Anna Radziwiłł bardzo wiele lat poświęciła służbie publicznej dla polskiej edukacji, uczestniczyła w pracach bardzo wielu rządów, różnych opcji, miała swój istotny udział w tworzeniu pierwszego kształtu Ustawy o systemie oświaty z 1991 roku, jak i przy redagowaniu podstawy programowej oraz innych ważnych dokumentów reformy z 1999 roku. Być może właśnie pamięć o niej i szacunek dla jej dokonań mogłyby połączyć wielu dzisiejszych oświatowych antagonistów. Zamiast politycznych harców wokół paru szczegółowych tematów, potrzebna nam wspólna troska o spójność działań służących dobremu wykształceniu kolejnych pokoleń polskich obywateli.
REKLAMA
Kształcenie, opieka i wychowanie naszych dzieci i wnuków to sprawa nadzwyczaj ważna zarówno z punktu widzenia każdej rodziny, jak i losów naszych wsi, miasteczek, miast, całych regionów, kraju i świata. Czym lepiej wykształceni i wychowani mieszkańcy, tym na pewno lepiej dla miejsca w którym żyją, dla jego rozwoju i dobrych prognoz na przyszłość.
Na różnych etapach życia zdarzało mi się uczestniczyć w różnych gremiach, mających na celu szukanie zgody - ponad podziałami - w sprawach dobrej edukacji.
Jako reprezentantka pomorskich środowisk oświaty niepublicznej znalazłam się w Regionalnym Forum Edukacyjnym stworzonym w 1995 roku w ówczesnym województwie gdańskim między innymi przez Wojciecha Książka. Było to gremium skupiające osoby o bardzo różnych poglądach, spotykające się systematycznie przez kilka lat i dyskutujące o problemach pomorskiej oświaty. Nauczyłam się wtedy o systemie oświaty bardzo wiele, bo oglądało się problemy dzieci i młodzieży z naprawdę różnych stron. Poznałam tam między innymi aktywnych pionierów edukacji integracyjnej na Pomorzu, promotorów rodzicielstwa zastępczego, pasjonatów edukacji regionalnej - kaszubskiej, współdziałaliśmy w sprawie walki z przemocą w szkole. Ta inicjatywa "Solidarności" skupiała osoby merytorycznie przejęte jakością pomorskiej edukacji, pochodzące z wszelkich opcji politycznych, współdziałające naprawdę zgodnie i sensownie.
Oświatowe reformy rządu Jerzego Buzka wymagały szerokiej merytorycznej dyskusji i szukania politycznej zgody. Wojciech Książek, jako ówczesny wiceminister, próbował przenieść to gdańskie doświadczenie na poziom krajowy. Powstała Rada Konsultacyjna do spraw Reformy Edukacji Narodowej, działająca pod przewodnictwem Kazimierza Marcinkiewicza. Brało w niej udział wielu badaczy i działaczy oświatowych, dyskutowano na bardzo wiele ważnych tematów. Jednak przedstawiciele politycznej opozycji, którzy mogli tam również włączyć się merytorycznie, gdyż byli pełnoprawnymi członkami, niestety na ogół nie pojawiali się lub pojawiali tylko na chwilę, wygłaszali polityczną tyradę przeciwko i wychodzili. Przez lata pracy i comiesięczne spotkania tego gremium - pomimo wielu działań promujących sens i cele ówczesnych reform - nie można jednak było znaleźć formuły debaty o edukacji ponad podziałami, prowadzonej w interesie dobra publicznego.
Działania Rady Konsultacyjnej - i także późniejsze doświadczenia ze zmianami w edukacji - chyba jednak dla jej bezpośrednich uczestników w dalszej perspektywie okazały się kształcące. Poznałam w niej wtedy między innymi paru obecnych parlamentarzystów. Lech Sprawka (obecnie PiS) był wiceministrem, tłumaczącym problemy finansowania edukacji, zaś Krystyna Łybacka (SLD) posłanką, autorką płomiennych tyrad potępiających co się dało. Dziś oboje są najbardziej merytorycznie zaangażowanymi przedstawicielami opozycji w komisji edukacji. Polityczny teatr odbywający się w Sejmie eksponuje jednak raczej innych harcowników, uruchamiających po stronach, i lewicy, i prawicy pokłady ogromnej demagogii.
