Wczesna edukacja jest fundamentem całego systemu oświaty.

REKLAMA
Wyniki poszczególnych szkół w bardzo dużej mierze zależą od uwarunkowań środowiskowych. Trudna sytuacja rodzin w konkretnej dzielnicy przekłada się na wyniki szkolne dzieci rejonowej szkoły. Dobrze wykształceni i motywujący do edukacji rodzice to i lepsze warunki do osiągania dobrych wyników w szkolnej edukacji.
Jak sprawić, aby osiągać lepsze wyniki w rejonie, gdzie dzieci w większości pochodzą z rodzin zaniedbujących je pod względem edukacyjnym? Nie mają one równych szans z tymi, które wcześniej miały prywatne opiekunki, dobre przedszkole, szczególnie motywujących edukacyjnie rodziców czy dziadków. Niestety rodzina, która nie jest w stanie opłacić przedszkola, często też nie jest w stanie sama w domu odpowiednio oddziaływać edukacyjnie na dziecko. Trafiając do obowiązkowej, bezpłatnej “zerówki” takie dziecko umie mniej niż rówieśnik, który ma za sobą dwa lata profesjonalnej edukacji przedszkolnej. Już na tym etapie może poczuć się gorzej i nie być odpowiednio zachęcone do nauki.
Edukacyjnie ma głęboki sens zagwarantowanie każdemu dziecku przed pójściem do szkoły przynajmniej dwóch lat powszechnej i bezpłatnej edukacji przedszkolnej. Tyle minimum trzeba - jeśli zapewnimy opiekę profesjonalnego nauczyciela przez kilka godzin dziennie - żeby również dziecko mniej zmotywowane i gorzej przygotowane przez dom zachęcić do uczenia się, pokazać mu jego mocne strony, wyposażyć w wiarę w swoją szansę na sukces.
Na kilka sposobów - w projekcie zmiany ustawy o systemie oświaty - przedstawialiśmy ministrowi finansów różne pomysły na subwencjonowanie lub dotowanie edukacji przedszkolnej cztero- i pięciolatków. Niestety żadna ustawa powodująca pewne skutki finansowe nie miała szans na uzgodnienie.
Trzeba sięgnąć po inne argumenty - policzyć skutki finansowe dotowania żłobków i przedszkoli “międzyresortowo”.
Żłobki są miejscem wczesnej edukacji i także opieki. Nie rozwijały się, gdy były placówkami ochrony zdrowia - przepisy nakazywały zapewnić małym dzieciom warunki prawie jak w szpitalu, co było oczywiście bardzo kosztowne. Nie zdecydowano jednak o dołączeniu ich do katalogu placówek edukacji, tylko podporządkowano polityce społecznej i to bez systemowego mechanizmu konieczności dofinansowywania takich form opieki.
Jeśli argumenty o walorach wyrównywania szans, odkrywania i rozwijania jak najwcześniej talentów naszych najmłodszych, nie przekonują ministra finansów, warto spojrzeć na to, ile kosztuje niepracująca matka czy babcia. Lepiej, aby rodzice i dziadkowie pozostawali aktywni zawodowo jak najdłużej niż stawali się klientami systemu pomocy społecznej, który pomaga rodzinom o najniższych dochodach. Więcej zatrudnionych to większe wpływy do budżetu państwa, więcej pieniędzy z podatków płaconych przez osoby pracujące.
Lata przerwy w karierze zawodowej matek, związane z koniecznym często wyborem pozostawania przez kilka lat w domu, aby zająć się dzieckiem, to także późniejszy ich awans w pracy i niższe zarobki - w porównaniu z rówieśnikami nie mającymi takich przerw. Jeśli dodamy do tego wcześniejsze odchodzenie na emeryturę to nie dziwmy się, że potem głównie kobiety są wśród osób o najniższych emeryturach.
Trzeba poprawić proporcję liczby młodych ludzi, których będzie w naszym kraju coraz mniej, do liczby emerytów, których nieuchronnie będzie coraz więcej, gdyż “wyżowe” roczniki prędzej czy później wejdą w wiek emerytalny i wtedy zacznie nam brakować rąk do pracy. Warto pomyśleć, jak zachęcić mające aspiracje zawodowe młode kobiety do rodzenia większej liczby dzieci, jak ułatwić im godzenie pracy z obowiązkami matki, jak zapewnić tani i powszechny dostęp do żłobków i przedszkoli, najlepiej mogących być jedną żłobkowo-przedszkolną placówką. Niech każdy zakładający taką placówkę w sposób spełniający odpowiednie standardy co do warunków lokalowych i kwalifikacji kadry, otrzymuje konkretną dotację na każde objęte opieką dziecko i musi jednocześnie gwarantować odpowiednio niskie opłaty.
Inwestycja w dotowanie opieki i wczesnej edukacji małych dzieci opłaci się. Kobiety chętniej będą decydować się na kolejne dziecko. Matki i babcie nie będą rezygnować z zatrudnienia, aby zajmować się dziećmi. Mniej będzie porażek szkolnych dzięki lepszemu przygotowaniu ogółu dzieci do dobrego radzenia sobie w szkole. Więcej dzieci, lepiej kształconych, więcej zatrudnionych, bardziej zadowolonych z jakości życia, większe wpływy do budżetu. Aby to wszystko wyliczyć i zapewnić konieczna jest współpraca międzyresortowa.