Gdy prawie wszyscy nagle zachorowali i zaczęli interesować się sportem szeroko pojętym, w tejże właśnie dziedzinie zaczęło, paradoksalnie, dziać się coraz gorzej. Zewsząd pojawiał się jeden wielki smród.

REKLAMA
Gdy ogłoszno decyzję o tym, że stolica Dolnego Śląska będzie miała swój udział w Euro 2012 radości nie było końca. O to spełnił się jeden z najpiękniejszych snów niemalże wszystkich mieszkańców Wrocławia. Wizja, która pojawiała się tylko w głowach lekkoduchów i marzycieli nagle okazała się być realną szansą. Czy Wrocław ją wykorzystał?
Władze na pewno zrobiły sporo dobrego. I to nie podlega dyskusji. Wszyscy możemy się cieszyć nowym lotniskiem. Każdy z nas skorzystać może też z Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. Udało się nawet wyremontować wrocławski dworzec PKP, który w tej chwili jest jednym z najpiękniejszych w kraju nad Wisłą. Miasto zmieniło się diametralnie.
Wydawało się, że Euroszaleństwo naprawdę w jakimś stopniu spowoduje to, że przeciwnicy polityczni będą działać razem. To idealistyczne, nasze młode, podejście okazało się frajerstwem dekady. Choć na szczęście ważni tego kraju i tak nie zdołali nam zepsuć sportowego święta.
Kilka dni po tym, gdy emocje już opadły, zaczęło się rozliczanie. I wcale nie chodzi o walkę Dutkiewicza z Janickim, a także niekończący się serial ze 100% oddaniem stadionu do użytku i jego wykończeniem.
Bo chodzi o to, że gdy prawie wszyscy nagle zachorowali i zaczęli interesować się sportem szeroko pojętym, w tejże właśnie dziedzinie zaczęło, paradoksalnie, dziać się coraz gorzej. Zewsząd pojawiał się jeden wielki smród.
Wrocławski żużel prawie dogorywa. Czy kogoś to w ogóle interesuje? Czy klub, który jeszcze kilka lat temu był jednym z lepszych w kraju teraz zasługuje na to, by walczyć o byt? Już nie mówiąc nawet o rywalizacji z resztą tabeli? Nie, oprócz kibiców nikogo to nie interesuje. Nawet mediów. Tylko nieliczni czasem coś wspomną.
Śląsk Wrocław, a konkretnie sekcja koszykówki? Chyba tylko w naszym kraju jest to możliwe, by klub, który 17 razy sięgał po mistrzostwo Polski w pewnym momencie zniknął ze sportowej mapy. Po to, by po kilku latach, gdy kibice uwierzyli w reaktywację, ostatecznie znowu politycy wepchali w to wszystko swoje brudne paluchy. Jaki był i jest tego efekt? Ano taki, że jeden Śląsk gra (Ten kojarzony ze Schetyną) w 1 lidze, a drugi nie dostał licencji i został wykluczony z ekstraklasy (Ten kojarzony z Dutkiewiczem).
Z piłką nożną, choć wszyscy na nią stawiają, wcale nie jest lepiej. Śląsk choć zdobył mistrzostwo Polski jest prawdopodobnie bankrutem. Prawdopodobnie, bo de facto nic nie wiemy. Bo też nikt nam prawdy nie powie. A śledzenie całej tej medialnej wrzawy i przepychanki związanej z Solorzem i Dutkiewiczem zostawiamy pasjonatom i politykom. Za chwilę runda wiosenna. Wtedy powinniśmy wiedzieć trochę więcej. Ale, że bida jest ogromna, wiadomo już teraz.
I tak z perspektywy czasu należałoby zapytać, dlaczego np. stawiamy na piłkę nożną we Wrocławiu. A nie na koszykówkę, żużel i siatkówkę? Wcale bowiem nie jest tak, że Polacy kochają futbolówkę, a poza nią nie liczy się nic.
Otóż liczy się, liczy. Przede wszystkim pieniądze należałoby policzyć. Te wydane na stadion i Śląsk. Bo przecież można było wyremontować obiekt na Wielkiej Wyspie, czyli kultowy Stadion Olimpijski, który to jest ruiną, i na którym to właśnie dogorywająca Sparta rozgrywa zawody.
Można było go wyremontować, dostawić na potrzeby Euro trybuny. Taniej i efektywniej. Bo po wszystkim zostałby piękny obiekt z infrastrukturą (Pola Marsowe, Akademia Wychowania Fizycznego). Pojemność ok. 20 000 krzesełek idealnie nadawałby się na przyjęcie kibiców Śląska.
Kibice Sparty również skakaliby ze szczęścia.Znalazłaby się też kasa na koszykarski Śląsk. Możnaby było wygospodarować jeszcze coś na siatkówkę. Nie byłoby problemu z rozliczeniem stadionu. Nie byłoby dziury obok stadionu. Nie trzeba by było na siłę organizować wątpliwej jakości eventów na nowym stadionie. Bo ten stary byłby w sam raz.
I tak kolejny raz politycy udowodnili, że są bezkarni. Że w zasadzie mogą wszystko. Że nikt ich nie rozliczy. Że będą się ślizgać całe życie. A my? A my będziemy to spłacać.