Decyzje podejmowane w sprawach systemu oświaty powinny mieć swoje uzasadnienie. Najczęściej są wypadkową przekonań lub obaw politycznych ekipy rządzącej i mniejszego lub większego doświadczenia merytorycznego osób mających wpływ na podejmowane decyzje. Rzadko kiedy stoją za nimi wyniki rzetelnych badań.
REKLAMA
W świecie nauki badacze edukacyjni postrzegani są jako dziwacy lub niepoważni hobbyści. Dlaczego nie zajmują się "prawdziwą" matematyką lub historią, ale tym jak dobrze uczyć matematyki czy historii? Właściwie po co? Uważa się, że jeśli już znają historię, matematykę, to także jej nauczą. Tymczasem są wybitni matematycy czy historycy pozbawieni umiejętności przekazywania wiedzy i bardzo dobrzy nauczyciele, którzy jednak sami nie czują się odkrywcami w dziedzinie, której nauczają. Ułożenie ciekawych i naprawdę różnicujących uczniów zadań, napisanie dobrego szkolnego podręcznika, przygotowanie scenariusza interesującego cyklu zajęć na jakiś temat - to wszystko wymaga dużej specjalistycznej wiedzy i doświadczenia, odpowiedniego przygotowania.
Jako osobne specjalności naukowe mogłyby się rozwijać wszelkie dydaktyki szczegółowe, czyli dziedziny odpowiadające na pytanie: jak dobrze uczyć konkretnego przedmiotu? Niestety ci, którzy sporo mogliby mieć tu do powiedzenia, rzadko kiedy dochodzą do tytułów naukowych. Doktoraty czy habilitacje z dydaktyk przedmiotowych są rzadkością. Pewnie znaleźliby się nawet nauczyciele - pasjonaci, zainteresowani pisaniem doktoratu z dydaktyki "swojego" przedmiotu, ale brakuje profesorów, którzy mogliby nad takimi chętnymi roztoczyć naukową opiekę. Profesorowie historii (jak i każdej innej dziedziny nauczania) niestety na ogół nie pasjonują się metodyką nauczania historii, czasem nawet nie widzą potrzeby wymagania od kandydata na studia historyczne matury z historii, a co dopiero pasji do jej ciekawego nauczania. Braków w wiedzy kandydatów na studia nie uzupełnimy powiększając zawartość podstawy programowej. Nie wszystko co jest wpisane do programów szkolnych, uczeń zapamięta. To cała sztuka, tak przedstawić materiał szkolny, aby trafił do uczniowskiej wyobraźni i pamięci.
Godne badania są także oświatowe finanse, zarządzanie oświatą w samorządach, style kierowania szkołą, miejsce rodziców w szkole, pomoc uczniom niepełnosprawnym, sposoby pracy z uczniami zdolnymi, organizacja kształcenia zawodowego, ulepszanie powszechnych systemów egzaminacyjnych. Można byłoby wymienić tu jeszcze sporo interesujących, szczegółowych oświatowych tematów. Jeśli bliżej tym tematom do ekonomii, zarządzania, socjologii, gospodarki niż do pedagogiki, znowu trudno znaleźć wyspecjalizowanego oświatowo opiekuna naukowego nad prowadzącym takie badania.
Najsilniejsze są i tak stereotypy. Ponieważ każdy do szkoły chodził, swoje doświadczenia i wspomnienia z dzieciństwa łatwo przenosi na czasy obecne, nawet jeśli niewiele mają już wspólnego z aktualnym faktycznym stanem szkoły.
Stereotyp 1. Dzieci trzeba chronić przed szkołą
Kilkakrotnie robione badania dotyczące dzieci sześcioletnich - postępów jakie one robią, zależnie od obranej drogi edukacyjnej - przechodziły bez echa. Choćbyśmy wykazywali, że dzieci dłużej przebywające w domu, bez kontaktu z nauczycielami i rówieśnikami, są mniej ciekawe świata, mniej chętnie się później uczą, mniej wiedzą o świecie, oraz pokazywali dobre efekty wczesnej edukacji, nie obali to mitu o "zabieraniu dzieciństwa". Szkoła jako miejsce nauki przez zabawę, miejsce radosnego odkrywania świata przegrywa z powszechnym wyobrażeniem polityków i dziennikarzy, przedstawiających szkołę jako miejsce opresji. Tymczasem dla bardzo wielu małych dzieci domowe dzieciństwo wcale nie jest ani szczęśliwe, ani beztroskie, do tego dużo mniej kształcące niż profesjonalnie zorganizowana edukacja wśród rówieśników. Lęki i fobie szkolne starszego pokolenia są jednak silniejsze.
Kilkakrotnie robione badania dotyczące dzieci sześcioletnich - postępów jakie one robią, zależnie od obranej drogi edukacyjnej - przechodziły bez echa. Choćbyśmy wykazywali, że dzieci dłużej przebywające w domu, bez kontaktu z nauczycielami i rówieśnikami, są mniej ciekawe świata, mniej chętnie się później uczą, mniej wiedzą o świecie, oraz pokazywali dobre efekty wczesnej edukacji, nie obali to mitu o "zabieraniu dzieciństwa". Szkoła jako miejsce nauki przez zabawę, miejsce radosnego odkrywania świata przegrywa z powszechnym wyobrażeniem polityków i dziennikarzy, przedstawiających szkołę jako miejsce opresji. Tymczasem dla bardzo wielu małych dzieci domowe dzieciństwo wcale nie jest ani szczęśliwe, ani beztroskie, do tego dużo mniej kształcące niż profesjonalnie zorganizowana edukacja wśród rówieśników. Lęki i fobie szkolne starszego pokolenia są jednak silniejsze.
