Likwidowanie szkół, które mają dopiero około 10-12 lat – czyli 6-letniej, bezpieczniejszej i bardziej kameralnej niż 8-latka szkoły podstawowej dla dzieci, 3-letniego gimnazjum, ledwo co dopracowującego się swojego oblicza i tradycji, które jeszcze tak naprawdę nie zdążyły okrzepnąć i którym pewne wprowadzane obecnie korekty programowe mogą pomóc lepiej kształtować swoją ofertę – jest pomysłem, który mógłby wprowadzić do świata edukacji kolejny chaos i rewolucję.
REKLAMA
Traumatycznym doświadczeniem dla wielu środowisk była rozpoczynająca się w 1999 roku reforma strukturalna, trwająca w niektórych miejscach nawet po 6 lat (tyle wygaszano niektóre szkoły). Jeśli ktoś teraz, dopiero po kilku latach od tej zmiany, proponuje zawracanie kijem Wisły (pisałam o tym już jakiś czas temu) czyli kolejną reformę strukturalną – kolejne tego typu doświadczenie, to chyba nie wie co mówi, nie wie ile napięć zupełnie niepotrzebnych musiałby zafundować wielu rodzinom poprzez nowe układanie sieci szkolnej. Znowu ruszyłyby wielkie przeprowadzki i likwidacje szkolne. A także ile to pracy i kosztów dla samorządów prowadzących szkoły. Lepiej te pieniądze wydać na remonty i lepsze wyposażanie szkół, które mamy.
Łatwo jest odwoływać się do stereotypowych przekonań, że jak byliśmy młodzi, to świat był piękniejszy i jeszcze można do tego wrócić, ale zmiany w edukacji trzeba robić odpowiedzialnie. Tamta reforma wprowadzając gimnazja wydłużyła o rok obowiązkową, jednakową edukację młodych ludzi, przyniosła coraz lepsze wyniki polskich gimnazjalistów na tle uczniów z innych krajów i skokowy wzrost osób z wyższym wykształceniem. Świadczy to jednak o tym, że droga wskazana przez rząd Jerzego Buzka okazała się dobra, choć po latach widać, w których miejscach wymaga korekt. W oparciu o posiadane doświadczenie można podejmować się tego, co jest realne i stopniowo może doprowadzić do poprawy efektów.
Gimnazja po ostatnim roku szkolnym zostały zmodernizowane programowo a gimnazjaliści poprzez realizowanie wspólnych projektów oraz nowe postawione im wymagania pokazali, że trochę inaczej, solidniej zostali przygotowani do kolejnego etapu. Stara się im także w szkole doradzić, jaką wybrać dalszą drogę edukacyjno-zawodową. Obecnie rusza modernizacja programowa liceów i szkół przygotowujących do zawodu - techników i zasadniczych szkół zawodowych. Jeszcze trochę czasu - przynajmniej do 2015 roku - trzeba będzie poczekać na solidniej i jednocześnie ciekawiej wykształconego absolwenta szkół ponadgimnazjalnych. Kolejne zamieszanie strukturalne z pewnością może tylko zaszkodzić.
