Andrzej Turowski kończy posłowie do swojej ostatniej książki (będącej zresztą częścią projektu artystycznego Anny Baumgart) słowami: „W istocie «Parowóz dziejów» nie jest rozprawą naukową, a film «Zdobywcy słońca» historycznym dokumentem.
REKLAMA
Nie są też fikcją literacką i filmową, bo odnoszą się do rzeczywistych wydarzeń. Taka też jest właściwość nieostrych marginesów, na których nasza historia się rozgrywa”. Zgadam się. Nie są to ani prace historyczne, ani fikcje literackie/artystyczne. Jest to dyptyk składający się z pracy wideo „Zdobywcy słońca” Anny Baumgart oraz książki „Parowóz dziejów” Andrzeja Turowskiego, który można nabyć w księgarniach albo obejrzeć – jako wystawę – w łódzkim Atlasie Sztuki (ekspozycja dostępna do 29 kwietnia). „Naszą pracę potraktowaliśmy w efekcie jako jedną instalację. Tutaj tekst i obraz mieszają się we wspólnej przestrzeni wyobrażeniowej konkretyzowanej określonym miejscem, gdzie się spotykają w trakcie wystawy, wieczoru autorskiego czy seansu filmowego. A może indywidualnej lektury książki i filmu. Trudno je od siebie oddzielić. Mimo że książka i film powstały niezależnie, to sytuują się na skrzyżowaniu gatunków, które wydają się reprezentować” – wyjaśnia Turowski, historyk sztuki.
Gatunki się krzyżują, konwencje mieszają, fikcja współtworzy rzeczywistość świata przedstawionego, fakty zdają się być niezaprzeczalne (co nie znaczy wcale, iż wystarczające).
Film i książka nie stanowią zatem tego samego (z okładki dowiadujemy się, że można je czytać i oglądać oddzielnie, choć sprzedawane są wspólnie) i – jakby tego było mało – każda z prac na własną rękę jest nieoczywista, pokomplikowana, złożona, pogmatwana. Całość (jaka całość, skoro autorzy co rusz wskazują na heterogeniczność, osobność i wsobność swoich prac?) zdaje się być pikantną potrawą, w której pesto próbuje przyćmić cynamon, ale nie bardzo wiadomo, jak to jeść razem, gdyż makaronu zwyczajnie brak.
Film i książka nie stanowią zatem tego samego (z okładki dowiadujemy się, że można je czytać i oglądać oddzielnie, choć sprzedawane są wspólnie) i – jakby tego było mało – każda z prac na własną rękę jest nieoczywista, pokomplikowana, złożona, pogmatwana. Całość (jaka całość, skoro autorzy co rusz wskazują na heterogeniczność, osobność i wsobność swoich prac?) zdaje się być pikantną potrawą, w której pesto próbuje przyćmić cynamon, ale nie bardzo wiadomo, jak to jeść razem, gdyż makaronu zwyczajnie brak.
Mniejszy mam kłopot z „Parowozem dziejów” Turowskiego. Książka stanowi próbę rekonstrukcji historii legendarnego pociągu agitacyjnego, który w swoich czasach miał przywieść z Moskwy do Berlina nową sztukę, nowe idee, rewolucję (a właściwie: rewolucję, nowe idee, trochę sztuki). Szczęśliwe, rekonstrukcja ta nie udaje, że jest czymś więcej, niż w rzeczywistości jest: owszem, to próba całości, ale – jak przystało na kryminał, sensację czy dziełko detektywistyczne – gmatwa wszystko po to, by w końcu rozsupłać wątki, tudzież gwałtownie je przeciąć (a Turowski, przyznaję, tnie w finale z rozmachem, ale pięknie i przekonująco). Czytelnik ma świadomość tego, że ubytki wynikające z wybrakowanych dokumentów, zamkniętych archiwów oraz ułomnej pamięci ludzkiej są tutaj uzupełniane fikcją, fałszywką, falsyfikatem (bo taki właśnie status mają niektóre zdjęcia czy „paczka obwinięta gazetą”, którą przyniósł niejaki Jurij). Narracja Turowskiego demaskuje nie tylko iluzoryczny charakter wielkich przedsięwzięć polityczno-propagandowo-artystycznych (przypadek złudnych marzeń Malewicza czy Strzemińskiego), ale także obnaża wszechobecny w nowoczesności (zarówno w sztukach awangardowych, jak w dyskursie naukowym czy pisarstwie modernistycznym) „głód realności”. Na ów głód dość długo odpowiadano wytwarzaniem różnorakich „efektów realności” (określnie Rollanda Barthesa doskonale zresztą oddaje istotę „Parowozu dziejów”). Z kolei pozory postulowanej realności współtworzyły używane często zupełnie bezkrytycznie – wręcz fetyszyzowane (tak przez badaczy, instytucje, jak i przez publiczność) – źródła, dowody, rozmaite dyskursy, ideologie, metanarracje, prawa czy „prawdy” (historyczne, naukowe, obiektywne). Nie sposób współcześnie wierzyć w istnienie prawdy niezabarwionej fikcją czy też czystej fikcjonalności (choć z drugiej strony wszechpotężne media masowe nieodmiennie bazują na nowoczesnych wzorcach i modelach uprawiania oraz popularyzowania nauki). Przyjmijmy