Stereotyp 2. Gimnazja i egzaminy są przyczyną wszelkiego zła
Zdecydowana większość dorosłych obywateli nie chodziła do gimnazjum i nie zdawała zewnętrznych egzaminów (pierwsi absolwenci gimnazjów pojawili się stosunkowo niedawno - w 2002 roku). Z osobistego doświadczenia jest im znana siedmio- lub ośmioklasowa szkoła podstawowa. Gimnazjum postrzegają poprzez różne sensacyjne medialne doniesienia. Tak samo albo jeszcze gorzej można byłoby opisać postawy dawniejszych siódmo- i ósmoklasistów, agresywnych nie tylko wobec rówieśników, ale także wzbudzających strach u uczniów klas początkowych dawnych podstawówek. Dzięki zmianie gimnazjalnej podstawówka - przeznaczona obecnie tylko dla młodszych dzieci - stała się wielokroć bezpieczniejsza. Stereotyp negatywnego postrzegania gimnazjum jest jednak w starszym pokoleniu szczególnie mocno utrwalony.
Zdecydowana większość dorosłych obywateli nie chodziła do gimnazjum i nie zdawała zewnętrznych egzaminów (pierwsi absolwenci gimnazjów pojawili się stosunkowo niedawno - w 2002 roku). Z osobistego doświadczenia jest im znana siedmio- lub ośmioklasowa szkoła podstawowa. Gimnazjum postrzegają poprzez różne sensacyjne medialne doniesienia. Tak samo albo jeszcze gorzej można byłoby opisać postawy dawniejszych siódmo- i ósmoklasistów, agresywnych nie tylko wobec rówieśników, ale także wzbudzających strach u uczniów klas początkowych dawnych podstawówek. Dzięki zmianie gimnazjalnej podstawówka - przeznaczona obecnie tylko dla młodszych dzieci - stała się wielokroć bezpieczniejsza. Stereotyp negatywnego postrzegania gimnazjum jest jednak w starszym pokoleniu szczególnie mocno utrwalony.
Z kolei zewnętrzne końcowe egzaminy postrzegane są jako gra z kluczem w totolotka. Tymczasem - choć część pytań egzaminacyjnych powinna mieć charakter podstawowy (aby dać szansę na niezerowe wyniki również słabszym uczniom) - w sposób testowy można również stawiać bardzo złożone i wysokie wymagania. W każdym zestawie egzaminacyjnym daje się wskazać pytania, na które zdecydowana większość egzaminowanych nie umiała odpowiedzieć.
Z badań porównujących edukację w różnych krajach wynika, że dzięki wydłużeniu powszechnego kształcenia ogólnego w gimnazjach i zewnętrznym powszechnym egzaminom nasi piętnastolatkowie coraz więcej umieją. Stopniowo wpłynięto na podnoszenie poziomu poszczególnych umiejętności absolwentów gimnazjów. Trzeba wiedzieć, że - również dzięki gimnazjom - mocno wzrosły aspiracje edukacyjne młodego pokolenia, dużo większa część młodych ludzi trafia do szkół kończących się maturą i chce studiować. Zamiast myśleć jak gimnazjalistów zniechęcić do studiowania, warto chyba raczej starać się przygotowywać ich do tego studiowania coraz lepiej i dbać też o poziom samych studiów.
Stereotyp 3. Nauczyciele mało potrafią i mało pracują
Każdy w swojej karierze szkolnej spotkał z pewnością nauczyciela, którego zapamiętał jako szczególnie ważnego w swoim rozwoju, jak i też takich, których wspomina szczególnie źle. Dane mówią, że polscy nauczyciele - na tle swoich kolegów z innych krajów - są wyjątkowo dobrze wykształceni i osiągają dobre efekty. Bohaterami masowej wyobraźni zostają jednak różne złe przykłady.
Każdy w swojej karierze szkolnej spotkał z pewnością nauczyciela, którego zapamiętał jako szczególnie ważnego w swoim rozwoju, jak i też takich, których wspomina szczególnie źle. Dane mówią, że polscy nauczyciele - na tle swoich kolegów z innych krajów - są wyjątkowo dobrze wykształceni i osiągają dobre efekty. Bohaterami masowej wyobraźni zostają jednak różne złe przykłady.
Ostatnio spore zainteresowanie wzbudza czas pracy nauczycieli. To edukacyjny temat badawczy, który zrobił medialną karierę. Bez względu na przyjętą metodologię, każde badania dotyczące czasu pracy nauczycieli wykażą, że pracują oni na pewno więcej niż wynosi ich 18-godzinne pensum. Zaś opinia publiczna jest i tak głęboko przekonana, że polscy nauczyciele pracują bardzo mało i byle jak, i nawet jak najlepsze zbadanie i promowanie stanu faktycznego tego przekonania raczej nie zmieni. Po prostu łatwo pokazuje się i nagłaśnia niektóre złe przykłady.
Duże projekty badawcze pokazujące bez stereotypów fakty i mity współczesnej edukacji są nam bardzo potrzebne. Tylko spore nakłady czasu i pracy przeznaczane na badania edukacyjne, a potem także na popularyzowanie ich wyników, mogą przełamać stereotypowe, obiegowe przekonania, w których żyje część opinii publicznej. Zanim zaczniemy powtarzać któreś stereotypowe narzekania, dajmy szansę tym, którzy potrafią rzetelnie odpowiedzieć na badawcze pytania.
