Czasy się zmieniają… - mawiała moja babcia. I rzeczywiście, jako ślubna konsultantka z niemal 8-letnim doświadczeniem mam okazję na co dzień obserwować pewne obyczajowe zmiany. Nadal organizuję śluby i wesela dla dwudziestokilkulatków, którzy w zasadzie dopiero rozpoczynają swoje dorosłe i samodzielne życie, jednak coraz częściej na pierwsze małżeństwo decydują się pary starsze. To trzydziesto- i czterdziestolatkowie, którzy w młodości postawili na rozwój zawodowej kariery, która dzisiaj ustabilizowana pozwala im się skupić na życiu rodzinnym. Dopiero po kilku latach szczęśliwego związku decydują się na jego legalizację, często mając już dzieci. Oni w życiu realizują odmienną niż na przykład ich rodzice kolejność: najpierw mieszkanie, potem dziecko, a następnie ślub.
Po pierwsze fakt, że mniej do powiedzenia podczas organizacji mają rodzice Państwa Młodych. Oczywiście, służą radą, ich opinie są wysłuchiwane, ale nie zawsze są wprowadzane w życie, bo ostatecznie uroczystość w niemal stu procentach finansują sami jej bohaterowie. Nie muszą już liczyć na pomoc rodziców, bo są finansowo i życiowo niezależni.
Po drugie, osoby, które wcześnie rozpoczęły karierę i dzisiaj zajmują w firmach wysokie stanowiskach, przez ostatnie lata nie tylko pracowali, ale też rozwijali się na innych polach – jeździli po świecie, realizowali swoje marzenia, zdobywali przeróżne doświadczenia, które zmieniły ich stosunek, np. do tradycji. Z weselnych zwyczajów wybierają zazwyczaj powitanie chlebem i solą i rzut bukietem. Oczepiny, tradycyjne śpiewy i okrzyki uznają za niepotrzebne. Nie znaczy to, że myślą wyłącznie o własnych preferencjach. Oczywiście, zastanawiają się podczas planowania uroczystości nad elementami, które podobałyby się ich gościom, ale nie robią niczego wbrew sobie, po to, by na przykład spełnić oczekiwanie mamy, wujka czy babci. W przypadkach, kiedy nie mogą dojść z rodzicami do porozumienia, potrafią zrezygnować z wesela w ogóle. Wtedy zapraszają najbliższą rodzinę i przyjaciół na poślubny obiad, po którym wyruszają w podróż swoich marzeń.
Po trzecie, dla nas konsultantów nie lada poważniejszym wyzwaniem jest często znalezienie miejsca czy funkcji w przebiegu ceremonii dla dzieci Pary Młodej. W zależności od wieku to inne miejsce i inne przywileje. Dzieci to bardzo wrażliwe istoty, często to dzieci z poprzednich związków Pary Młodej, dlatego trzeba być bardzo delikatnym i rozważnym, żeby nikogo w tym dniu nie zranić, każdego właściwie uhonorować. Moja babcia nie byłaby sobie w stanie wyobrazić, że można być na ślubie własnych rodziców.
Po czwarte, charakterystyczne dla par, które decydują się na organizację ślubu i wesela, wtedy, kiedy są już rodzicami, jest organizowanie specjalnych atrakcji weselnych dla najmłodszych. Jako rodzice doskonale rozumieją, że ich znajomi mogą zechcieć wziąć udział w imprezie wraz ze swoimi pociechami, dlatego dają im taką możliwość, a równocześnie umożliwiają im korzystanie z uroków spotkania z przyjaciółmi i znajomymi i dobrej zabawy.
Często słyszę jak moi Klienci mawiają: my żyjemy jak małżeństwo od kilku lat, ale nigdy na ślub nie było czasu, pieniędzy też trochę brakowało, teraz już się sprawdziliśmy we wszystkich możliwych okolicznościach i świadomie chcemy się pobrać, ślub nie był nam potrzebny, żeby wystartować. Albo: dzieci naciskają więc chcemy się pobrać. Czyli jednak ten brak ślubu nie jest bez znaczenia skoro rodzice ulegają prośbom dzieci. Może to tylko formalnie pomaga uregulować sytuację, może dzieci nie muszą tłumaczyć dlaczego mama ma inne nazwisko niż ja, może dzieci patrząc na bądź co bądź wyidealizowany obraz ślubu i małżeństwa z bajek mają nadzieję, że to gwarancja na życie do grobowej deski?
Drodzy Czytelnicy natemat.pl, jakie są Wasze doświadczenia? Czy sami wzięliście ślub młodo, czy też czekaliście z tą decyzją nawet kilka lat? A wesela, w których dzisiaj uczestniczycie – to imprezy młodych czy też dojrzałych stażem par? Zapraszam do dyskusji.
