Szorowanie Po Zakamarkach Fachu

REKLAMA
Niech te słowa które dzisiaj padną będą tylko wskazówką i należy traktować je z przymrużeniem oka, ale mam nadzieje uczulić na kilka spraw związanych z prawdziwym życiem restauracyjnym.
Praca w gastronomii to nie lada wyzwanie, poznaję się smak życia nadrabiając kilka lat wiedzy codziennego obcowania. Od razu zaznaczam, że dla ludzi o słabych nerwach i braku dystansu do świata praca może się skończyć marnie.
Wszechobecny seksizm na kuchni to codzienność, niewiele kobiet jest w stanie z tym żyć. Generalnie większość rozmów na kuchni ma podtekst o seksualnym zacięciu, mam wrażenie, że nie porusza się innych tematów.
Oczywiście gdzie na imprezę po pracy? Trzeba w końcu odreagować upierdliwego gościa czy skaleczenia lub oparzenia. Gastronomia zawsze się bawi, jak nie w pracy to zawsze po niej i nie są to normalne godziny czy dni tygodnia.
Samo zarobkowanie jest czymś tajemniczym, nigdy nie wiesz jak się dzień skończy, napiwki to jedna wielka loteria, na pensje podstawową nie ma za bardzo co liczyć.
Ubolewam nad faktem, że prawdziwych kelnerów, kucharzy jest niewielu. Zawody te są traktowane jako coś przejściowego na studiach jako podreperowanie skromnego budżetu studenta. Niewielu pokocha tą pracę i widzi swą przyszłość w branży restauracyjnej.
Ważna informacja dla ludzi chcących zaistnieć w tej całej układance. Masz za dużo pieniędzy, zawsze marzyła się restauracja, nie masz doświadczenia to już na starcie możesz odpuścić. Nie znam miejsca które zgodnie z planem miało swoje wielkie otwarcie. Praca w tej branży zamyka się w ramach czasowych 24/7, czyli cała doba przez siedem w dni tygodniu. Szczerze odradzam taki pomysł na życie dla ludzi którym się wydaję, że to takie proste. Fakty są takie, że to najbardziej nieobliczalna branża świata a odsetek zamykanych restauracji i klubów po pierwszym roku działalności jest naprawdę wysoki.
To były słabe strony. Dobre są takie, że nie ma nic piękniejszego niż uśmiech i pytanie o receptury dań czy drinków które zastały zaserwowane podczas posiłku. Jeżeli mamy to szczęście i goście do nas wracają to dobry i rokujący omen, ale jedna uwaga. Dobre wiadomości rozchodzą się pięć razy wolniej niż złe, a to już historia jak chodzenie po linie na wysokości.
Teraz o gościach a to moje ulubione tematy. Mamy naprawdę problem który jest naszą narodową słabością, na wszystkim się znamy. A kulinaria to nasze narodowe zajęcie... Prawda jest taka, że niewielu z nas wie na czym polega savoir vivre. Na samą myśl o tych wszystkich gafach mam rogala na twarzy.
Już samo wejście do restauracji. Nie wiem skąd się to bierze, ale zawsze jest wybierany brudny stolik który nie został posprzątany mimo, że obok jest następny czysty, skąd się to bierze, nie mam pojęcia.
Menu jest przeczytane i teraz zamówienia, mam kilka ulubionych. Tutaj w nazewnictwie jesteśmy mistrzami świata. Moje ulubione to Latte Macchiato czytane przez pewną panią jako „lejt mucziacio”. Czy taki „gunis” tutaj było łatwiej rozszyfrować, że chodziło o piwo Guinness. Ktoś ma ochotę na „zup” fachowo nazwany napój 7up. Trzeba zapalić więc jakie papierosy miał pewien prosząc o „wożę” oczywiście Vouge. Dla lubiących pasty jedna ze sztandarowych „bolonże” czyli Bolognese.
Winiarski aspekt, kto o zdrowych zmysłach wącha korek po otworzeniu butelki przez kelnera. Odpowiedź jest prosta po prostu wielu. Korek jeżeli jest po prostu pachnie korkiem, jak można stwierdzić czy wino się nadaje do spożycia po takim nikczemnym zachowaniu naprawdę nie wiem. Identycznie można stwierdzić smak i zapach potrawy wąchając widelec czy nóż.
Patent na mądrość ma wielkie znaczenie, boimy się spytać kelnera czy właściciela jak daną potrawę należy spożywać. Czy mięso ślimak wyssać, może jednak użyć odpowiedniego widelczyka i szczypców. Czy jeść rękoma jak wszyscy na około w krajach arabskich i dlaczego to nie może być lewa ręka. Eksperci od sushi w gronie znajomych dyskutują o glonach nori, które dla nich są po prostu skórą z węgorza a marynowany imbir to naturalnie kapusta. Włos się jeży na głowie.
Nie wiemy to pytamy, prosta zasada. Nie ma głupich pytań.
Tylko proszę bez pytań w stylu co dzisiaj polecacie, to już w większości miejsc skazywanie siebie na spożywanie produktów które swoją świeżość skończyły w najlepszym wypadku kilka godzin wcześniej.
Wracam szybko przez drzwi oddzielające salę restauracyjną od kuchni, to dwa miejsca różniące się diametralnie. Piekielna kuchnia gdzie wszystko jest możliwe a stara zasada mówi, że jak coś spadło na podłogę i nie leżało pięć sekund to nadaję się do spożycia, nawet jak jest to stek który był grillowany i miał trafić na talerz ale nie udało się.
O dziwo jesteśmy przyzwyczajeni do smaku produktów które w żargonie kucharskim „odlatują”. Wszystko się bierze z tego, że sklepy w których kupujemy mają mylne pojęcie świeżości. Nie lubimy ryb, bo „śmierdzą”. Nie ma nic bardziej mylnego, świeże ryby i owoce morza pachną morzem, a nie skondensowanym tranem. Co teraz począć, zrezygnować z jedzenia? Niemożliwe, więc należy szukać, w końcu to nasze zdrowie.
Zniesmaczyłem trochę życie kulinarne? Mam nadzieję, że wiele osób otworzy oczy i umysł. Delektujmy się życiem, ale z umiarem...