No właśnie, czy ślub „tylko we dwoje”, bez obecności gości jest taki sam, jak ten w którym uczestniczą bliscy, rodzina i przyjaciele? W sensie prawnym zawarcie małżeństwa jest „ważne” bez względu na to, ile jest gości na uroczystości, to oczywiste. A jak to wygląda od strony społecznej? Dlaczego w tym dniu jednak większość z nas chce się otaczać gośćmi? Czy to siła i moc rytuału, presja społeczna, a może własna potrzeba? Jaka właściwie jest rola gości?
CZY GOŚCIE NA ŚLUBIE SĄ WAŻNI?
REKLAMA
W minionym tygodniu organizowałam wesele ….bez ślubu. Państwo Młodzi „tak” powiedzieli sobie za granicą kilka miesięcy wcześniej, podczas uroczystości tylko we dwoje. Jakiś czas potem postanowili wyprawić w Polsce wesele. Takie zlecenie zrealizowałam po raz pierwszy w karierze, a organizuję śluby i wesela już od ponad 7 lat.
Miałam wrażenie, że podczas tego „bezślubnego” wesela goście wydawali się jakby „duchowo nieusatysfakcjonowani”. ;) Podczas wesela odbyła się projekcja filmu z egzotycznego ślubu Państwa Młodych, goście mogli obejrzeć galerię zdjęć z tego wydarzenia, a jednak większość z nich nie czuła się jak na „prawdziwym” weselu. Para Młoda zrezygnowała z symbolicznych zwyczajów: powitania chlebem i solą, przenoszenia Panny Młodej przez próg. Nie czuli, by to było potrzebne, bo już od jakiegoś czasu są małżeństwem. Nie było sukni z długim trenem ani welonu. Ale był Pierwszy Taniec. Niektórzy goście dyskutowali o tym, że nieco żałują, że nie mogli uczestniczyć w ślubie, choć rozumieją wybór Młodych.
Z mojego doświadczenia wynika, że podobne uczucie niedosytu mają goście, którzy biorą udział w ślubie, po którym nie następuje wesele, bo Państwo Młodzi go nie zaplanowali. Wygląda to trochę tak, jakby w oczekiwaniach gości, wesele i ślub, ślub i wesele stanowiły nierozerwalny duet.
A jak się z tym czują sami „główni bohaterowie”? Mówi się czasem, że ślub jest dla Pary Młodej, a wesele dla gości, ale czy na pewno? Wiem, że zdarza się że na takich wyjazdowych ślubach można nawet „wynająć” świadków, więc sytuacja może być bardzo bardzo kameralna. Bohaterowie tego ubiegłotygodniowego wesela sami chyba również nie byli zadowoleni w stu procentach. Sama podróż „ślubna” była dla nich fantastyczną i niesamowitą przygodą, ale mieli poczucie, że bycie samemu podczas ślubu jest trochę… dziwne i nienaturalne.
Zastanawiam się, czy sama świadomość tego, że para pobrała się podczas uroczystości tylko dla nich dwojga nie wystarczy, by się dobrze bawić na ich weselu? Czy po ślubie wesele jest obowiązkowe, by nie mieć poczucia jakiegoś „braku”? Czy i jaka jest różnica, kiedy bierze się ślub kameralny i kiedy stoi się przed ołtarzem lub przed urzędnikiem w obecności kilkudziesięciu czy nawet kilkuset świadków? Jak postrzegacie Państwo małżeństwa zawarte w kameralnym gronie? Zachęcam, podzielcie się Państwo swoimi opiniami, jako małżonkowie i jako goście.
Więcej:
Ślub