Agacie Kornhauser-Dudzie zabrakło odwagi. Nie poznamy zdania Pierwszej Damy w sprawie projektu zmiany ustawy antyaborcyjnej, choć apelowałyśmy o to jako posłanki Nowoczesnej. Żałuję, bo wyważona opinia Prezydentowej, jako kobiety i matki, a równocześnie osoby szanowanej w kręgach konserwatywnych, byłaby ważnym wkładem w zaostrzającą się debatę. Taką odwagę miała Maria Kaczyńska. Szkoda, że Agata Duda nie zainspirowała się jej postawą, ale w kontekście proponowanych zmian, to kwestia drugorzędna.

REKLAMA
PiS-owi chodzi o politykę, nie o życie
Radykalny projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej autorstwa Stowarzyszenia Ordo Iuris otwiera w Polsce pole kolejnego, bardzo ostrego, konfliktu społecznego. Domyślam się, że takie przeniesienie akcentów debaty publicznej jest Prawu i Sprawiedliwości bardzo na rękę. Zamiast bronić się przed zarzutami łamania standardów demokratycznych i praw obywateli, politycy PiS wolą dyskutować z moralnych wyżyn “jedynych prawdziwych obrońców życia”. Jednak w tej politycznej grze PiS brukuje piekło dla tysięcy kobiet i ich rodzin.
Już obecnie Polska ma jedną z najostrzejszych ustaw antyaborcyjnych w Europie. Jest ona efektem kompromisu zawartego ponad 20 lat temu. Legalne przerwanie ciąży możliwe jest tylko w trzech ściśle określonych przypadkach. Kompromis aborcyjny, jak każdy kompromis, nie tworzy sytuacji idealnej - każda ze stron sporu musiała ustąpić. Nie warto teraz tego sporu rozpoczynać na nowo. To ważne w kontekście głębokich podziałów polskiego społeczeństwa.
Prawo nie może zmuszać do heroizmu
Projekt Ordo Iuris odbiera kobietom możliwość wyboru w najbardziej dramatycznych sytuacjach: gdy same są ofiarami przestępstw i gdy na szali jest ich własne zdrowie i życie. Prawo w takiej sytuacji nie może zmuszać człowieka do heroizmu. A tym właśnie jest podjęcie decyzji o urodzeniu dziecka poczętego w wyniku gwałtu, albo w trakcie chemioterapii. Z tego samego powodu prawo nie może zmuszać kogokolwiek do obowiązkowego oddania nerki do przeszczepu, czy fragmentu wątroby. Wręcz przeciwnie, bardzo skrupulatnie bada się intencje i psychologiczną zdolność dawcy do podjęcia takiej decyzji w sposób świadomy. Nikt nie ma prawa poddawać ciężarnych kobiet takiej próbie. Dlatego sprzeciwiam się również pomysłowi referendum w sprawie aborcji zaproponowanemu przez jedną z partii. Godność i podmiotowość człowieka to fundament, a nie opcje w politycznych negocjacjach.
Ucierpią nie tylko kobiety
Propozycja zaostrzenia prawa antyaborcyjnego jest jednak na stole, więc trzeba jasno wskazać na jej potencjalne konsekwencje. Po pierwsze – i nigdy nie powinniśmy tracić tego argumentu z oczu – radykalny zakaz aborcji to dodatkowe cierpienie dla kobiet, które już znalazły się w życiowo dramatycznej sytuacji. Nie mówimy wyłącznie o cierpieniu psychicznym, ale również o skuteczności terapii prowadzonych u ciężarnych chorych na przykład na nowotwory. W wielu przypadkach dodatkowe cierpienie i nieuchronna śmierć spotka też dzieci urodzone z ciężkimi wadami. Z aparatem państwa będą musiały też zetknąć się kobiety, które wkrótce po naturalnym poronieniu, będą musiały złożyć w tej sprawie zeznania prokuratorowi.
