
Czysta Biel Grzechu Warta...
REKLAMA
Cypryjskie Białe Złoto
Jest taki smak, który bez wątpienia można zakwalifikować do dziedzictwa kulinarnego świata. Chodzi o ser, niby nic, ale jak już była okazja aby spróbować to nie sposób o nim zapomnieć. Połączenie koziego, owczego i krowiego mleka z dodatkiem mięty. Mięta może zmylić, niektórzy amatorzy twierdzą, że może być coś z nim nie tak, bez obaw to tylko delikatna otoczka, niewiele wpływająca na smak czy kolor sera.
Co takiego fenomenalnego jest w tym niby banalnym Halloumi. Smak zniewala bez wątpienia, lekko słonawy ale konsystencja to jest istne cudo.
Najlepiej smakuje obsmażony czy grillowany z dwóch stron, aż nabierze koloru rdzawego, będzie miał delikatną ale chrupiącą skórkę. Tylko proszę o delikatny pośpiech w spożywaniu, gdy traci temperaturę robi się „styropianowaty” a to już może dać pionierom w smakowaniu wiatr w żagle krytyki, że niby co to za „G”...
Tak czy inaczej równie fajnie zachowuję się pokrojony w większe kawałki, obtoczony w mące i smażony w głębokim tłuszczu, podany z vinaigrette i kaparami, kilka kawałków chleba Pita i pełna ekstaza.
Niezastąpiony jako składnik sałat w najbardziej kuriozalnych połączeniach, zawsze się odnajdzie i zmieni oblicze każdej sałaty.
Moja ulubiona wersja to grillowana postać, polana oliwa z posiekanym chilli i skropiona delikatnie sokiem z cytryny, oczywiście nieodzowna lampka białego wytrawnego wina, ale bez ciśnienia na pochodzenie wina rodem z Cypru.
Reasumując Halloumi to kulinarna perełka, dostępna już raczej w każdym zakątku Polski, tani nie jest, ale warty grzechu, że niby biel jest taka czysta...
Jest taki smak, który bez wątpienia można zakwalifikować do dziedzictwa kulinarnego świata. Chodzi o ser, niby nic, ale jak już była okazja aby spróbować to nie sposób o nim zapomnieć. Połączenie koziego, owczego i krowiego mleka z dodatkiem mięty. Mięta może zmylić, niektórzy amatorzy twierdzą, że może być coś z nim nie tak, bez obaw to tylko delikatna otoczka, niewiele wpływająca na smak czy kolor sera.
Co takiego fenomenalnego jest w tym niby banalnym Halloumi. Smak zniewala bez wątpienia, lekko słonawy ale konsystencja to jest istne cudo.
Najlepiej smakuje obsmażony czy grillowany z dwóch stron, aż nabierze koloru rdzawego, będzie miał delikatną ale chrupiącą skórkę. Tylko proszę o delikatny pośpiech w spożywaniu, gdy traci temperaturę robi się „styropianowaty” a to już może dać pionierom w smakowaniu wiatr w żagle krytyki, że niby co to za „G”...
Tak czy inaczej równie fajnie zachowuję się pokrojony w większe kawałki, obtoczony w mące i smażony w głębokim tłuszczu, podany z vinaigrette i kaparami, kilka kawałków chleba Pita i pełna ekstaza.
Niezastąpiony jako składnik sałat w najbardziej kuriozalnych połączeniach, zawsze się odnajdzie i zmieni oblicze każdej sałaty.
Moja ulubiona wersja to grillowana postać, polana oliwa z posiekanym chilli i skropiona delikatnie sokiem z cytryny, oczywiście nieodzowna lampka białego wytrawnego wina, ale bez ciśnienia na pochodzenie wina rodem z Cypru.
Reasumując Halloumi to kulinarna perełka, dostępna już raczej w każdym zakątku Polski, tani nie jest, ale warty grzechu, że niby biel jest taka czysta...
