Kiedy rozmawiam z osobą prowadzącą - czy to duży, czy to mały - biznes internetowy, staram się dopytywać o plany na przyszłość. Często też o plany dotyczące ewentualnej ekspansji zagranicznej. W tym momencie słyszę zaś niestety odpowiedzi w formie pytań. Ale po co? Ale gdzie? Przecież Polska wystarczy…

REKLAMA
Kiedy rozmawiam z osobą prowadzącą - czy to duży, czy to mały - biznes internetowy, staram się dopytywać o plany na przyszłość. Często też o plany dotyczące ewentualnej ekspansji zagranicznej. W tym momencie słyszę zaś niestety odpowiedzi w formie pytań. Ale po co? Ale gdzie? Przecież Polska wystarczy…
Z tymi dwoma pytaniami przychodzi mi się zmierzyć niemal przy każdej jednej rozmowie na temat wychodzenia ze swoim biznesem poza granice kraju. Dziś postaram się zmierzyć z pierwszym z nich.
Ale po co?
Skala
Bartek Gola przy okazji prelekcji na jednej z branżowych konferencji przedstawił dość ciekawą tezę. Tezę, z którą ciężko byłoby mi się nie zgodzić. Jakoby polskie biznesy internetowe skazane były na bycie niszowymi. Hmm... faktycznie. Zgadzam się z tym w zupełności. Giganci z zagranicy - o ile jeszcze ich w Polsce nie ma - za chwilę na nasz rynek wejdą. Pojawią się tu ze swoim ogromnym doświadczeniem, renomą i - chyba przede wszystkim - nieporównywalnie większym budżetem marketingowym. Z takimi firmami bardzo ciężko będzie nam konkurować. Bardzo często w wyniku takiej właśnie rywalizacji zostaniemy "strąceni" do niszy. O ile nie umieścimy się w niej sami odpowiednio wcześniej.
Weźmy pierwszy z brzegu czysto hipotetyczny biznes internetowy… niech nim będzie aplikacja do zarządzania projektami. Niech to będzie aplikacja do zarządzania projektami w stosunkowo mało popularnej metodologii jaką jest kanban. Ilu z Was słyszało o kanbanie? (…) Powiedzmy, że około 10 tysięcy. Ilu z Was używa kanbana? 2 tysiące. Ilu z Was korzysta z narzędzi internetowych do zarządzania projektami w tej metodologii? Tysiąc. Ilu byłoby w stanie zapłacić za takie narzędzie? Połowa. Ilu byłoby w stanie zapłacić tyle, ile twórcy tegoż narzędzia chcieliby za taką aplikację otrzymać? Pewnie połowa z tej połowy. Ilu więc mamy klientów? 250. A jest to pewnie dość optymistyczne założenie.
A co jeśli rozwiniemy naszą usługę? Jeśli dodamy do niej parę nowych, znakomitych funkcjonalności, zainwestujemy w marketing. Ilu wtedy będziemy mieli klientów? Zapewne dalej 250. Dlaczego? Bo nasza nisza już się skończyła. Nie jesteśmy w stanie pozyskiwać kolejnych klientów. Lista potencjalnych użytkowników już się skończyła. Co by musiało się stać, aby rozwinąć biznes jeszcze bardziej? Kanban musiałby zyskać na popularności. A kolejni użytkownicy musieliby chcieć płacić za naszą usługę. Bardzo prawdopodobne? Raczej nie.
A teraz wyobraźmy sobie, że poza naszą Polską, kierujemy ten sam produkt, tę samą usługę, na kolejne rynki. Dajmy na to do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Australii. Wszędzie tam możemy się porozumiewać w języku angielskim. O ile poszerza się grono potencjalnych klientów? O kilka tysięcy procent. Realne? Jak najbardziej.
A większe grono potencjalnych klientów, to szansa na większe grono płacących klientów. Zaś większe grono płacących klientów, to większy przychód i - miejmy nadzieję - większy zysk dla naszej firmy.
Mentalność
