Jeśli słyszę obecnie komentarze obrażające Mateusza Kusznierewicza czy Otylię Jędrzejczak, którzy przez wiele lat odnosili sukcesy, przysparzali nam radości, a i teraz jednak nas reprezentują, choć tym razem bez medali, to jest mi po prostu przykro. Myślę, że zrobili, ile mogli. Zamiast mówić teraz o nich obraźliwie, zastanówmy się raczej nad tym, jak uczynić z ich wieloletniej pracy dobry przykład dla dzieci i młodzieży, aby łatwiej wychować ich następców.
REKLAMA
Wyniki naszych sportowców w Londynie, a raczej rozczarowanie niektórymi z nich uruchomiło narodowe poszukiwanie winnych. Zmagania sportowe mają to do siebie, że ci, na których bardzo stawiamy - będąc pod ogromną presją narodowych oczekiwań - czasem zawodzą, zaś inni - na których wcale nie liczyliśmy - nagle zaskakują nas dobrym wynikiem. Oczywiście wśród winnych złych rezultatów wymieniany jest system edukacji.
Jesteśmy jednym z krajów o większej liczbie obowiązkowych godzin w-f w szkole - w szkołach podstawowych i gimnazjach to 4 godziny tygodniowo. Proponowane
zwiększenie liczby godzin do 2 dziennie to o około 20 procent większe koszty godzin nauczania. Bez względu na to, czy pomysł jest merytorycznie sensowny, nas po prostu na to nie stać. Zwiększenie liczby godzin w-f natychmiast uruchomiłoby dyskusję, dlaczego nie jest to więcej godzin polskiego, informatyki, filozofii, przedsiębiorczości, fizyki, chemii itd... Każdy szkolny przedmiot ma wielu zwolenników tego, aby był szerzej obecny w szkole, zaś czas pracy ucznia i szkoły jest ograniczony.
zwiększenie liczby godzin do 2 dziennie to o około 20 procent większe koszty godzin nauczania. Bez względu na to, czy pomysł jest merytorycznie sensowny, nas po prostu na to nie stać. Zwiększenie liczby godzin w-f natychmiast uruchomiłoby dyskusję, dlaczego nie jest to więcej godzin polskiego, informatyki, filozofii, przedsiębiorczości, fizyki, chemii itd... Każdy szkolny przedmiot ma wielu zwolenników tego, aby był szerzej obecny w szkole, zaś czas pracy ucznia i szkoły jest ograniczony.
Dzieci i młodzież szkolna - w systemie edukacji - mogą odkrywać i rozwijać swoje zamiłowania sportowe w bardzo różnych formach, które mają rozmaite cele:
1) powszechne, obowiązkowe dla wszystkich zajęcia wychowania fizycznego
2) szkolne zajęcia dodatkowe i miejsca edukacji pozaszkolnej
3) klasy i szkoły sportowe
4) szkoły mistrzostwa sportowego
1) powszechne, obowiązkowe dla wszystkich zajęcia wychowania fizycznego
2) szkolne zajęcia dodatkowe i miejsca edukacji pozaszkolnej
3) klasy i szkoły sportowe
4) szkoły mistrzostwa sportowego
Jeśli przy okazji dyskusji o małym dorobku medalowym na olimpiadzie jest mowa jako o przyczynie o dużej liczbie zwolnień z w-f, to następuje pomylenie pojęć. Ci, którzy starają się unikać w-f raczej nie mają predyspozycji do zostania mistrzami olimpijskimi. Oczywiście rosnącej z wiekiem (tak pokazują badania) liczbie zwolnień z w-f trzeba przeciwdziałać i wchodzące obecnie stopniowo w życie zmiany w podstawie programowej mają temu służyć. Celem powszechnego w-f w szkołach jest przede wszystkim kształtowanie w młodych ludziach zdrowych nawyków, znalezienie przez nich rodzaju aktywności rekreacyjno-ruchowej, która mogłaby im potem towarzyszyć całe życie. Dlatego szkoła obecnie ma obowiązek proponować część godzin w-f w formach do wyboru. Na zajęcia, które się wybrało, uczęszcza się chętniej. Każda szkoła prowadzi jakieś zajęcia dodatkowe, czasem odbywa się to również w placówkach pozaszkolnych. Celem jest zdrowy tryb życia, zagospodarowanie czasu wolnego młodzieży, edukacja prozrowotna, praca wychowawcza, profilaktyczna.
