Zbieranie podpisów w sprawie referendum za odwołaniem Prezydent Hanny Groniewicz-Waltz najprawdopodobniej zakończyło się sukcesem. Sam proces ich pozyskiwania możemy podzielić na dwa etapy. Pierwszy obywatelski, spontaniczny i optymistyczny i drugi partyjny, z Jarosławem Kaczynskim podpisującym się pod wnioskiem w świetle kamer z groteskowym finałem.

REKLAMA
Piotr Guział - inicjator referendum w sprawie odwołania Prezydent stolicy zrobił kawał dobrej roboty. Burmistrz Ursynowa od dłuższego czasu punktował nieudolnie zarządzających Warszawą polityków, wyzywając ich na pojedynek, w którym Platforma ewidentnie zlekceważyła przeciwnika. Sprawny, dobrze wypadający w mediach, zbierający pochlebne opinie za swoją działalność samorządową Piotr Guział doprowadził do referendum, dzięki uzyskaniu dziesiątek tysięcy podpisów.
Etap obywatelski oddolny, inkluzywny i zapraszający do akcji wiele grup społecznych oceniam jednoznacznie pozytywnie. Do akcji - nie oszukujmy się, że widząc zwiększające się szanse jej powodzenia - dołączały kolejne organizacje. Dołączył również PiS. Od momentu złożenia podpisu przez Kaczyńskiego akcja referendalna zaczęła tracić obywatelski blask, świeżość, a zmieniła się w walkę o nazwie "kto zbierze więcej" tak jakby liczba zebranych podpisów determinowała kto będzie w spośród zwolenników referendum bardziej warszawski, kto dla stolicy bardziej się zasłuży. Smutnym finałem okazała się być konferencja prasowa.
Otoczony armią prawicowych polityków Piotr Guział znalazł się w towarzystwie mającym niewiele wspólnego z oddolnym, obywatelskim działaniem. Ze smutkiem czytałem wczorajszą relację Gazety Wyborczej, obrazującą dosłowną walkę o to, kto zajmie lepsze miejsce przed kamerą u boku Burmistrza Guziała. Groteskowe zachowanie. Obok Guziała Wipler, od razu zgłaszający siebie jako kandydata na prezydenta Warszawy, dalej Artur Górski (ten od końca białego człowieka), Opara i Maciejowski.
Przeciętny odbiorca mógł odnieść wrażenie, że nieudolne zarządzanie Warszawą chce Platformie odebrać prawica z Prawem i Sprawiedliwością na czele. Pamiętamy przecież, kto stolicą przed PO kierował - jeszcze bardziej nieudolnie od Hanny Gronkiewicz-Waltz. To był Lech Kaczyński. Wówczas ustały inwestycje, a urzędnicy ze strachu nie podejmowali decyzji.
Przekaz tej konferencji nie był prawdziwy. Sukces akcji zbierania podpisów popierających referendum był w dużym stopniu zasługa środowisk lewicowych, centrolewicowych i liberalnych. Akcje tę poparło również stowarzyszenie "Dom Wszystkich Polska" i ja osobiście. Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej nikt o tym nie wspomniał. Szkoda, że Piotra Guziała otoczyli ludzie, którzy podpijają sie pod to, żeby coś ugrać partyjne a nie dla obywateli naszej wspaniałej Warszawy.
Niespodziewanie negatywnym aktorem w całym spektaklu stał się również Premier Donald Tusk, który kilkanaście dni temu zaapelował o zbojkotowanie referendum. Czołowy polityk w kraju, lider mieniącej się obywatelską partii, zachęcający ludzi do antyobywatelskich postaw to obrazek smutny i niepokojący. Jak widać waga zaangażowania obywatelskiego znacznie zmniejsza się dla Donalda Tuska w momencie piastowania ważnej funkcji. Smutne.
Jednak mam nadzieję graniczącą z pewnością, że podpisów wystarczy i Warszawiacy tłumnie wezmą udział w referendum, którego efektem będzie odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Mam też świadomość, że poniedziałkowa konferencja w swoim wyrazie nie zachęcała do poparcia referendum przeciętnego mieszkańca stolicy.
Piotr Guział musi wykazać sie teraz duża starannością, żeby akcja reklamująca referendum została jednak zdominowana przez społeczników, autentycznie zatroskanych o stolicę działaczy od prawa do lewa - najlepiej bez szyldu partyjnego. Wówczas o powodzenie inicjatywy nie trzeba będzie się obawiać. Nie jest jeszcze jednak za późno, aby wokół walki o odwołanie Prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz zbudować obywatelską sieć motywowaną autentyczną troską o stolicę. Nie mam bowiem wątpliwości, że partyjnej chęci przejęcia kilku tysięcy stołków, która jest główną motywacją wielu działaczy PiS Warszawiacy powiedzą "nie". Mam nadzieję, że rozumie to Piotr Guział, w którego powodzenie wierzę.
Ryszard Kalisz
Dom Wszystkich Polska