej cenny niż dla nas (pewnie dlatego, że mają go o wiele mniej niż my). Owady więc podejmują ryzyko popełnienia błędu i często kopulują z pierwszym napotkanym osobnikiem swojego gatunku. Badania nad seksualnością owadów przeprowadził wraz z zespołem dr Inon Scharf, zoolog z Tel Aviv University – pod lupę wzięli 110 gatunków stawonogów. Okazało się, że u pewnych gatunków samce myliły się w 85% przypadków!
Dlaczego matka natura tak mocno promuje homoseksualizm wśród owadów? Przecież takie akty seksualne nie przynoszą robaczkom żadnej bezpośredniej korzyści – są poza tym stratą czasu i energii, a dodatkowo narażają na choroby i ataki drapieżników. Homoseksualne samce żyją o 25% krócej niż te heteroseksualne. Podkreślam to jednak na każdym kroku – skoro takie zachowania są obecne w przyrodzie, to są one przydatne – jeśli nie pojedynczym osobnikom, to całemu gatunkowi. Homoseksualne akty seksualne mogą co prawda być niebezpieczne, ale bez wątpienia przyciągają uwagę samic.
Samce z rzędu muchówek kopulują z innymi samcami tylko po to, żeby je zmęczyć. Redukują więc skutecznie liczbę rywali o względy samiczek. Możecie się ze mnie śmiać, ale podobne zachowanie zaobserwowałam w Warsaw Shore – Ewelina bardzo nie chciała, żeby jej ukochany kochał się z inną dziewczyną, którą przywlókł do domu z klubu nocnego. Co więc zrobiła rezolutna dziewczyna? Sama uprawiała z nią seks! Tłumaczyła później przed kamerą: „Nie chciałam, żeby on ją bzyknął, tak więc ja ją bzyknęłam”. Brawo Ewelinko! Szlachetny czyn, którym nie powstydziłaby się żadna muchówka!
Zespół japońskich badaczy odkrył w 1997 roku mutacje genetyczne u muszek owocówek, które mają duży wpływ na ich zachowania seksualne. Obecność jednej mutacji powodowała zainteresowanie samców innymi samcami. Następna była odpowiedzialna za zachowania biseksualne. Kolejna uzależniała te zachowania od warunków środowiskowych. Takie zmutowane samce stawały się biseksualne pod wpływem światła, a w ciemności całkowicie traciły chęć na kopulację. Mechanizmy te są obecne również u innych zwierząt. Mysie samiczki zaczynają interesować się swoimi koleżankami, kiedy z ich łańcucha DNA usuniemy jeden gen. Takich mechanizmów szuka się oczywiście również wśród ludzi. Doktor Dean Hamer z National Institute of Health ogłosił w 1993 roku, że homoseksualni mężczyźni dziedziczą swoją orientację za pośrednictwem chromosomu X. Jednak późniejsze badania nie potwierdziły tych rewelacji.
Ornitolodzy z University of Florida uważają, że homoseksualizm może być wynikiem zatrucia. Zaobserwowali oni, że ibis biały odżywiający się pokarmem z rtęcią ma zaburzoną gospodarkę hormonalna. Początkowo myśleli, że ta toksyczna substancja ogranicza liczbę wykluwających się piskląt. Odkryli jednak, że jest ona odpowiedzialna za zmianę orientacji seksualnej u tych ptaków. Profesor Peter Frederick twierdzi, że to zjawisko może być obecne także u innych gatunków.
Poprzedni fakt pokazywał złe skutki homoseksualizmu. Dla równowagi pragnę jednak oznajmić, że w niektórych przypadkach ptasi homoseksualizm jest bardzo ważny i zwiększa szanse przeżycia u młodych. Jest tak na przykład wśród pingwinów Humboldta, gdzie pary samców wysiadują wspólnie jaja i opiekują się pisklętami. Fakt ten ujrzał światło dzienne dzięki dwóm samcom z ogrodu zoologicznego w Bremerhaven. Przygarnęły one jajo odrzucone przez biologicznych rodziców. Podobnie było w Nowym Yorku. Roy i Silo wspólnie wychowali synka o wdzięcznym imieniu Tango.
Zadziwiający fakt nr 6
Ptaki lubią trójkąty! Jeśli chodzi o flamingi, to samce zapładniają samiczkę, ona znosi jajo w gnieździe i oddala się, zostawiając jajo pod opiekę samców. Co ciekawsze – dwa samce mają większe terytoria niż pary heteroseksualne, a to stwarza lepsze warunki do wychowywania potomstwa. Podobnie jest u łabędzi czarnych. Nieco inne trójkąty tworzą ostrygojady zwyczajne. Tutaj dwie samice znajdują sobie samca, który je zapładnia. Taka rodzinka wspólnie zajmuje się pisklętami. Jak to jednak bywa u pań – czasami się kłócą i stają się agresywne. Potrafią również przeszkadzać sobie w składaniu jaj. Widać, nie tylko kobiety potrafią być wredne. Podobne obserwacje poczynili naukowcy z University of Hawaii – jedna trzecia osobników w obserwowanej przez nich populacji albatrosów żyła w trójkątach – dwie samiczki i samiec. Ten fakt był długo tajemnicą, ponieważ samce i samice tego gatunku są bardzo trudne do rozróżnienia.
Profesor Joan Roughgarden ze Stanford University, autorka książki Evolution’s Rainbow, twierdzi, że u zwierząt społecznych seks nie służy wyłącznie prokreacji, ale również zacieśnia więzy międzyosobnicze.
Naukowcy po dziś dzień zachodzą w głowę, jak wyjaśnić ten paradoks z perspektywy ewolucyjnej. Przecież homoseksualizm nie prowadzi do bezpośredniej ekspansji swoich genów. Dlaczego więc występuje u takiej ilości gatunków zwierząt, jak również u człowieka? Jakie czynniki wpływają na jego powstanie?