Radykalizacja prawa aborcyjnego to również szereg pośrednich konsekwencji. Gdyby projekt Ordo Iuris miał wejść w życie, bardzo wątpliwa byłaby legalność zabiegów in-vitro oraz badań prenatalnych, które – w niewielkim stopniu, ale jednak – podnoszą ryzyko poronienia. To zaś, w myśli proponowanego projektu, można interpretować jako przyczynienie się do aborcji. A zatem, tysiące dzieci nie zostaną zdiagnozowane na czas i stracą szansę na odpowiednie leczenie w fazie prenatalnej. Zamiast ochrony życia, konsekwencją będzie większa śmiertelność noworodków.
Pod rządami nowej ustawy, kobiety może również paraliżować strach przez zgłaszaniem na policję przypadków gwałtów. Rozważając (nielegalne w nowych warunkach) przerwanie ciąży, ofiara nie będzie chciała zwracać na siebie uwagi organów ścigania. Zamiast chronić życie, ta ustawa będzie chronić przestępców. Radykalne prawo antyaborcyjne jeszcze bardziej pogłębi też przepaść między kobietami o różnym statusie majątkowym. Te bogatsze bez problemu skorzystają z profesjonalnej kliniki aborcyjnej za granicą. Biedniejsze będą skazane na alternatywę: heroizm, albo nielegalna aborcja poza medycznymi standardami.
Najpierw wsparcie, potem zakazy
Zaostrzenie ustawy aborcyjnej jest dla mnie nieakceptowalne, ale nie jestem też zwolenniczką jej liberalizacji. Nienarodzone dziecko należy chronić, o ile nie zachodzą szczególne przesłanki, które są opisane w obecnie obowiązującej ustawie.
Społeczeństwo, które chce bez hipokryzji chronić życie poczęte, musi zapewnić kobietom (a tak naprawdę parom) kilka kluczowych elementów, koniecznych do świadomego planowania rodziny. Są to:
- Mądra i bezstronna edukacja seksualna, która kładzie nacisk na odpowiedzialność partnerów względem siebie, ale też dostarcza praktycznej wiedzy o metodach antykoncepcyjnych.
- Pełna dostępność środków antykoncepcyjnych oraz opieki ginekologicznej, zarówno w sensie geograficznym, jak i finansowym.
- Wsparcie medyczne i psychologiczne dla kobiet w okresie ciąży i wczesnego macierzyństwa; wszechstronna opieka medyczna i opiekuńcza dla dzieci niepełnosprawnych.
- Kompleksowa polityka społeczna ułatwiająca łączenie pracy zawodowej z macierzyństwem (opieka żłobkowa i przedszkolna) oraz dobrze adresowana pomoc finansowa (bynajmniej nie wprowadzone przez PiS 500 zł długu na każde dziecko) i skuteczna egzekucja alimentów.
Skuteczność tylko w kompleksowych działaniach
W kontekście aktualnej debaty – często ideologicznie zaciekłej – warto abyśmy nie stracili z oczu podstawowej kwestii: celem działań publicznych powinno być ograniczenie liczby aborcji (legalnych i nielegalnych), a nie wprowadzenie jak najbardziej radykalnego prawa. Bo bynajmniej te cele nie są tożsame. Możemy to osiągnąć, ale samymi paragrafami nie da się zaklinać rzeczywistości. Potrzebne są natomiast kompleksowe, wewnętrznie spójne działania z zakresu polityki edukacyjnej, społecznej i zdrowotnej. W ich tworzeniu jestem gotowa wspierać rząd – i ten i kolejne - ale w obecnej chwili musimy zrobić wszystko, żeby zatrzymać próbę politycznej awantury kosztem kobiet i ich rodzin, która mentalnie przenosi polskie społeczeństwo w dawno minione epoki. Będziemy demonstrować w tej sprawie jutro, 8 kwietnia o 17.00 pod Sejmem. Proszę do nas dołączyć.