Taki sam polityczny teatr, choć na trochę mniejszą skalę, odbywa się w wielu radach miast, gmin i powiatów. Tymczasem tam również potrzebne są wieloletnie strategie oświatowe, wypracowywane ponad podziałami. To tam zapadają decyzje mające największy wpływ na lokalną oświatową rzeczywistość. Przedstawianie Radzie Miasta różnych trudnych i złożonych projektów często napotyka na nieufność i opór radnych. Pewnym antidotum na bieżące polityczne oświatowe konfrontacje stało się w Gdańsku powołanie Gdańskiej Rady Oświatowej przez Radę Miasta. Samo powołanie wcale nie było łatwe, jednak stworzenie gremium skupiającego przedstawicieli różnych miejskich oświatowych środowisk nadało wielu decyzjom i pomysłom bardziej merytoryczny charakter. Oświatowe uchwały zanim trafiają na Radę Miasta są dyskutowane na Radzie Oświatowej i mają jej opinię.
Ministrem edukacji zostałam jako oświatowy ekspert, pozostając osobą bezpartyjną, mając za sobą te różne doświadczenia. Stanęłam przed koniecznością szukania politycznej akceptacji dla projektów, które merytorycznie uważałam za wartościowe. Podpowiedzi wielkiej patriotki polskiego systemu edukacji, śp. Anny Radziwiłł (także kiedyś nauczycielki śp. Lecha Kaczyńskiego), pomogły mi skompletować skład Rady Edukacji Narodowej. Zaprosiłyśmy tam wiceministrów, odpowiadających za system oświaty w ostatnim dwudziestoleciu, którzy nie stali się aktywnymi politykami, parlamentarzystami. Dyskusja tego gremium pozwalała spoglądać na różne oświatowe zagadnienia z pewnego dystansu, a jednocześnie doświadczenie zgromadzonych pomagało przewidywać różne zagrożenia. Niestety wielką wyrwę w jego potencjale merytorycznym uczyniły w 2009 roku śmierci Anny Radziwiłł i Ireny Dzierzgowskiej.
Aby naprawdę uporządkować prawo oświatowe i zauważyć pozytywne tego efekty, potrzeba pewnie około dziesięciu lat zarządzania w sposób spójny i konsekwentny. Cały "cykl produkcyjny" trwa tu przecież koło 20 lat - od przedszkola do wchodzenia na rynek pracy. Obecni absolwenci polskich szkół to wypadkowa pracy wielu ministrów, zawsze w najmniejszym stopniu tego ostatniego.
Ministrowie edukacji ostatniego dwudziestolecia (tekst z 2010 roku)
Aktywni komentatorzy różnych reform dzielą się na oczekujących przede wszystkim spokoju, uważających, że każda zmiana jest ogromnym zagrożeniem, oraz na żądających zmian dużo bardziej radykalnych niż wprowadzane i o widocznych od razu pozytywnych efektach. Bardzo aktywne są też kręgi narzekających w edukacji właściwie na wszystko. Żadnej grupy nie da się całkiem zadowolić. Do tego od kilkunastu lat nie udaje się na szczeblu centralnym dopracować sposobu merytorycznej debaty ponad podziałami o tym, co może nas w interesie polskich dzieci połączyć.
Zespół opiniodawczo-doradczy do spraw statusu zawodowego nauczycieli, działający od marca 2010 roku, stanowił ostatnią tego rodzaju próbę. Był pomyślany jako krajowe forum do wypracowywania ważnych zmian. W ostatnim okresie włączali się w jego prace także członkowie Rady Edukacji Narodowej. Zostało to wstrzymane przez kampanię wyborczą. Przedstawiciele samorządowców, związkowców, organizacji pozarządowych, badaczy oświatowych oraz rządu czy parlamentu, dyskutujący razem o merytorycznych problemach, mogliby jednak stworzyć trwałe ciało, dochodzące razem do akceptowalnych szerzej rozstrzygnięć.
