Kilka dni temu odbył sie pasjonujący pojedynek intelektualny w "Kropce nad i" Moniki Olejnik. Na ringu stanęli posłanka Kempa i prof. Krzemiński. Chodziło o najważniejszy w dzisiejszej Polsce problem: gender.

REKLAMA
Dziś każde dziecko już wie, że np. wielomiesięczne oczekiwanie na wizytę u onkologa czy innego specjalistę to żaden problem w porównaniu z diabelstwem zagrażającym polskiej katolickiej rodzinie nazwanej gender.
Czego dowiedzieliśmy się z platońskiego dialog między szefową Parlamentarnego Klubu do Zwalczania Gender a wybitnym profesorem socjologii? Przede wszystkim tego, że posłanka Kempa jest inteligenta. Podobnie jak profesor Krzemiński. Tak jak on jest również dzielna. Oboje są religijni. Ona jest na swój sposób piękna. Profesor Krzemiński też niczego sobie.
logo
Fot. Domena publiczna

Inteligencja, dzielność, piękno tak jak setki innych cech są przypisane zarówno kobiecie i mężczyźnie. Cechy te są typowo ludzkie. Inteligentne, dzielne i piękne nie są zwierzęta, rośliny, grzyby, kamienie, planety i gwiazdy. Nawet jeśli mówimy o naszym Azorku, że jest inteligentny, piękny i dzielny, to raczej jest to próba jego uczłowieczenia. On jako taki jest poza tymi ludzkimi cechami.
Co zatem odróżnia posłankę Kempę od profesora Krzemińskiego? A inaczej formułując pytanie co sprawia, że ona jest kobietą a on mężczyzną? Chodzi tu o definicję kobiecości. Jedna jedyna cecha. Posłanka Kempa może mieć dzieci. Cecha, która odróżnia kobietę od mężczyzny to rozrodczość. Profesor Krzemiński raczej dziecka nie urodzi. A posłanka Kempa i owszem.
Zastanówmy się czym jest rozrodczość. Nie jest to tak jak inteligencja, odwaga czy piękno cecha wyłącznie ludzka. Nie chciałbym posłanki Kempy obrażać ale cechę rozrodczości dzieli ona z gorylicami, szympansicami, sukami, maciorami, kotkami, lisicami, wilczycami. Kobietę od mężczyzny odróżnia cecha nieludzka, zwierzęca. W tym co ludzkie kobieta i mężczyzna są identyczni.
Św.Tomasz z Akwinu, XIII-wieczny teolog i filozof, intelekt, piękno i dobro uznał za istotne czyli przynależne do substancji człowieka. Idąc tropem jego myślenia, rozrodczość a zatem seksualność i tzw. biologiczna płeć do istoty człowieka nie należą. Są bowiem zwierzęce. Tomasz za Arytotelesem uważa je za przypadłości, czyli cechy związane z ludzką materią. Dlatego też Kościół uważa płód ludzki, który przez pierwsze tygodnie swego życia nie posiada jeszcze płciowych cech czyli nie jest ani chłopcem ani dziewczynką za człowieka.
Wyobraźmy sobie świat za lat pięćdziesiąt. Być może wtedy rozrodczości będzie się odbywała poza organizmem kobiety. Tak jak dzisiaj w procedurze In vitro dochodzić może do zapłodnienia poza organizmem kobiety. Co będzie wtedy cechą dystynktywna kobiety? Przecież piersi, macica, jajniki są uważane za cechy kobiece, bo służą rozrodczości. Powtarzam: kobietę definiuje się przez cechę jej rozrodczości.
Wszystkie episkopaty świata mogą przeciwko rozwojowi biotechnologii protestować i rzeczywiście kraje o chrześcijańskich korzeniach mogą powstrzymać badania nad przeniesieniem zwierzęcej rozrodczości w sztuczny obszar. Jednakże Chiny, Japonia czy Indie, gdzie dzisiaj przenosi się centrum świata niewiele będą sobie robiły z jeremiad następców arcybiskupów Hoserów i Michalików.
Ksiądz Oko oraz posłanka Kempa w swojej walce z gender często przyrównują gender do ateistycznej pseudonauki marksizmu. Chcę im jednak przypomnieć starą zasadę: chcesz poznać swojego wroga czytaj jego dzieła. Kiedyś wybitni profesorowe katoliccy, których byłem uczniem jak np. ksiądz profesor Kłósak czy ojciec prof. Krąpiec świetnie znali dzieła Marksa i marksistów.
Z tego co słyszę to posłanka Kempa zna jedynie uproszczone skróty i bryki z pewnych teorii. Podobnie ksiądz Oko, który w czwartkowej "Kropce nad i" całkowicie odwrotnie zinterpretował teorie czołowej feministki Judith Butler. Żaden z tych antygenderystów prawdopodobnie nie liznął nawet dzieł Nietzschego (bo od niego się to zaczyna, chociaż zalążki są już u starożytnych sofistów), Michaela Foucaulta, Derridy, Lacana, Moniki Wittig i wspomnianej Judith Butler.
Polecam im te lektury jak również Arystotelesa i Św. Tomasza z Akwinu. Dopiero wtedy posłanka Kempa będzie mogła zrobić profesorowi Krzemińskiemu wykład o gender. Sam chętnie na taki przyjdę.