jednak, że oba porządki fikcji i – chcemy czy nie – zawsze występują wspólnie: jednocześnie się dopełniają i znoszą, wzajemnie podważają się. To zaś powoduje, że tzw. dyskursy naukowe, nagie fakty, twarde dane, epokowe odkrycia czy wynalazki nie zaspokajają rzeczonego głodu, co więcej, nieustannie podsycają kompulsywne i samonapędzające się obżarstwo. W efekcie, z realnością jest tak, że albo czujemy jej nie dosyt, albo przeciwnie – przesyt. Nic pomiędzy. „Historia pozbawiona wyraźnego rozróżnienia na fakty i fikcje, znalazła się w obliczu trudnej świadomości, konfrontującej nasze doświadczenie z nieznośnym «głodem realności», doskwierającym ongiś uczniom Julia Jurenity, a dzisiaj stawiających nas wobec pustki realnego, tym przeklętym źródłem sztuki i wiedzy” – pisze Turowski. Autor „Parowozu dziejów” zna miejsce, z którego mówi, dlatego jest w stanie unieść tę niemożliwą w gruncie rzeczy historię do końca: „Między przyszłością a przeszłością, wyłaniającą się z mojej opowieści istnieje jednak czarna dziura, jakiś brak, jakaś utrata – powodujące, że ta i tamta historie są pełne melancholii w obliczu nieistnienia fundującego ją źródła i ostatniego celu. W istocie braku rzeczywistości pochłoniętej grą faktów i fikcji”. Andrzej Turowski opowiada historię prawdopodobna, choć nieprawdziwą, a powoduje nim, jak sądzę, słońce (czarne słońce). Miłośnicy literatury mrocznej mogą być ukontentowani – zwłaszcza, jeśli nie przeszkadza im brak redakcji (wielkim nieobecnym w tej historii jest także – co tu dużo mówić – redaktor tekstu).
Jeśli zaś chodzi o „Zdobywców słońca” – film Anny Baumgart, powiem tylko tyle, że pociąg agitacyjny udał się wręcz wybornie! Artystka podchodzi do zgromadzonych materiałów bezkrytycznie, a przy tym miesza ze sobą fakty, fikcje, mity, wypowiedzi ekspertów z narracją Andrzeja Turowskiego, który zresztą przeistacza się w jej obrazie z badacza w detektywa. Wszystko to razem rzeczywiście tworzy pociąg agitacyjny – wielką machinę propagandową, która w finale musi ulec unicestwieniu. Pociąg Baumgart to bowiem nic innego, jak bomba z opóźnionym zapłonem, którą tworzy muzyka, słowo, obraz, Majakowski z Chlebnikowem, Malewicz, Strzemiński i Kobro, opera „Zwycięstwo nad słońcem”, epokowy obraz „Czarny kwadrat”, Florian Nowicki w roli nauczyciela gry na pianinie i protesty „Oburzonych” zastawione z wystąpieniami awangardowych artystów z czasów rewolucji, do tego jeszcze Partia, Lenin, służby specjalne, szpiedzy, rewolucjoniści, komuniści, artyści, Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Kto ma ochotę zobaczyć, jak to razem gra (a ostatecznie zgrywa się i przepada), ten powinien obejrzeć wideo współprodukowane przez warszawski lokal_30.
Jeśli jednak ktoś woli odrobinę dystansu oraz krytyki, tego zapraszam do lektury książki Andrzeja Turowskiego. Historyk nie zatrzymuje prowadzonego przez siebie pociągu na stacji Koluszki. Owszem, także i on go ostatecznie spopiela, lecz czyni to w imię historii alternatywnej, w której spreparowane „efekty realności” zostają w końcu zdekonstruowane (a wraz z nimi krytyce podlegają rewolucyjne sny, mity, utopie, idee): „Muzeum Sztuki Nowoczesnej – konkluduje Turowski – jest fizyczną prawdą, której inicjującym powodem było marzenie awangardy o społecznej roli sztuki, której dzieła składały się na międzynarodową kolekcję. Widziana z przyszłości historia tego muzeum nowoczesnych dziejów lewituje wokół wraku spopielonych wagonów. Ruiny modernistycznych mitów”.
Prezentacja projektu:
- Anna Baumgart „Zdobywcy Słońca” & Andrzej Turowski „Parowóz dziejów”
Muzeum Sztuki Nowoczesnej/Kinomuzeum, projekcie i konferencja – 9 lutego 2012,
- Atlas Sztuki, wystawa czynna od 9 do 29 marca 2012,
- uqbar/Berlin, wystawa czynna od 31 marca do 12 maja 2012,
- Anna Baumgart „Zdobywcy Słońca” & Andrzej Turowski „Parowóz dziejów”
Muzeum Sztuki Nowoczesnej/Kinomuzeum, projekcie i konferencja – 9 lutego 2012,
- Atlas Sztuki, wystawa czynna od 9 do 29 marca 2012,
- uqbar/Berlin, wystawa czynna od 31 marca do 12 maja 2012,
współpraca:
- lokal_30/Agnieszka Rayzacher, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej,
www.lokal30.pl
- http://artmuseum.pl/wydarzenie.php?id=Kinomuzeum
- http://projectspace.uqbar-ev.de
- lokal_30/Agnieszka Rayzacher, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej,
www.lokal30.pl
- http://artmuseum.pl/wydarzenie.php?id=Kinomuzeum
- http://projectspace.uqbar-ev.de
