O autorze
W 1980 ukończyłem studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, następnie odbyłem aplikację sądową (1981–1983), później adwokacką (1984–1987). Przebywałem także na stażu w Zurychu (1985). Od 1987 praktykowałem jako adwokat. Od 1993 do 1996 byłem zastępcą przewodniczącego Trybunału Stanu, następnie przedstawicielem prezydenta w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. W latach 1997–2000 pełniłem funkcję sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP, od 1998 do 2000 był p.o. szefa Kancelarii. W 2000 byłem odpowiedzialny za kierowanie kampanią wyborczą w walce o reelekcję Aleksandra Kwaśniewskiego. Od 2000 natomiast zasiadałem w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. W 1999 należałem do grona członków-założycieli Sojuszu Lewicy Demokratycznej, zostałem również wybrany do Zarządu Krajowego. W 2001 po raz pierwszy uzyskałem mandat poselski z okręgu warszawskiego. Objąłem funkcję przewodniczącego Komisji Ustawodawczej. Przewodniczyłem także Polsko-Niemieckiej Grupie Parlamentarnej, a w 2003 przez krótki okres sprawowałem funkcję członka komisji śledczej ds. tzw. afery Rywina (zastąpiła mnie w komisji Anita Błochowiak). W maju 2004 zostałem powołany na stanowisko ministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Marka Belki. Byłem członkiem komitetu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich w 2005. W wyborach parlamentarnych w 2005 ponownie zostałem wybrany z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej (zdobywając największą liczbę głosów spośród wszystkich kandydatów SLD). W wyborach parlamentarnych w 2007 i 2011 po raz trzeci i czwarty uzyskałem mandat poselski. 11 stycznia 2008 zostałem wybrany na przewodniczącego Komisji śledczej do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy.

Polityka strachem pisana

Przyglądając się kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego nie sposób nie dostrzec, że dwie największe partie działają w bardzo podobny sposób. Otóż szukają tych tematów i obszarów, które wyzwolą najniższe z uczuć u Wyborcy, czyli uczucie Strachu i obawy przed czymś.


Widać to między innymi w hasłach wyborczych i materiałach reklamowych. Widać to również w działaniach i narracji poszczególnych kandydatów, partii i liderów politycznych.

Ostatnie tygodnie to granie na strachu najpierw w kontekście bezpieczeństwa Polski w ujęciu wydarzeń na Ukrainie i wzmacnianie przekonania, jakoby Rosja realnie zagrażała naszej suwerenności państwowej. Ostatnie dni natomiast to granie na poczuciu strachu względem skutków powodzi.


Oczywiście obydwa te tematy faktycznie są poważne i faktycznie należy z pełną powagą i atencją podchodzić do wymienionych spraw. Pamiętajmy jednak, że nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w to, że będąc częścią NATO i Unii Europejskiej, nasze granice są zagrożone ze strony rosyjskiej.


Działanie wyborcze oparte o sianie poczucia zagrożenia i wzmacniania antyrosyjskich postaw w Polsce jest niczym innym jak niskiej jakości polityką. Wystarczy obserwować doniesienia zagranicznych mediów, europejskich poważnych polityków i obserwatorów sceny politycznej, aby dostrzec różnicę.


Czym innym jest realizm wobec Rosji i wynikające ze znajomości geopolityki wyrażanie solidarności z Ukrainą i sprzeciw wobec łamania prawa międzynarodowego, czym innym natomiast straszenie analogią do 1 września 1939. Powaga względem sytuacji na Ukrainie i skutków polityki zagranicznej mylona jest w kampanii wyborczej do Europarlamentu z naszym bezpieczeństwem.

Swoją drogą nikt z kandydatów do Parlamentu Europejskiego oprócz powtarzania jak mantry jednego zdania o bezpieczeństwie, sam nie wie co konkretnie mógłby zrobić w tej sprawie.

Jedyna realna propozycja wyszła ze strony Premiera Tuska, który lansuje na salonach Europy projekt Unii Energetycznej celem uniezależnienia się od rosyjskich dostaw gazu.
Szkoda, że w tym kontekście polskie media przemilczają, poza kilkoma wyjątkami, jak projekt ten odbierany jest choćby w Niemczech czy przez zagranicznych polityków – a wystarczy choćby zapoznać się z artykułami w niemieckim Frankfurter Algemaine Zeitung.

Tworzenie przekazu strachu zdominowało kampanię do Parlamentu Europejskiego.

My – Obywatele – mamy się bać! Mamy się bać i wierzyć w to, że nasi politycy i kandydaci do PE mają tę siłę sprawczą aby przeciwdziałać wymyślanymi przez samych siebie zagrożeniami.

Moim marzeniem jest aby glosować „za” a nie „przeciw”. Być może granie na niskich uczuciach jest bardziej atrakcyjne z punktu widzenia twórców sytuacji zagrożenia ale niewiele ma to wspólnego z polityką w jej czystej formie.

Unia Europejska to projekt pozytywny a nie walka z wytwarzanymi przez samych siebie zagrożeniami! Budujmy a nie straszmy! Wierzmy a nie permanentnie się lękajmy!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Meghan i Harry szczerzy do bólu. Ten wywiad poruszył Brytyjczyków, ale nie wszystkim się spodobał
0 0"World of Fire" z Wichłacz i Kotem. Serial BBC pokazuje wojenny koszmar nie tylko Polaków
0 0W Polsce tego filmu ludzie boją się jak ognia. Widziałem "Malowanego ptaka" i już wiem dlaczego

POLECAMY

HYDEPARK 0 0Maciej Stuhr kończy 44 lata. I właśnie z tej okazji dał bardzo szczery wywiad
0 0Tak się rozjeżdża konkurencję. Po takiej zapowiedzi serwisu Disney+ Netflix może się bać

TRAGEDIA W WARSZAWIE

FELIETON 0 0Ilu ludzi ma jeszcze zginąć na pasach? Posłowie, przestańcie się bać kierowców!
POLECAMY 0 0Tak Kaczyński traci władzę. Po wyborach dostał dwa potężne ciosy