Liczba konkursów startupowych w Polsce rośnie w sposób wręcz nieprawdopodobny. Przyjrzyjmy się więc temu, kto je wygrywa. Na przykładzie jednego stosunkowo niedawnego, w którym to miałem przyjemność pełnić rolę mentora.

REKLAMA
Projekty były na różnych etapach rozwoju. Część z nich była jedynie pomysłem, który - według ich twórców - ma szansę przeistoczyć się w coś dużego. Inne były już działającymi produktami.
Wygrywają ci, którzy najlepiej zaprezentują swój projekt
W przeciwieństwie do zawodów sportowych, tu niekoniecznie wygrać musi najlepszy. A przynajmniej niekoniecznie najlepszy pomysł (choć nie przeszkadza posiadanie takowego). Nie musi wygrać ten najbardziej innowacyjny, czy też nawet ten, który - zdaniem autora - przyniesie najwięcej pieniędzy. Wygra ten, który zostanie najlepiej zaprezentowany.
Przeważnie w jury siedzą osoby bardziej lub mniej powiązane z branżą inwestycyjną. Podczas kilkuminutowej prezentacji startupowca, w jego przemówieniu doszukują się takich elementów jak: co to za projekt? po co w ogóle go robić? czy już coś takiego istnieje? jaka jest konkurencja? czym chcemy się wyróżnić? na czym będziemy zarabiać? ile pieniędzy potrzebujemy?
Jeśli odpowiemy na te pytania; a do tego będziemy pewni siebie - zostaniemy zapamiętani.
Wygrana nie zależy od modelu biznesowego
Podczas "gali" rozdania nagród, do autora wyróżnionego projektu trafiła uwaga od jury: "przemyśl, popracuj nad swoim modelem biznesowym". Czemu więc wyróżnienie w konkursie biznesowym otrzymał projekt, którego model biznesowy pozostawia wiele do życzenia? Bo autor potrafił sprzedać siebie i swoją wizję (mimo, że jeszcze nie wiedział jak tę wizję spieniężyć). Potrafił wzbudzić zaufanie. Potrafił opowiedzieć kim jest i przede wszystkim jaką potrzebę ma zamiar zaspokajać. Potrafił powiedzieć (przy tym w to wierząc), że dzięki jego usłudze, będzie taniej i łatwiej. Że do tej pory nikt tego nie robił tak, jak on chce to zrobić. Że obie strony "transakcji" skorzystają na projekcie.
To wystarczyło.
Projekt musi dać się zrealizować
W konkursie brała udział osoba, mająca ciekawy pomysł na rozwiązanie pewnego modowego problemu wielu kobiet na całym świecie. Siedzące obok mnie dziewczyny, słuchając przemówienia - wykazywały szczerze zainteresowanie skorzystaniem z narzędzia. Słowem: jest potencjalny rynek zbytu. Pomysł był dobry, stosunkowo łatwo skalowalny. Prezentacja niezła. Aż do momentu, gdy autorce pomysłu przyszło odpowiedzieć na pytanie: ale czy to jest w ogóle możliwe? czy da się to zrealizować tak, aby dobrze działało? Odpowiedź była następująca: "nie wiem, ale chyba tak". Czy Wy, jako inwestorzy, powierzylibyście swoje pieniądze osobie, która nie tylko nie wie, czy projekt da się zrealizować, ale nawet nie do końca wierzy w to, że się da? Nie wydaję mi się.
Nie jest ważne, czy masz działającą usługę, czy tylko pomysł na nią
We wspomnianym konkursie wygrał projekt działający w 50-60%. Drugie miejsce zajął pomysł na usługę. Wyróżnienie dostał projekt, który już w części działał, ale jeszcze nie spełniał swojej podstawowej funkcji (a do tego nie miał jeszcze poukładanego modelu biznesowego).
Nie musisz więc mieć (jeszcze) startupu, aby konkurs startupowy wygrać.
To jest tylko konkurs. Tutaj jeszcze nikt nie decyduje się na powierzenie Tobie swoich pieniędzy. Osoba z jury może więc ponieść nieporównywalnie większe ryzyko i wybrać (zainwestować w) coś, co jest tylko pomysłem w głowie.
Nie bój się networkingu
W trakcie trwania networkingu - już po konkursie - zostałem zaczepiony przez jednego z uczestników. Zaprosił mnie do obejrzenia swojego projektu z bliska. Podszedłem i zobaczyłem coś, co nie miało prawa nie wygrać. Projekt będący połączeniem hardware'u z software'em. Projekt realizowany przez dwóch młodych zapaleńców. Projekt, który już działał. Działał dobrze. Był przemyślany. Projekt mający szanse zawojowania swojej niszy rynkowej.
A mimo to nie wygrał konkursu, bo… po jego prezentacji w życiu nie użyłbym tych słów, co powyżej. Po prezentacji ja (jak i zapewne większość ludzi na sali) nie wiedziałem czym w ogóle jest ten projekt, co ma robić, do kogo ma trafiać, czym się wyróżniać. Był tylko kolejną usługą, nie wyróżniającą się niczym szczególnym wśród już działającej konkurencji.
Networking daje szanse na dopowiedzenie, a często też na opowiedzenie czegoś od nowa. A przede wszystkim… daje szanse na poznanie nowych ludzi. Szkoda z takiej szansy nie skorzystać.
-
Znajdziesz mnie też na KarolZielinski.pl oraz (biznesowo) na KarolZielinski.com