Kadr z filmu "Love Songs" Wilhelma Sasnala dostępnego online w Filmotece Muzeum Sztuki Nowoczesnej
Kadr z filmu "Love Songs" Wilhelma Sasnala dostępnego online w Filmotece Muzeum Sztuki Nowoczesnej http://www.artmuseum.pl/filmoteka/?l=0&id=1249

2 marca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie odbyło się spotkanie z Józefem Robakowskim (artystą sztuk wizualnych, profesorem PWSTViT w Łodzi, wybitnym twórcą filmów artystycznych), który wraz z Łukaszem Rondudą przedstawił stworzoną (a raczej ciągle jeszcze tworzoną) i właśnie udostępnioną w sieci Filmotekę Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

REKLAMA
Filmoteka – jak czytamy na stronie – stanowi „projekt cyfryzacji oraz udostępniania wybitnych filmów tworzonych przez artystów polskich z pola sztuk wizualnych w XX wieku i na początku XXI wieku”. Warto zauważyć, że celem projektu, nad którym kuratelę sprawuje Łukasz Ronduda, jest nie tylko udostępnienie i propagowanie sztuki wideo, ale przede wszystkim profesjonalna opieka nad filmami artystycznymi, którym – z tegoż powodu, że powstały w amatorskich i pozainstytucjonalnych warunkach – grozi niszczenie oraz zniknięcie ze świadomości (należy bowiem pamiętać, że filmy te istnieją wcale nierzadko w formie pojedynczej, za to intensywnie eksploatowanej kopii). Zysk artystów polega więc na tym, że ich dzieła zostaną obdarzone możliwością „dłuższego trwania”, bowiem w ramach projektu Muzeum wytworzy ich „wysokiej jakości kopie cyfrowe, które będą następnie przechowywane za pomocą odpowiedniej, specjalnie w tym celu powołanej infrastruktury technicznej”. Jeśli natomiast chodzi o zysk szeroko pojętego odbiorcy kultury współczesnej (czyli po prostu o zysk nas wszystkich), to sprawa jest naprawdę niezwykłej wagi. Oto każdy szanujący się internauta rozsiada się teraz wygodnie we własnym fotelu (z kawą czy bez) i z tej pozycji (jak również z możliwością przerywania projekcji w dowolnym momencie, powtarzania w nieskończoność fragmentów szczególnie intensywnych czy frapujących) ogląda po wielokroć i analizuje dzieła najlepszych. Wszak Filmoteka zbiera prace, które dotychczas funkcjonowały w przestrzeni dość zawężonej czy nawet ekskluzywnej (muzea, galerie, instytucje kulturalne) i nierzadko – po jednokrotnym czy kilkukrotnym pokazie – nie były już więcej dystrybuowane.
Aktualnie w dostępnym w sieci archiwum znajduje się około 400 filmów (docelowo ma być ich 1500), a wśród nich znajdziemy urokliwe wideo Love Songs Wilhelma Sasnala, kultowy film Idę Józefa Robakowskiego, czy This Is What I Leave You after Myself Krzysztofa Tchórzewskiego – unikatowy dokument z podparyskiego atelier Aliny Szapocznikow (film powstał po śmierci artystki, tuż przed likwidacją jej pracowni). To jednak nie wszystko. Filmoteka gromadzi prace Akademii Ruchu, Pawła Althamera, Grupy Azorro, Janusza Baładygi, Mirosława Bałki, Anny Baumgart, Oskara Dawickiego, Zuzanny Janin, Tomasza Kozaka, Katarzyny Kozyry, Zofii Kulik i Przemysława Kwieka, Zbigniewa Libery, Natalii LL, Anny Molskiej, Ewy Partum, Andrzeja Pawłowskiego, Pracowni Dziekanka, Tomasza Sikorskiego, Zdzisława Sosnowskiego, Artura Żmijewskiego, Alicji Żebrowskiej, a także Tadeusza Kantora (Somnambulicy z 1958 roku – film zrealizowany wespół z Mieczysławem Waśkowskim) czy wspomnianych wyżej Robakowskiego i Sasnala. Rzecz jasna, to ciągle jeszcze nie wszystko: są tam zarówno klasycy gatunku (np. Zygmunt Rytka, Ryszard Waśko, Paweł Kwiek, Zbigniew Rybczyński, Wojciech Bruszewski), jak i artyści, którzy z tradycji polskiego filmu artystycznego czerpać już mogą całymi garściami (np. Wojciech Bąkowski, Joanna Rajkowska, Norman Leto).
I znów mogłabym powtórzy, że to jeszcze nie wszystko (po resztę odsyłam jednak na stronę). Zapraszam, bo bez tych filmów nie można mieć pełnego wyobrażenia o sztuce wizualnej w XX i XXI wieku. Zachęcam, bo to prawdziwa przyjemność. I cieszę się, że robię to trochę poniewczasie – tuż bowiem po uruchomieniu internetowego archiwum znajomi (oraz znajomi znajomych) zaczęli wklejać (gdzie się da), publikować (co się da), udostępniać (najbardziej poruszające) i komentować (co bardziej trącące myszką). W kilka dni po udostępnieniu zbiorów Filmoteka Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie mogła pochwalić się wcale bogatym życiem (wewnętrznym i zewnętrznym). I jeśli coś w tym projekcie zgrzyta, to krytyczne komentarze towarzyszące poszczególnym pracom. Moja rada: nie czytać, oglądać. Zapomniałbym! Zbiory udostępnia się nieodpłatnie. Taka gratka zupełnie gratis.