Nieprawda – powie na przykład ten, kto w sobotę widział mnie w warszawskiej galerii BWA. A ja jednak będę się upierać – choćby po to, żeby móc napisać ten tekst. Otóż, nie mam wrażenia, że byłam przedwczoraj na wystawie. Owszem – weszłam, spojrzałam i wyszłam. Nie zawiesiłam oka. Nie było na czym. A przecież nie poszłam w ciemno, nawet się przygotowałam: poczytałam, wysłuchałam piosenki „The Changeling” (The Doors), która, co wiedziałam z zaproszenia kuratorskiego, została (z)użyta jako tytuł wystawy Krystiana TRUTHA Czaplickiego. Nic więcej nie napiszę o „The Changeling” TRUTHA, narzekać bowiem nie chcę, a chwalić nie mam czego.

REKLAMA
A jednak, przedwczorajsze rozczarowanie przypomniało mi zeszłotygodniowe rozczarowanie, a to znów odesłało mnie do wspomnienia innego niedawnego rozczarowania i tak oto zaczęłam się w niedzielę rano zastanawiać nad wystawą, sztuką, artystą, kuratorem i wszystkim tym, co się wiąże z ekspozycją działań artystycznych. Nie jest dobrze.
Przypominam sobie spotkanie, na którym doktoranci warszawskiej ASP poprosili Andę Rottenberg o zdefiniowanie tego, czym jest (czym mogłaby być) wystawa. Jeśli dobrze pamiętam, kuratorka odpowiedziała, że wystawa to nic innego, jak „obiekty sztuki (ale nie tylko) ułożone w danej przestrzeni, w określonym porządku, który powinien odzwierciedlać zamysł kuratora”. Z tego wynika, że stawką każdej wystawy powinno być „wprowadzenie obiektów sztuki w stan dialogu”. I nie chodzi wcale o napięcie, jakie mogą wytworzyć wystawiane obiekty, ale także o przestrzeń, w którą te obiekty zostają wprowadzone oraz czas potrzebny na zapoznanie się z nimi. Proszę zauważyć, że zaproponowana definicja jest bardzo szeroka – nikt nie powinien się poczuć ograniczony i wykluczony, prawda? Są obiekty (przynajmniej dwa – zdaniem Rottenberg, do prezentacji jednego dzieła jednego artysty kurator nie jest specjalnie potrzebny), jest przestrzeń (co istotne, wcale nie musi być to przestrzeń zamknięta) i już można pomyśleć o wystawie. Można. Tylko po co?
Myślę sobie, że koncept, pomysł, gest to jeszcze ciągle za mało, żeby mówić o dziele sztuki. Jasne, popularne współcześnie określenia „praca”, „obiekt, „akcja” i „projekt” mocno osłabiają oczekiwania publiczności i zwalniają artystę czy kuratora z wszelkich powinności, lecz jednocześnie wprowadzają w obręb i obieg sztuki zjawisko, jak sądzę, wysoce niepożądane – nudę. Sugerowałabym zatem ostrożność i dystans wobec nienowej już wcale maniery. Rzecz jasna, nie mam nic przeciwko akcjom czy interwencjom w przestrzeni publicznej, gestom artystycznym, pracom konceptualnym, a nawet estetyzowanej (auto)biografii będącej dziełem i zastępującej (nieobecne) dzieło. Jednakowoż to wszystko ma sens pod jednym, aczkolwiek niezbywalnym warunkiem, którym jest - że odwołam się do starej kategorii - styl. A stylu ostatnio… jak na lekarstwo. Niesłusznie! Styl może więcej niż cokolwiek innego! Może na przykład zapełniać puste, wydrążone z sensu czy wartości miejsca. Powiedzmy, że będą to te miejsca, w których nie dają rady rozum, wiedza, wiara, pragnienie, kultura, nauka i w ogóle wszelkie formy obiektywizacji tego, co jest. Tylko za pomocą stylu można wyrazić niewyrażalne, przedstawić to, co niestrudzenie wymyka się reprezentacji, doświadczyć niepojmowalnego oraz skonfrontować się z niepoznawalnym. Jeśli mogę mieć jakiś postulat wobec tych, którzy próbują działań artystycznych w rzeczywistości – jak sądzi wielu – marnej i płynnej, to życzyłabym sobie powrotu stylu. Tym bardziej, że nie jest to kategoria nowa, ograniczona czy ograniczająca. Celowo nie podaję żadnej z licznych i nierzadko świetnych (prób) definicji, by nikt nie pomyślał, że mam przyciasną wizję sztuki przyszłości, w obrębie której mogłoby zabraknąć dla kogoś miejsca.
Najpierw było zbyt gorąco, potem przez tydzień padało. Wakacyjna nuda, a tworzyć, działać, otwierać, zamykać, pisać i czytać trzeba. Okoliczności zdecydowanie nie sprzyjają stawianiu ciekawych pytań. Szczerze mówiąc, mnie też się nie chce. Sobotni wernisaż mogłabym zbyć milczeniem – to prawda. Wysiliłam się jednak przy niedzieli na nudny, generalizujący i generalnie nic nie wnoszący tekst o sztuce. Drodzy artyści, drodzy kuratorzy, jakie pytania, takie odpowiedzi.