O autorze
Katarzyna Błażejewska - mama dietetyczka, absolwentka dietetyki na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym i Psychodietetyki na SWPS. Od lat związana z warszawskim convivium Slow Food. Wyznaję zasadę, że jedzenie powinno stanowić źródło zdrowia oraz przyjemność. Dlatego ważna jest dobra jakość produktów, najlepiej sezonowych, regionalnych i naturalnych.

W młynie u Państwa Babalskich

Wojciech Babalski Katarzyna Błażejewska
Wojciech Babalski Katarzyna Błażejewska
Wczoraj wybrałam się z Mamą do ekologicznego gospodarstwa Pana Mieczysława Babalskiego, który zajmuje się uprawą starych odmian zbóż oraz ich przetwórstwem. Zwiedziłyśmy młyn, zobaczyłyśmy jak się robi kasze i makarony, otręby oraz płatki owsiane. Niezmiernie ciężko ubrać to wszystko w słowa – bez prezentowania zapachów, bez możliwości przesypania ziaren w palcach i posmakowania świeżych – suszących się płatków owsianych – ale spróbuję.



I nagle okazuje się, że cała dietetyka jest taka „prosta”, nieskomplikowana, naturalna - że aż zachwyca.


Obok pomieszczeń w których jest młyn, robi się kasze - są kury, które dostają świeżutkie ziarna. Chodzą w kurniku po miękkim dywanie z łusek zbóż. Razem z nimi żyją perliczki – które krzycząc odstraszają drapieżniki i uprzedzają o niebezpieczeństwie. W kurniku jest kilka kogutów – każdy ma swoje kurze stadko. Dwa z nich wybitnie się nie lubią. Gdy perliczki widzą, że owe koguty zbliżają się do siebie, nadbiegają z krzykiem i rozdzielają samce. W tym czasie nioski siedzą w kurniku, mają specjalne miejsce do znoszenia i wysiadywania jaj. Pod jednym z krzaczków jest popiół – „kąpiel” w nim zabija wszystkie drobnoustroje z piór ptaszków. To z całą pewnością szczęśliwe kury.


Zdjęcia jajek które dostałam nie oddają w pełni ferii barw. Są one jak gotowe na Wielkanoc pisanki:


To najmniejsze i najciemniejsze to jajo bażanta. Zielone (!) oraz białe są od zielononóżek. A te z ciemniejszą skorupką to jajka perlicze – przyda się młotek do ich rozbicia.


Pytanie o to czy jeść gluten czy nie nabiera w takim miejscu zupełnie innego znaczenia. Wraz z intensyfikacją i nasileniem produkcji zbóż doszło do ograniczenia ilości uprawianych gatunków i promowania tych odmian, które są najbardziej płodne, wydajne i mają najwyższe parametry technologiczne. Prowadzi to do „rozcieńczenia” zawartych w ziarnie składników odżywczych, napuchniętych i pędzonych ziaren, które z kolei aż kipią od glutenu. Optymalny zbiór to około 5 ton pszenicy z hektara – w przemysłowych uprawach wynik ten da się nawet podwoić. Pamiętam szał jaki nastał jakieś 6-7 lat temu na orkisz! Jakby odkryto Amerykę. A to przecież stary gatunek pszenic jak samopsza, płaskurka i pszenica zwyczajna. Odmiany te nie wymagają stosowania specjalnych preparatów nawozowych, oprysków – prawidłowo rosną uprawiane w konwencjonalny sposób. Co za tym idzie ich skład jest bardziej zbilansowany, naturalny dla naszego przewodu pokarmowego i są tym – czym zboża powinny być – podstawą zbilansowanej zdrowej diety, głównym źródłem węglowodanów złożonych, które odżywiają przede wszystkim nasz mózg.


Zdrowa dieta to dieta różnorodna – każdy produkt ma trochę inny skład dlatego dbając o jak najszerszy wybór produktów zmniejszamy ryzyko wystąpienia niedoborów składników. Jak to osiągnąć? Nawet wybierając zboża – w tym pszenicę – korzystajmy z różnych jej odmian. Przecież kiedyś jadaliśmy tysiące gatunków roślin.

Z całego serca polecam sklep z opisywanymi produktami www.tobio.pl