Każdy niemal człowiek na świecie ma inną mentalność. A już na pewno ludzie różnej narodowości mają inną mentalność. A różna mentalność, to też często inne podejście do tych samych spraw, inne spojrzenie na to samo.
Spójrzmy na takich Czechów. Niby podobny kraj do naszego. W pewnym sensie łączy nas historia, mamy podobny język, wspólną granicę. Razem jesteśmy w Unii Europejskiej, w Strefie Schengen, itd. Niby powinniśmy być bardzo do siebie podobni. A jednak nie jesteśmy. Mamy inną mentalność. Na inne sprawy zwracamy uwagę. Na inne rzeczy pozwala nasze prawo. Różnimy się pod kątem religijności. Na innym etapie "rozwoju cywilizacyjnego" jesteśmy.
Ciekawym przykładem na pewno też jest branża płatności internetowych. Jaka jest najpopularniejsza metoda płatności na świecie? Karty płatnicze. Zarazem też jest to metoda najbezpieczniejsza i dająca najwięcej możliwości. A jaka jest najpopularniejsza metoda płatności w Polsce? Przelewy. Bardziej lub mniej zautomatyzowane, ale wciąż - tylko - przelewy. Dlaczego? Zapewne dlatego, że kiedyś jakiś Polak powiedział innemu Polakowi, że karty są be. I tak już zostało. To weszło nam w krew. Taka polska mentalność.
Zapotrzebowanie
Jest sobie pewien serwis internetowy o nazwie ElectionMall. Konkretniej pewna platforma internetowa. O ile dobrze pamiętam - stworzona przez kilkoro ludzi z Indii, którzy od razu po jej wytworzeniu poszukali szczęścia w Stanach. I tam je też odnaleźli. Platforma - w telegraficznym skrócie - pomaga wygrać wybory. Zbierają datki, publikują newsy, wspierają marketing internetowy, sprzedają różnego rodzaju gadżety, itd.
Spójrzmy zaś teraz na realne zapotrzebowanie na tego typu produkt w Polsce. Abstrahując od tego czy byłoby to w ogóle w Polsce legalne, czy też nie… kiedy mamy w Polsce wybory? Średnio co 2 lata. Czasem częściej, czasem rzadziej (np. jeśli któregoś roku przyjdzie nam zagłosować kilka razy, przez kilka kolejnych lat nie będziemy musieli chodzić do urn). Kiedy mielibyśmy więc klientów na nasz produkt? Raz na 2 lata. Ilu takich klientów? Kilku, może kilkunastu. Jakie perspektywy na zwiększenie liczby klientów? Stosunkowo niewielkie. Mało prawdopodobne, że któregoś razu oprócz istniejących partii politycznych, pojawią się też kolejne, które to będą chciały zainwestować duże pieniądze w naszą platformę.
Rozwiązanie? Pojawić się z platformą również i na innych rynkach. Najlepiej od razu w takich krajach, w których wybory odbywają się w innych terminach. Więcej partii potencjalnie zainteresowanych usługą, większa częstotliwość wyborów. Zapotrzebowanie wzrasta.

Jeśli mamy świetną usługę, w którą wierzymy, a która to nie sprzedaje się w Polsce... to na pewno oznaczać nie musi nieuchronnej śmierci naszego biznesu. Na pewno oznaczać to też nie musi zbliżającego się pivotu. Jeśli wiemy, że produkt jest wart swojej ceny, a mimo to nikt w Polsce nie chce za niego zapłacić, to najprawdopodobniej źle dobraliśmy rynek zbytu. Inny kraj to inna mentalność, inne zapotrzebowanie, inne regulacje, inna świadomość, inne potrzeby, inne problemy do rozwiązania. A do tego efekt skali, który umożliwi nam zwiększenie przychodów. Nic tylko próbować.

Teraz więc pozostaje pytanie… gdzie? Ale o tym niedługo.

Z pytaniami po co i gdzie przyszło mi się również zmierzyć podczas wystąpienia na tegorocznej internetBeta w Rzeszowie. Moją prezentację znajdziecie tutaj.
-
Znajdziesz mnie też na KarolZielinski.pl oraz (biznesowo) na KarolZielinski.com