Z ogromnym zaniepokojeniem śledzę sytuację w stołecznej oświacie. Od wielu tygodni rodzice uczniów z kolejnych dzielnic Warszawy zmagają się z bezdusznością samorządowców, którzy w kontrowersyjny sposób „przepychają” przekazywanie prowadzenia publicznych stołówek prywatnym ajentom.
REKLAMA
„Edukacja to nie towar” - to hasło powinno przyświecać wszystkim, którym na sercu leży dobro młodzieży uczącej się w szkołach. Zwykle slogan ten używany jest w dyskusjach dotyczących ich likwidacji, jak ulał pasuje jednak również do akcji prywatyzacji stołówek.
Napływające do mnie od stołecznych samorządowców, moich współpracowników, a przede wszystkim zaniepokojonych rodziców sygnały mogą przyprawić o ból głowy. Dotychczasowe doświadczenia stolicy związane z przekazywaniem przygotowywania posiłków w prywatne ręce nie są najlepsze. Sprawa jest bardzo prosta, a jej scenariusz łatwy do przewidzenia.
Jak wiadomo prywatne firmy nastawione są na maksymalizację swoich zysków. W efekcie serwowanie posiłków dla dzieci traktuje się jak zwykły biznes. Skutki tego podejścia są opłakane. Obniżenie jakości żywienia, zwiększenie opłat za serwowane posiłki, obsługa osób prywatnych, niezwiązanych z danymi placówkami oświatowymi czy eksploatacja często nowych, świetnie urządzonych kuchni bez uwzględnienia w umowach kosztów amortyzacji sprzętu. Wstrząsający wydaje się przypadek, o którym dowiedziałem się od przedstawicieli Związku Nauczycielstwa Polskiego, gdzie na warszawskiej Woli prywatna firma przygotowywała posiłki z nieświeżych produktów! To tylko niektóre zarzuty, które całkiem słusznie rodzice i działacze samorządowi podnoszą w dyskusjach przeciwko prywatyzacji stołówek.
Dyskusje, debaty i spory toczone są od miesięcy, kolejno na terenie poszczególnych dzielnic Warszawy. Niestety kolejne batalie przeciwnicy prywatyzacji przegrywają, choć oponent najczęściej „dezerteruje”. Mur obojętności i niezrozumienia idei samorządności, gdzie polityk powinien być najbliżej obywatela nakazuje rządzącym stolicą zapaść się pod ziemię! Przykłady obojętności i ignorowania głosu społeczności lokalnej mamy na każdym kroku. Wszelkie dyskusje czy próby zwoływania nadzwyczajnych posiedzeń władz dzielnic kończą się niepowodzeniem. Działacze rządzącej Platformy Obywatelskiej nie pojawiają się na nich w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych partii i komitetów lokalnych od lewa, do prawa.
Odnotowano też przypadki, w których władze lokalne organizują fikcyjne dyskusje, na których sale zapełniają lokalni działacze i ich rodziny, aby przypadkiem do środka nie dostali się wyposażeni w merytoryczne argumenty oponenci. To przykry przykład ignorowania ludzi, którzy wykazują troskę o swoje dzieci!
Efekt prywatyzacji w kontekście dyskusji emerytalnej także nie jest dla rządzących powodem do dumy. Związane z poszczególnymi szkołami niejednokrotnie od lat osoby, najzwyczajniej w świecie tracą pracę, wymieniane przez personel kuchni zupełnie nieznający specyfiki danej placówki i jej uczniów. Jeśli zostają, to nie na umowy o pracę, a często niegodne i nieadekwatne do wykonywanego wkładu umowy zlecenie. Podsumowując można powiedzieć, że Platforma swoimi decyzjami w sprawie stołówek funduje nam „dwa w jednym”: śmieciowe jedzenie i śmieciowe umowy.
Wszystkim walczącym z traktowaniem szkoły i edukacji jak towaru, w którym stawia się na maksymalizacje zysków, często kosztem zdrowia i kondycji dzieci oraz zasobu portfela rodziców życzę wytrwałości i powodzenia.
Służę jednocześnie pomocą w nagłaśnianiu tej bulwersującej sprawy.
