Dziś rano przeczytałem następującą wiadomość: „23 kwietnia, czyli w Światowym Dniu Książki, działacze Sojuszu chcą rozdać Polakom 100 tys. książek. Pomysłodawcą akcji jest Włodzimierz Czarzasty, lider mazowieckiego Sojuszu, a prywatnie właściciel wydawnictwa Muza. To on wpadł na pomysł, by punktualnie o godz. 12 na ulicach wszystkich powiatowych miast na Mazowszu zacząć akcję bezpłatnego rozdawania książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Będą opatrzone nalepkami z książką i przekreślonym listkiem marihuany oraz hasłem „Książka zamiast marihuany".

REKLAMA
To oczywista aluzja do polityków Europy Plus Aleksandra Kwaśniewskiego i Janusza Palikota, którzy są zaangażowani w propagowanie legalizacji marihuany. Ruch Palikota legalizację ma w swoim programie i zrobił z tego trampolinę wyborczą. Po wyborach jego lider dwukrotnie zorganizował happeningi, podczas których udawał, że pali skręta z marihuany. Z kolei Aleksander Kwaśniewski jest zaangażowany w prace Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej, której celem jest doprowadzenie do depenalizacji posiadania narkotyków na własny użytek.”
Rozumiem, że towarzysz Czarzasty tak jest zajęty rozdawaniem książek, że nie ma czasu ich czytać. Pal sześć, że nie przeczytał moich: „Czy Marihuana jest z konopi?” i „Encyklopedia Polskiej Psychodelii”. Jednak, gdyby przeczytał niektóre książki autorów, których rozdaje, to by wiedział, że oni palili właśnie haszysz, czy marihuanę. A nawet brali opium i eter. Charles Baudelaire (Haszysz i wino), Verlaine, Teophiel Gauthier (Awatar), Oscar Wilde, Balzac, Flaubert, Victor Hugo, Dumas, Walter Scott dzieło pod tytułem Narzeczona z Lammemour napisał pod wpływem opium), Juliusz Słowacki Król Duch pod wpływem opium), Zygmunta Krasiński , Władysław Reymont (znawca i miłośnik opium), Kasprowicz, Miciński, Przybyszewska, Lem, Białoszewski i tysiące innych.
Cała akcja niby rozdawania książek jest typową manipulacją w starym komunistycznym stylu. Niby coś rozdajemy, ale tak naprawdę stoi za tym jakieś plugastwo i kłamstwo. Bo nie ma alternatywy: albo czytamy - albo palimy marihuanę. Bardzo często ci, którzy palili haszysz, napisali książki, które Czarzasty rozdaje z hasłem, które także przynajmniej w niektórych z tych autorów uderza.
Jestem ostatnim z ludzi, których można by posądzić o sympatię z Jarosławem Kaczyńskim. W jednym się z nim zgadzam: jest skandalem, że tacy ludzie jak Czarzasty stali się właścicielami wydawnictw państwowych (czytam właśnie wydana przez Muzę książkę Bolana Literatura faszystowska w obu Amerykach, przetłumaczona i zredagowaną wyjątkowo niechlujnie), a tacy ludzie jak bliski towarzysz towarzyszów Czarzastego i Millera Krzysztof Szamałek nadal się szamałogęszą. Ten ostatni wsławił się atakami na opozycyjne latające uniwersytet za komuny. Ja wiem, że Jacek Kuroń takim jak on wybaczył, bo on wybaczył wszystkim.
Uważam, że jest hańbiące, aby lewicowa partia nawoływała niby w szlachetny sposób do zwalczania marihuany. Można w kółko powtarzać, że w Polsce rocznie umiera 30 tys. ludzi od chorób alkoholowych a po marihuanie ani jedna. Że w Polsce na każdej ulicy są sklepy monopolowe, a hordy pijanych mężczyzn i kobiet dewastuje życie rodzinne i społeczne. To towarzysza Czarzastego nie interesuje. Nie interesuje go, że za 0,01 g suszu konopnego ludzie siedzą w więzieniach. Gdzie jego lewicowa wrażliwość na krzywdę społeczną? Rozumiem, że po uddanej akcji rozdawania książek i tępienia marihuany towarzysze siądą przy popiersiu Lenina i obalą kilka flaszeczek wódki, a potem rozjadą się do domów swoim mercedesami.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?