Ci młodzi ludzie, którzy lubią ruch i mają pewne predyspozycje do uprawiania sportu mogą trafiać pod opiekę klubów sportowych, do klas i szkół sportowych, a ci najlepsi, już odnoszący sukcesy, także do szkół mistrzostwa sportowego. Na ucznia w tych typach szkół jest zwiększona subwencja edukacyjna, właśnie dlatego, aby organ prowadzący szkołę był w stanie sfinansować dużo większą liczbę godzin szkolenia sportowego. Ten typ edukacji w szkole może być prowadzony, jeśli kompetentna organizacja bierze odpowiedzialność za poziom szkolenia sportowego. Najczęściej są to kluby sportowe. Ważne są kryteria naboru do takich szkół oraz program szkolenia sportowego. Dyrektor szkoły musi mieć wsparcie tych, którzy w danej dyscyplinie sportowej są kompetentni. Odpowiedzialność za poziom naboru i szkolenia jest tu jednak na ogół po stronie działaczy sportowych. Tak samo zresztą, jak podejmowanie decyzji, czy tego, czy innego sportowca wysłać na Olimpiadę, aby reprezentował nasz kraj.
Takie są założenia. Dyrektor zwykłej szkoły wraz z nauczycielami wychowania fizycznego odpowiada za interesujące i służące zdrowiu uczniów oraz rozwijaniu zainteresowania sportem zajęcia wychowania fizycznego. Kluby i związki sportowe odpowiadają za pomoc w organizowaniu naboru i szkolenia sportowego do klubów, klas i szkół sportowych. Są przykłady szkół, w których partnerstwa z konkretnymi klubami i współpraca z działaczami sportowymi przynoszą dobre efekty.
Aby młode talenty i kandydatów do szkolenia sportowego znajdować, więcej mogłoby być sportowych zajęć dodatkowych w szkołach powszechnych. Pewnie również więcej zajęć sportowych i możliwości uczestnictwa w rywalizacji sportowej mogliby mieć studenci. Jednak raczej warto tu mówić o dodatkowych godzinach dla chętnych uczniów i pasjonatów nauczycieli, zaangażowanych w odkrywanie młodych talentów (mamy takich sporo!) niż skupiać się na obowiązkowym doprowadzeniu na jeszcze większą niż teraz liczbę godzin tych, którzy dziś ruchu unikają. Dla nich potrzebna jest ciekawa oferta zajęć rekreacyjno-ruchowych do wyboru, żeby dla dobra własnego zdrowia znaleźli coś dla siebie. Jednak tu celem jest zdrowie powszechne a nie olimpijskie medale...
Wszystkie kraje biorące udział w Olimpiadzie czekają na dobre wyniki swoich sportowców. Wiele z nich to bogatsze lub liczniejsze od nas narody. Prosty rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że raczej w ogólnej olimpijskiej klasyfikacji nie wypadniemy od nich lepiej. Zamiast uruchamiać kolejny lament z powodu narodowej klęski, gdy jakaś konkurencja nie zakończy się polskim medalem, może pogratulujmy czasem polskiemu sportowcowi także czwartego czy ósmego miejsca. Najczęściej to miejsce to efekt kilku lat jego bardzo ciężkiej pracy, pułap fizycznych i materialnych możliwości konkretnego człowieka oraz tego zaplecza, które umieliśmy mu stworzyć, na które nas stać. Bądźmy mimo wszystko dumni z tego, że nas reprezentują.
