Ostatnie dni pokazują głęboki kryzys w jakim znajdują się polskie media i polityka. Alarmujące informacje dotyczące zwiększającej się liczby danych, jakie państwo polskie pozyskuje od firm telekomunikacyjnych przeszły praktycznie bez echa. Na palcach jednej ręki można policzyć poważne programy publicystyczne, w których podjęto temat. Wszyscy zajmują się niepewnymi politycznymi transferami, których póki co nie ma, nie podejmując problemów społecznie ważnych.

REKLAMA
Od dłuższego czasu Fundacja Panoptykon alarmuje na temat niepokojących trendów, dotyczących ambicji władzy, odnośnie zbierania informacji na temat obywateli. Sprawa ACTA, zapędy do całkowitego kontrolowania internetu pod płaszczykiem walki z piractwem, w końcu informacja o prawie dwóch milionach zapytań o nasze dane ze strony instytucji publicznych. To stanowczo za dużo; nieporównywalnie więcej niż w innych krajach europejskich, które przecież z przestępczością nie walczą mniej skutecznie, stosując dużo mniej kontrowersyjne metody działania.
Swoje zaniepokojenie wyraziła w ostatnich dniach także Rzeczniczka Praw Obywatelskich - bardzo zresztą słusznie. Wątpliwości w tej materii, co do łamania praw obywatelskich zapisanych w Ustawie Zasadniczej nie od dzisiaj wyraża także SLD. W styczniu 2011 r. Sojusz zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego kontrowersyjne przepisy tzw. "ustaw policyjnych" dotyczące możliwosci pozyskiwania przez służby informacji o potencjalnie podejrzanych. Niestety sprawa niezgodnosci tych przepisów z Konstytucją RP nie została rozstrzygnięta przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Szkoda, że temat nie jest podejmowany przed media szerzej i doszliśmy do sytuacji, w której bardziej interesujące od sprawy dotykającej praktycznie każdego z nas, są przyszłe i niepewne transfery polityczne.
Wciąż jednak o problemie można i trzeba mówić głośno, wyrażając swoje niezadowolenie i oburzenie ...